W ubiegłym roku Poczta Polska dostarczyła 120 mln paczek. To o 20 proc. więcej niż w 2016 r. Dzięki takiemu wzrostowi zmniejsza się dystans do największego gracza – firmy DPD, która mogła się pochwalić wynikiem o 6 mln paczek lepszym.

Państwowa firma chce zawalczyć o dodatkowe udziały na wartym 5,7 mld zł rynku, który pod względem wartości i liczby przesyłek rośnie w tempie dwucyfrowym, stwarzając świetne perspektywy na przychody i zyski. Dlatego zmienia strategię dotarcia do nadawców i odbiorców paczek. Przyspiesza otwieranie placówek w centrach handlowych, w osiedlowych pasażach oraz na wsiach. Tylko w tym roku w dwóch pierwszych lokalizacjach chce ich uruchomić 60. To trzy razy tyle co w roku ubiegłym. Nowe placówki powstaną m.in. w Nowym Sączu, Pszczynie, Gdańsku i Lublinie. Na wsiach przybędzie kilkanaście nowych placówek.

- Wracamy tam, gdzie byliśmy kiedyś, oraz pojawiamy się w miejscach, dzięki którym będziemy bliżej klienta – tłumaczy biuro prasowe Poczty Polskiej, podkreślając, że spółka działa zgodnie z zasadami gospodarki rynkowej. A to oznacza, że jak inne podmioty stara się lokować swoje punkty w miejscach biznesowo atrakcyjnych. Jak wynika z naszych nieoficjalnych ustaleń, placówki Poczty w galeriach generują przynajmniej o kilkanaście procent większe obroty niż pozostałe.

Eksperci pozytywnie oceniają kierunek rozwoju spółki. – Sam widzę po sobie, że chętnie korzystam z oddziału Poczty w centrum handlowym, które regularnie odwiedzam. To dobry sposób na pozyskanie klientów. Pod warunkiem, że adresaci odbiorą przesyłki we własnym zakresie, bo, niestety, godziny wyznaczone przez kurierów nie zawsze są dogodne. Odebranie paczki z centrali firmy kurierskiej wiąże się natomiast często z podróżą na obrzeża miasta. W tej sytuacji dostawa do punktu pocztowego rozwiązuje problem – wyjaśnia Krzysztof Piskorski, ekspert Instytutu Pocztowego.

Spółka chwali się, że ma duże wzrosty właśnie w segmencie paczek z odbiorem własnym. W zeszłym roku było to 130 proc.

Jeśli chodzi o wsie, to jest to rynek ciągle niezagospodarowany, w dodatku niezwykle trudny i kosztowny w obsłudze. Z tego względu niechętnie rozwijają się na nim firmy kurierskie, co oznacza brak konkurencji dla Poczty. – Ta jako operator wyznaczony ma ustawowy obowiązek odbierać listy każdego dnia. Transport do mniejszych miejscowości i wsi musi więc zapewnić. Przy tej okazji może więc odbierać też paczki. To ewidentna przewaga nad firmami kurierskimi, które w odległe regiony jadą tylko wtedy, gdy uzbiera im się dłuższa lista klientów – komentuje Krzysztof Piskorski.

Firmy kurierskie nie zamierzają jednak oddać pola bez walki. Mają świadomość, że rynek usług kurierskich to coraz większy segment działalności rynku pocztowego. Według szacunków za ostatni rok ich udział przekroczył już 50 proc. Dla porównania jeszcze w 2014 r. wynosił nieco ponad 36 proc.

– Sprawna obsługa ostatniej mili (doręczenie przesyłki klientowi - red.) jest wypadkową wszystkich procesów operacyjnych. A także jakości infrastruktury firmy i koncepcji biznesowej. Dysponujemy gęstą siecią kurierską z 60 lokalnymi oddziałami. W dużych i mniejszych ośrodkach jesteśmy obecni przez sieć dwóch tys. punktów Pickup, czyli placówek nadań i odbiorów. Udaje nam się więc zapewnić równomierną dostępność usług kurierskich niezależnie od lokalizacji – wyjaśnia Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD.

Ale i na to Poczta Polska znalazła odpowiedź. Zacieśnia współpracę z sieciami handlowymi i paliwowymi.

Rafał Nawłoka zauważa jednak, że ważnym polem konkurowania obok dostępności usług jest też jakość serwisu. – Przesyłki kurierskie muszą być dostarczone do odbiorcy w uzgodnionym terminie i bezpiecznie – zaznacza.