Według informacji przesłanych nam przez 11 z 16 izb ubiegłoroczny dochód zagraniczny, jaki zadeklarowali podatnicy, wyniósł prawie 11 mld zł i był o 17 proc. większy niż rok wcześniej. Deklarację taką złożyło 208 tys. podatników. Największa grupa rozliczała się w urzędach województwa wielkopolskiego (ponad 28 tys. osób) i podkarpackiego (24,6 tys.). Dochody z zagranicy uzyskało też liczne grono mieszkańców Dolnego Śląska (22,4 tys. podatników).

Ekonomista PKO BP Kamil Cisowski wiąże rosnące dochody zagraniczne nie tylko ze skalą emigracji, ale też ze zmianą jej struktury. Za pracą coraz częściej wyjeżdżają osoby o wysokich kwalifikacjach, skuszone atrakcyjnymi pensjami za granicą. Pierwsze fale emigracji dotyczyły osób wykonujących nisko płatną pracę fizyczną, teraz nasila się proces poszukiwania pracy przez specjalistów, począwszy od bankowości poprzez lekarzy, a kończąc na inżynierach - zauważa nasz rozmówca.

Według Cisowskiego trudno będzie zatrzymać ten proces. Pomocny mógłby być wzrost wynagrodzeń w kraju, ale to może tylko spowolnić emigrację. Bo drugim powodem wyjazdów jest oferta socjalna - w innych krajach nieporównywalnie lepsza niż w Polsce. Według ekonomisty to, że budżet na tym na razie zyskuje (bo dochody do opodatkowania rosną), też jest raczej tymczasowe. Jeśli ktoś się decyduje na wyjazd, to trudno oczekiwać, że przez całe życie będzie rozliczał podatki w Polsce. Osoby, które wyjadą na stałe, są stratą również z budżetowego punktu widzenia - ocenia Cisowski.

Izby skarbowe podliczyły też wstępnie dochody Polaków uzyskane z transakcji giełdowych. Z informacji przesłanych nam przez 14 izb wynika, że ubiegłoroczne zyski ze sprzedaży akcji były mniejsze niż rok wcześniej. Spadła też liczba inwestorów, którzy na takiej sprzedaży zarobili. Prawie 163 tys. podatników uzyskało w ten sposób łącznie niemal 4,1 mld zł dochodu. W 2013 r. było 175 tys. takich podatników, a ich dochód wyniósł 4,6 mld zł. Jednocześnie zwiększyło się grono tych, którzy swoją giełdową przygodę kończyli ze stratą. W ubiegłym roku było 107 tys. takich osób wobec 96,2 tys. rok wcześniej. Łączna strata była jednak mniejsza i wyniosła 1,35 mld zł w porównaniu z 1,5 mld zł rok wcześniej.

Spadek liczby dochodowych transakcji i wzrost tych, w których inwestorzy decydowali się zrealizować stratę, może świadczyć o tym, że część graczy zniechęciła się do giełdy i szukała nowych, bardziej atrakcyjnych form inwestowania. Rzeczywiście, w ostatnich latach trudno zarobić na akcjach. W ubiegłym roku główny indeks WIG wzrósł o zaledwie 0,3 proc. W przypadku indeksu największych spółek WIG-20 było gorzej, bo spadł on o 3,5 proc.

Trudno powiedzieć, czy dane o dochodach z giełdy są wyłącznie odbiciem tego, co się działo na parkiecie w poprzednim roku. Być może świadczą o zmianie struktury oszczędności i inwestycji, może inwestorzy szukają zysków gdzie indziej. Ostatnio mamy np. bardzo dużo transakcji zakupu nieruchomości za gotówkę - zwraca uwagę analityk firmy Expander Jarosław Sadowski. I przypomina, że większość inwestujących preferuje bezpieczne formy, jak zakup obligacji i lokaty bankowe, a do giełdy w ubiegłym roku mogło ich zniechęcić osłabienie roli otwartych funduszy emerytalnych.

