W kwietniu przeciętne wynagrodzenie w firmach zatrudniających ponad 9 osób wyniosło 3598,8 zł. Było wyższe w porównaniu z kwietniem 2010 r. o prawie 6 proc. Ekonomiści spodziewali się wzrostu na poziomie 4,1 proc. Realny, czyli pomniejszony o inflację, wzrost płac w kwietniu wyniósł 1,4 proc. A jeszcze miesiąc wcześniej nasze pensje traciły na wartości – wzrost cen był szybszy o 0,3 proc.

– Na dynamiczny wzrost płac miała wpływ wypłata w kwietniu premii w sektorach energetycznych – mówi Marcin Mazurek, analityk BRE.

Ale to niejedyny powód. W ubiegłym roku płace rosły wolno. Teraz w ślad za poprawą sytuacji w przedsiębiorstwach podążają wynagrodzenia. Nie bez wpływu jest też wysoka inflacja. Pracownicy, obserwując wzrost cen, domagają się podwyżek.

Ekonomiści zgodnie twierdzą, że w kolejnych miesiącach wzrost płac jeszcze przyspieszy. – W roku wyborczym pracownicy będą głośniej artykułować swoje oczekiwania – ocenia Jacek Męcina z PKPP Lewiatan. Te naciski widać już w górnictwie czy hutnictwie, sektorach najbardziej uzwiązkowionych.

– To początek, spodziewamy się, że naciski płacowe nasilą się w drugiej połowie tego roku i w kolejnych miesiącach zobaczymy wzrost wynagrodzeń na poziomie 6 – 7 proc. – uważa Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Wspierać je będzie wzrost inwestycji, a w związku z tym kondycji przedsiębiorstw, a także otwarcie niemieckiego rynku pracy. Firmy, chcąc utrzymać najlepszych fachowców, będą podnosiły im pensje.