Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha o przedstawionych przez rząd planach zmian w systemie emerytalnym:

"Rząd naprawdę stoi w obliczu zapaści finansów publicznych i podjęcie zmian w systemie emerytalnym jest tego dowodem. To, co premier zaproponował, nie jest nawet półśrodkiem; jest ćwierćśrodkiem.

Prędzej niż sobie wyobrażamy dojdzie do wariantu znacznie dalej idącego - być może również takiego, jak na Węgrzech.

Decyzja ogłoszona przez premiera świadczy o jednym - że naszych relacji z Otwartymi Funduszami Emerytalnymi nie reguluje kodeks cywilny i sfera prawna, tylko decyzja polityczna. Wcześniej OFE otrzymały przywilej i monopol na zarządzanie pieniędzmi obywateli na emerytury, dzisiaj ten monopol i przywilej został ograniczony.

To świadczy o tym, że w przyszłości podobne sytuacje również będą miały miejsce, o ile sytuacja finansów publicznych dalej będzie się pogarszać, a tak się niestety stanie bez reformy.

Rząd zadecydował w czwartek o podzieleniu pieniędzy między OFE a siebie. Nie jest to żadna istotna zmiana, tylko przeprowadzona ponad głowami obywateli zmiana proporcji dzielenia się naszymi pieniędzmi.

Według mnie, ta deklaracja premiera ma termin obowiązywania jedynie dzisiaj, o tej godzinie. Jaką premier złoży deklarację za miesiąc czy za pół roku, w sytuacji załamania się finansów publicznych, tego nie wiemy.

To, co zostało dziś zaproponowane, niczego nie rozwiązuje. Jest to element strategii rządu - odkładania problemów na później.

Po czwartkowym oświadczeniu premiera zwykły Polak, który musi odkładać pieniądze na emeryturę w OFE i ZUS-ie, powinien przypomnieć sobie reklamy sprzed lat. Przeciętny Polak powinien sobie teraz puścić tę reklamę, którą go mamiono przed 11-12 laty - jak będzie spędzał wczasy, wakacje, na emeryturze pod palmami. Potem powinien pójść na róg Alej Jerozolimskich i Nowego Światu w Warszawie i tam zobaczy palmę, pod którą naprawdę przyjdzie mu spędzać wakacje.

Polak musi wiedzieć, że to co dostanie jako emeryturę, będzie znacznie mniejsze od emerytur obecnie wypłacanych; może to być jedynie 20-30 proc. dzisiaj wypłacanych świadczeń. Polak na swoją szczęśliwą przyszłość musi znaleźć inne sposoby, bo system emerytalny nie będzie mu w stanie zaoferować nawet tego, co niektórzy z emerytów dzisiaj dostają"

Były wiceprezes NBP prof. Krzysztof Rybiński o rządowych planach zmian w systemie emerytalnym.

"To bardzo zła propozycja. W długim okresie będzie miał negatywne skutki, jeśli chodzi o wysokość emerytur. Po pierwsze powoduje, że pieniądze trafiają do dziury budżetowej. Miały być dwa filary, de facto teraz zlewają się w jeden. Drugi zostaje bardzo mały i nie będzie miał większego znaczenia dla emerytów w przyszłości. Po drugie jest to próba powiększenia trzeciego filara poprzez zachęcenie Polaków do większego oszczędzania przez ulgi podatkowe. To się do tej pory nie udało, III filar był rachityczny i nie wydaje mi się, żeby to się udało w przyszłości.

W sumie chodzi chyba tylko o to, żeby kilkanaście miliardów zł rocznie zabrać z OFE do budżetu, żeby zmniejszyć deficyt budżetowy, a to nie rozwiązuje żadnego z problemów, które dzisiaj mamy. Jeżeli jest duży deficyt w systemie emerytalnym, to można go zmniejszyć tylko poprzez podniesienie składek, czyli wysokość składki musi pójść w górę albo liczba płacących ją osób musi się zwiększyć albo też poprzez zmniejszenie wypłat - opóźnienie ich przez podniesienie wieku emerytalnego albo wręcz zmniejszenie emerytur. Żadnego z tych parametrów tu nie ma. Deficyt dalej będzie, ale częściowo schowany pod dywan. Rząd będzie udawał, że tego deficytu nie ma, a on będzie rósł dużo szybciej, tylko pod dywanem.

Wszyscy, którzy śledzą raporty dotyczące demografii bardzo dobrze wiedzą, że emerytury w Polsce w relacji do ostatniego wynagrodzenia będą znacząco się obniżały i że w przyszłości czeka nas niestety raczej biedna starość - chyba że zrobimy porządne reformy. Jedynym sposobem dzisiaj jest podniesienie wieku emerytalnego. Kwota odłożona będzie wtedy przeliczana na mniej miesięcy życia i emerytura będzie wyższa, tylko musimy na nią później przejść. Ale tego rząd nie chce robić. W zamian dokonuje kuglowania liczbami, kreatywnego budżetowania i konsekwencja tego dla emerytów będzie z pewnością negatywna.