To popyt na akcje ze strony OFE przez lata podtrzymywał dobrą koniunkturę na parkiecie. Gdy rząd ograniczył transfery do funduszy, nastąpił odpływ znacznej części ubezpieczonych do ZUS, a pozycja OFE wyraźnie zmalała. Część inwestorów mogła uznać, że na warszawskiej giełdzie trudno będzie o przyzwoity zysk. – Poza tym żeby skutecznie inwestować na giełdzie, trzeba mieć czas i wiedzę, umieć analizować spółki, których akcje się posiada, i całe sektory, w których one działają. Ryzyko inwestycji na giełdzie jest duże – konkluduje Sadowski.

Podatki nie przeszkadzają się bogacić

To nie polski system podatkowy decyduje o poziomie zamożności. Niezależnie od niego liczba majętnych Polaków i tak rośnie, i pewnie będzie rosła, bo to wynika głównie z rozwoju gospodarczego. System podatkowy nie jest tu czynnikiem decydującym - zapewnia Andrzej Marczak, partner w KPMG w Polsce. Jeśli porównamy nasze stawki podatkowe z zachodnioeuropejskimi, okaże się, że są one stosunkowo niskie.

Jak na tak duży kraj z tak dużymi potrzebami budżetowymi PIT w wysokości 18 i 32 proc. wydaje się akceptowalny. Ale na tle krajów Europy Środkowej i Wschodniej, z którymi konkurujemy, wypadamy już gorzej. U wielu sąsiadów są podatki liniowe z jeszcze niższymi stawkami. Jeśli do tego dołożymy pozostałe koszty pracy, jak składki na ZUS, obciążenia u nas okażą się relatywnie wysokie - uważa Marczak.

KPMG w Polsce szacuje, że łączny dochód osób zamożnych - definiowanych jako osoby zarabiające miesięcznej powyżej 7,1 tys. zł brutto - może w tym roku wynieść prawie 154 mld zł. Większość tej kwoty miałyby stanowić dochody z pracy (77 mld zł), ale niewiele mniej mogą uzyskać przedsiębiorcy indywidualni rozliczający się według 19-proc. liniowego PIT (72,4 mld zł), czyli najczęściej samozatrudnieni, wysoko wykwalifikowani specjaliści. Trzecim co do wielkości źródłem zasobności ma być sprzedaż akcji na giełdzie (4,4 mld zł). Z corocznych raportów o rynku dóbr luksusowych KPMG, z których pochodzą te dane, wynika, że grupa zamożnych Polaków rośnie. W 2000 r. wynosiła ok. 300 tys. osób, dziś dobija do miliona. Progres jest bardzo wyraźny - ocenia Andrzej Marczak.

Najbogatszych – takich, których płynne aktywa są warte więcej niż 1 mln dol. – jest w Polsce ok. 50 tys. Tu KPMG powołuje się na wyliczenia szwajcarskiego Crédit Suisse. Bogaczy mamy mało na tle innych krajów europejskich, nawet tych o mniejszych populacjach, jak Portugalia (76 tys.). W 2014 r. pod tym względem wyprzedzała nas nawet Grecja (90 tys. osób), a takie kraje, jak Francja (2,5 mln), Wielka Brytania (2 mln) czy Niemcy (2 mln) są poza naszym zasięgiem. Poza tym nasi bogacze są stosunkowo biedni, bo aż 89 proc. z nich dysponuje kapitałem w przedziale od 1 mln do 5 mln dol. Tych z najwyższej półki – z majątkiem ponad 100 mln dol. – jest ledwie stu.

Według raportu KPMG najbogatsi Polacy to przede wszystkim osoby w wieku 40–59 lat, mieszkające w największych miastach, co pośrednio pokrywa się z danymi, jakie uzyskaliśmy z izb skarbowych. Ponad połowa to prywatni przedsiębiorcy, 20 proc. to najwyższa kadra kierownicza.