Zawiodą się ci wszyscy, którzy po krakowskim spotkaniu oczekują wyznaczania nowych trendów w sztuce, ustalenia list rankingowych najbardziej wpływowych artystów. Kongres skupia się na finansowaniu kultury w Polsce, bo jej kondycja wydaje się dziś całkiem niezła. Te kwestie od lat budzą najwięcej kontrowersji, gdyż nie ma zgody co do tego, ile pieniędzy powinno dawać państwo poprzez resort i podległe mu instytucje (najlepszy przykład to współfinansujący kinematografię Polski Instytut Sztuki Filmowej), ile ma pochodzić z dotacji celowych na konkretne projekty, a ile od prywatnych sponsorów. Słowem, pojawia się pytanie: w jakim stopniu polska kultura poradzi sobie bez stałego wsparcia państwa? Czy przenoszenie jego kompetencji na inne mniejsze ośrodki bądź w ręce prywatne nie doprowadzi do szybkiego unicestwienia całej tej dobrze rokującej dziś dziedziny życia?

Kongresowi towarzyszy "Raport o finansowaniu kultury" zawierający dane do roku 2007. Wynika z niego, że wymarzony przez kolejnych ministrów próg 1 proc. budżetu państwa na kulturę był nie tak dawno możliwy do zdobycia. Przykładem lata 1997-1998, gdy na kulturę przeznaczano 1,13 proc. budżetu państwa. Tendencja wzrostowa odwróciła się w latach 2001-2003. W feralnym dla finansowania kultury roku 2002 przeznaczono na nią ledwie 0,74 proc. budżetu państwa. Ostatni okres przynosi w tym względzie stabilizację. Od roku 2004 wydatki budżetu państwa na kulturę spadają o 0,01 proc. rocznie - od 0,90 proc. w 2004 do 0,87 w 2007 roku. W opinii ekspertów obecny kryzys gospodarczy nie daje nadziei, by w najbliższym czasie można było liczyć na odwrócenie tego trendu.

Na tle krajów Unii Europejskiej Polska wydaje się przypadkiem odosobnionym. Państwa Unii zazwyczaj przeznaczają na kulturę 2-3 proc. swych budżetów. Górną granicę osiąga np. Hiszpania, ale zjawisko docenienia roli kultury staje coraz bardziej powszechne. Niedawno głośna była decyzja prezydenta Sarkozy’ego, który dołożył ministerstwu kultury dodatkowe 100 mln euro, choć i tak miało do dyspozycji zawrotną sumę 2,9 mln euro. Dla porównania w Niemczech planuje się wzrost o 3,5 proc. w stosunku do lat poprzednich. Tamtejszy resort ma do dyspozycji 1,4 mln euro, ale wraz z wydatkami poszczególnych landów suma przeznaczana na kulturę wzrasta do 7 mln euro.

czytaj dalej


Polski podział publicznych środków na kulturę przebiega trójczłonowo. Na szczycie piramidy stoi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Utrzymuje podległe mu instytucje w rodzaju Instytutu Książki czy PISF, ale też przykładowo Teatr Wielki - Operę Narodową w Warszawie, Teatr Narodowy, Galerię Zachęta, oba Muzea Narodowe. W 2007 roku na liście dotowanych przez resort znalazło się 69 instytucji.

Zaskakujące wnioski nasuwają się, kiedy spojrzymy, jakie wydatki na kulturę ponoszą województwa. Nie dziwi, że na szczycie tej tabeli jest samorząd województwa mazowieckiego wydający na tę dziedzinę 49,5 zł rocznie w przeliczeniu na mieszkańca (za rok 2007). Niewiele mniej jednak przeznaczają województwa podlaskie i łódzkie - 48,8 zł na mieszkańca. Na końcu zestawienia mamy województwo zachodniopomorskie z kwotą 18,6 zł na mieszkańca.

Łatwo przewidzieć, że spośród miast najwięcej na kulturę wydaje stolica. W 2007 roku było to 399 mln zł, w 2008 już ponad 550 mln. Urzędnicy z ratusza przewidują, że w tym roku wydatki na kulturę będą o 35 proc. większe w stosunku do roku poprzedniego. Najwięcej wydano jednak na… zabawę sylwestrową - 3,8 mln.

Gdy idzie o kwoty, zaskoczeń nie ma. W pierwszej trójce są jeszcze Kraków i Wrocław przeznaczające na kulturę po ponad 120 mln zł (2007).

Jednak to nie Warszawa przeznacza na kulturę największy procent swego budżetu. Wspomniane 400 mln stanowi bowiem jego 4,39 proc. Dla porównania Toruń wraz z Bydgoszczą 4,82 proc.

Eksperci są zgodni, że pieniądze na kulturę to nie jest inwestycja bezzwrotna. Zyskiem jest rozwój cywilizacyjny krajów, podnoszenie potrzeb konsumenckich, a co za tym idzie, poprzez zwiększoną sprzedaż produktów napędzanie gospodarki. Wszystko to razem składa się na wzrost znaczenia marki Polska, a to jest nie do przecenienia. W przygotowanym przez United Nations Development Programme raporcie na temat poziomu rozwoju współczesnych społeczeństw, obejmującym takie kwestie jak m.in. dostęp do wiedzy i edukacji oraz standard życia, znaleźliśmy się na 39. miejscu. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że wyprzedził nas choćby Katar. Mamy więc sporo do zrobienia.