Obietnice padające z ust polityków na niewiele ponad 30 dni przed wyborami są jak owo ciastko z powiedzenia, które każdy chciałby zjeść, jednocześnie je mieć, a może nawet zachować na przyszłość. Pytanie – ile to będzie kosztować i kto za to zapłaci.
Zacznijmy od Prawa i Sprawiedliwości, które dzierży ster władzy i ma ochotę zachować go po wyborach. Prezes Jarosław Kaczyński obiecał wyborcom wprowadzenie emerytur stażowych za 38 lat pracy dla kobiet i za 43 lata dla mężczyzn. Ta obietnica po raz pierwszy pojawiła się już 43 lata temu w Porozumieniach Sierpniowych i w ostatnich latach powraca głównie przed wyborami. Świadczenie wpisuje się doskonale w polską mentalność, bo jako naród w zdecydowanej większości przechodzimy na emeryturę najwcześniej, jak się da.
CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRYCZNYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zobacz
|