KLARA KLINGER: Jest pan ekonomistą. Czy pana zdaniem wszystko trzeba opodatkować?

ANDRZEJ SADOWSKI*: Oczywiście, że nie. Opodatkowanie charytatywnych SMS-ów jest nie tylko niemoralne, ale także absurdalne. To stoi na drodze nie tylko miłosierdziu, ale i zwykłej ludzkiej przedsiębiorczości. Bo im więcej mamy środków, tym bardziej jesteśmy skłonni dzielić się owocami naszej pracy. Dlaczego nasza chęć pomocy obywatelom ma być upaństwowiona? Niestety, taki jest system, w którym żyjemy, a który nie jest zmieniany od wielu lat.

Państwo jest więc niemoralne, bo zarabia na tym, że Polacy okazują serce?

Zdecydowanie tak. Jest tym bardziej niemoralne, że bazuje na tym, iż Polacy wykazują coraz większą skłonność pomagania innym. Do tej pory nie wspierało się biednych, bo to przecież psim obowiązkiem państwa była pomoc z podatków obywateli wszystkim potrzebującym, chorym i bezdomnym. Ale przekonaliśmy się na własnej skórze, że państwo wcale tego nie robi, że ludzie są pozostawieni samym sobie. I nie można przejść obok obojętnie. Społeczeństwo zaczęło więc samo sobie pomagać bez oglądania się na państwo i rząd. Wzięło sprawy w swoje ręce...

I dostało za to po łapach...

W pewnym sensie tak. Spontaniczne akcje takie jak Jurka Owsiaka są systematycznie blokowane przez opodatkowanie, które wchodzi w relacje między ludźmi. Ktoś chce pomagać drugiej osobie i zostaje za to ukarany dodatkową daniną. To pokazuje, jak wrogi człowiekowi jest system. Pobieranie VAT od charytatywnych SMS-ów jest tego symbolem. Pokazuje, jak bardzo system jest wrogi wobec ludzkiej dobroci i miłosierdzia.

Ta absurdalność jest podwójna - bo państwo samo nie umie pomóc - ale zarabia na tym, że obywatele go wyręczają?

Oczywiście. To jest podwójne opodatkowanie. Cynizm państwa jest tym większy, że usprawiedliwianie się i powoływanie na prawo unijne jest wytrychem. To podręczny argument, żeby ten status quo utrzymać.

Czyli pomagając bliźnim, działamy na przekór państwu...

Na szczęście, Polacy dzielą się swoimi pieniędzmi niezależnie od tego, czy są za to miłosierdzie karani i poszkodowani. A niestety są. Polacy nie przechodzą obok potrzebujących obojętnie. Nie damy się zniechęcić. Jesteśmy społeczeństwem mocno odwołującym się do nauki, którą za życia przekazał nam Jan Paweł II. Jesteśmy narodem zdrowym moralnie.

Polacy wrzucają pieniądze do puszek i nie biorą żadnego pokwitowania, aby później móc sobie odpisywać darowiznę od podatku. To pokazuje, jak głęboko działamy spontanicznie i z odruchu serca, a nie kalkulacji. Państwo zaś kalkuluje i z wyrachowaniem część tych pieniędzy zabiera. To odruch serca i nakaz moralny dla Polaków. Nie przeszkodzi temu najbardziej szkodliwe i absurdalne prawo podatkowe.

Może więc politycy powinni też poczuć ten odruch serca?

Oczywiście, wystarczyłoby jedno słowo premiera, by zmienić taki stan rzeczy – by jeszcze w tym roku poprawić prawo, tak aby miłosierdzie nie było opodatkowane. Szef rządu powinien sobie zdawać sprawę, że jeżeli nie będzie przy nim chęci czynienia dobra, to wtedy obywatele wyciągną wnioski przy urnie wyborczej.

p

Andrzej Sadowski, ekonomista, wiceprezydent centrum im. Adama Smitha