Słowa premiera Mateusza Morawieckiego z exposé, żeby wpisać do konstytucji gwarancję prywatności środków, które będą gromadzone w pracowniczych planach kapitałowych i na indywidualnych kontach emerytalnych, wywołały burzę. Uzasadnienie tego ruchu jest proste - poprzednia ekipa, umarzając część obligacyjną OFE i zapisując środki na kontach w ZUS, podważyła zaufanie do systemu emerytalnego. Żeby je przywrócić, a przede wszystkim żeby zachęcić ludzi do oszczędzania w PPK i przeniesienia pieniędzy z likwidowanych OFE do IKE, a nie ZUS, potrzebne jest przywrócenie wiary w państwo i jego gwarancje. Z punktu widzenia PiS ma to być szach i mat dla opozycji i postawienie jej pod ścianą. – Chodzi o to, by zwiększyć zaufanie Polaków do dodatkowego oszczędzania. System jest absolutnie prywatny, ale po tym, co się stało z OFE, obywatele boją się, że ktoś przyjdzie i zabierze ich środki. Taka propozycja zbudowałaby dodatkowe zaufanie - mówi Bartosz Marczuk z Polskiego Funduszu Rozwoju odpowiedzialnego za wdrożenie PPK. Tyle że z punktu widzenia logiki ustawy zasadniczej sam pomysł może być zbędny. Dopóki nie mamy konkretnego projektu, trudno go oceniać, ale jeśli chodzi o ochronę własności, to konstytucja chroni własność prywatną. Żadne nowe gwarancje nie są potrzebne – podkreśla konstytucjonalista Ryszard Piotrowski z UW.

Intencje autorów pomysłu są m.in. efektem wyników pierwszego naboru do PPK w ponad 4 tys. największych firm. Kompletne informacje na temat tego, ilu pracowników zapisało się do programu, poznamy prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Na razie są jedynie szacunki, których dokonał Instytut Emerytalny. W założeniach do ustawy zakładano przystąpienie do PPK 75 proc. zatrudnionych. Jak wynika z danych instytutu, partycypacja wyniosła nieco ponad 40 proc. System emerytalny to działania długoterminowe. Czasami na efekty podejmowanych obecnie decyzji przyjdzie czekać nawet kilkadziesiąt lat. Na pewno samo ruszenie z pomysłem PPK zasługuje na poparcie, ale pomysłodawcy PPK powinni się poważnie zastanowić nad tym, dlaczego aż tyle osób, do których adresują swoje bądź co bądź dobre rozwiązania, nie kupiło ich pomysłu - mówi Marcin Wojewódka. On sam jest wobec pomysłu zmiany konstytucji sceptyczny.

Autorzy pomysłu na zmianę ustawy zasadniczej mają nadzieję, że ten ruch rozproszyłby obawy. Tyle że strzał może nie być wcale tak celny, jak wydaje się premierowi. Faktem jest, że przy tworzeniu PPK pojawiało się wiele głosów, że kiedyś przyjdzie jakaś ekipa polityczna i stanie się to, co stało się ze środkami zgromadzonymi w OFE, czyli prywatne oszczędności staną się publicznymi. Autorzy planów kapitałowych od początku przekonywali, że to bzdura, a prywatność pieniędzy w PPK będzie taka sama jak lokat w bankach czy środków na rachunkach. Pierwotnie nawet w ustawie o PPK miało nie być zapisu, że to prywatne środki, bo wydawało się to wszystkim oczywiste. Ostatecznie zrobiono ukłon w stronę sceptyków i takie zapewnienie się znalazło.

Teraz szef rządu chce pójść krok dalej. Tym samym wywołał lawinę komentarzy, a nawet sugestie, że skoro trzeba wpisywać gwarancje konstytucyjne, to może faktycznie jest coś na rzeczy. I to zdaniem krytyków pomysłu zamiast obawy rozwiać, może je tylko powiększyć. Zdaniem Bartosza Marczuka te argumenty nie mają podstaw. To teoretyzowanie. Zawsze można spekulować, ale praktyka z wdrażania PPK jest taka, że pierwsza zgłoszona wątpliwość, z kimkolwiek się rozmawia, jest taka, czy jest gwarancja, że nikt mi tego nie zabierze. Już raz państwo obiecywało prywatne pieniądze i wakacje pod palmami, a potem zabrało. To brutalna rzeczywistość i powszechna emocja. To odpowiedź na to, co jest w głowach ludzi - odpowiada na taką argumentację Bartosz Marczuk.

Nie wiadomo jednak, czy w Sejmie znajdzie się 307 chętnych, czyli dwie trzecie posłów, którzy poprą zmianę konstytucji. Żeby to się mogło udać, rękę za tym pomysłem musiałoby podnieść - poza PiS - ponad 70 parlamentarzystów opozycji. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby posłowie PO czy Nowoczesnej nie podnieśli ręki za prywatnością środków z PPK i IKE, zwłaszcza po tym, co PO zrobiła z OFE - mówi polityk PiS. Ale opozycja jak na razie punktuje PiS za obecne zmiany w OFE jako doraźne wzmocnienie budżetu, a nie ruch budujący system emerytalny. I niekoniecznie jej posłowie mogą zagłosować za projektem zmiany konstytucji, który pokazał premier.

W takim przypadku pojawia się pomysł przygotowania specjalnej ustawy, która miałaby być przyjmowana jakimś rodzajem większości kwalifikowanej, wyższej niż w przypadku zwykłej ustawy; to same zasady obowiązywałyby przy jej zmianie. Gdyby były kłopoty z większością konstytucyjną, można wprowadzić takie rozwiązanie specjalną ustawą. Tak stało się na Węgrzech w 2011 r. i dotyczyło polityki rodziny. Została uchwalona większością dwóch trzecich głosów. To sprawa do zbadania - podkreśla Bartosz Marczuk. Wobec takiego pomysłu sceptyczny jest Ryszard Piotrowski. Konstytucja nie przewiduje innych ustaw aniżeli: ustawa o zmianie konstytucji, ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej przekazującej kompetencje i ustawy zwykłe. Te ostatnie są uchwalane zwykłą większością w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Ustawa, która wprowadzałaby do źródeł prawa kolejną kategorię, byłaby niezgodna z konstytucją - podkreśla. To wskazuje, że PiS, jeśli chce taką zmianę wprowadzić, musi liczyć na wariant zmiany konstytucji.