W ciągu zaledwie trzech miesięcy tego roku zadłużenie zagraniczne firm funkcjonujących w Polsce wzrosło o 5,3 mld euro. Wynosi już 102,5 mld euro. Natomiast w całym 2010 r. zwiększyło się o 9,6 mld zł – wynika z najnowszych danych NBP. Ekspertów to nie dziwi.
Reklama
– Przyspieszenie w zaciąganiu kredytów zagranicznych jest łatwe do wytłumaczenia. Po prostu biznes liczy pieniądze. Przy bezprecedensowo niskich stopach procentowych, szczególnie w strefie euro, kredyty i pożyczki zagraniczne są tańsze niż w Polsce – mówi dr Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Główna stopa procentowa w naszym kraju jest trzykrotnie wyższa niż w strefie euro i wynosi 4,5 proc. Ale to nie wszytko. – Firmy zadłużają się za granicą, bo Polska nie ma dostatecznie dużo kapitału na sfinansowanie inwestycji. A nie ma go, bo oszczędności Polaków są zbyt niskie – ocenia prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers, członek Rady Gospodarczej przy premierze.
Ponadto część firm ma ułatwione możliwości zaciągania kredytów, ponieważ uzyskuje je od zagranicznych inwestorów bezpośrednich. W końcu pierwszego kwartału osiągnęły one wartość 53,5 mld euro. Tego rodzaju kredyty są uznawane za bezpieczne dla równowagi finansowej przedsiębiorstw. Głównie dlatego, że zagraniczny współwłaściciel firmy nie żąda z reguły natychmiastowej spłaty swojej należności, jeśli spółka córka popadnie w kłopoty, gdyż nie chce dopuścić do jej bankructwa.
Mogą się jednak zdarzyć wyjątki. – Może się nagle okazać, że firma matka gwałtownie potrzebuje spłaty pożyczki – podkreśla prof. Orłowski. Wtedy funkcjonowanie filii zagranicznego koncernu może być zagrożone.
Podobnie może być w przypadku przedsiębiorstw, które zaciągnęły kredyty w bankach na Zachodzie. Ale ich ryzyko jest inne, bo związane z kursem walutowym. Na przykład część importerów mogłaby zbankrutować, gdyby doszło do bardzo dużego osłabienia złotego, gdyż musiałaby zdecydowanie więcej płacić za waluty niezbędne do spłaty rat i odsetek od zaciągniętych kredytów. Kłopoty z bieżącą obsługą zadłużenia mogą mieć także firmy, których przychody mogą być znacznie niższe od przewidywanych z powodu mniejszego, niż prognozowano, tempa wzrostu gospodarczego. – Nie spodziewam się jednak, aby tego rodzaju przypadki były liczne – mówi dr Jankowiak. – Z kredytem jest jak z nożem chirurgicznym, może uratować życie, ale może też zabić – podsumowuje politykę finansową firm prof. Elżbieta Mączyńska z SGH.