Są kraje, które zawiesiły czasowo czy zmniejszyły składkę do ich odpowiedników OFE, ale podejmowały te decyzje w dramatycznych okolicznościach, kiedy ich PKB spadało o 10, 15 proc. Polska podejmuje tą decyzję w momencie, kiedy PKB rośnie w tempie ok. 4 proc. To tylko pokazuje, jak źle jesteśmy rządzonym krajem i w jak dramatycznym stanie są finanse publiczne".

Wiceprezes Business Centre Club Zbigniew Żurek o przedstawionych przez rząd planach zmian w systemie emerytalnym:

"Jest to pewna sprzeczność sytuacji, że środki zostają w II filarze, a będą zarządzane przez ZUS - a więc jak będzie zarządzał nimi ZUS, to nie zostają one w II filarze, jest to tylko zabieg księgowy. (...)


Jest to doraźne poszukiwanie księgowych rozwiązań dla budżetu, które w dalszej perspektywie prawdopodobnie odbije się niższymi emeryturami. OFE inwestowały pieniądze na giełdzie i nie można lekceważyć tego, że giełda rozwijała się w dużej mierze dzięki inwestycjom w OFE (...) To się może odbić niekorzystnie na giełdzie (...) spadkiem wartości giełdy i wolumenu, który jest w obrocie giełdy (...). Boje się, że to jest kolejny zabieg księgowy, który poza ratowaniem ksiąg budżetu państwa wiele nie wnosi"

Główny ekonomista X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień o przedstawionych przez rząd planach zmian w systemie emerytalnym:

"Nie spodziewałbym się w najbliższym czasie jakiś gwałtownych reakcji rynków na wieść o proponowanych przez rząd zmianach w reformie emerytalnej. Myślę, że rząd ma tutaj trochę taryfy ulgowej, proponowane przez niego zmiany też nie są tak drastyczne jak na Węgrzech. Są też wprowadzane w sposób mniej szokowy. To nie jest tak, że dziś coś wymyślamy i od razu wprowadzamy. (...)

Niekorzystne jest to, że takiej zmiany dokonuje się przy braku innych działań reformujących cały system świadczeń emerytalnych, takich jak zmniejszenie - jeśli nie likwidacja - przywilejów dla pewnych grup społecznych, które teraz albo nie płacą odpowiednich składek, albo wcześniej przechodzą na emerytury. Mówimy tu przede wszystkim o rolnikach i mundurowych. Druga sprawa, to wiek emerytalny i wyrównanie tego wieku dla kobiet i mężczyzn. Z punktu widzenia ekonomicznego takie różnicowanie nie ma najmniejszego sensu. To są takie największe punktu, oczywiście takich mniejszych też byłoby mnóstwo. Natomiast to są takie czynności, jakie w dłuższej perspektywie przekładają się na ogromne sumy. (...) Niestety oszczędności wynikające z działań jakie podjął rząd, będą głównie papierowe. A oszczędności z działań, które wymieniałem (...) byłyby realne.

Ja rozumiem, że rząd generalnie stara się szukać różnych rozwiązań, żeby nie doprowadzić do napiętej sytuacji, a taką byłoby na pewno przekroczenie progu zadłużenia na poziomie 55 proc. (długu do PKB - PAP). (...) Na takie rozwiązania można by przymknąć oko, jeśli by szły w parze z (...) działaniami naprawiającymi finanse publiczne w dłuższym okresie.

W tej sytuacji rząd liczy na optymistyczny scenariusz, na dobry rok na rynkach finansowych. Jeżeli 2011 rok będzie dobry, to przy takich działaniach doraźnych uda się ugasić ten pożar w finansach publicznych, albo utrzymywać go pod kontrolą. Natomiast przy braku odpowiednich reform wystawiamy się na to, że jeżeli warunki się pogorszą - a mogą się pogorszyć, bo nie wiemy jak kryzys w strefie euro będzie przebiegał (...) - i wtedy część inwestorów zagranicznych może dojść do wniosku, że polski rząd też może mieć problemy z emitowaniem długu na rynku. Jeśli dojdą do takich wniosków, to wtedy może być bardzo nieciekawie. Faktyczne działania reformatorskie znacznie zmniejszyłyby zagrożenie takiego scenariusza, nawet w niekorzystnych warunkach. A te działania, które podejmuje rząd, takiego ubezpieczenia nie dają"