Budżet dopłaca do KRUS aż 15 mld zł rocznie. A to oznacza, że składają się na niego nie tylko rolnicy. Gilowska uważa, że albo trzeba podnieść rolnikom składkę ubezpieczenia, by sami finansowali KRUS (dziś rolnicy płacą trzy razy niższe składki niż inni Polacy), albo trzeba zlikwidować fundusz KRUS. Szefowa resortu finansów przychyla się do tej drugiej opcji. Ten wariant zakłada również, że rolnicy musieliby płacić trochę więcej pieniędzy na swoje emerytury i leczenie.

Likwidacji KRUS stanowczo sprzeciwia się minister rolnictwa i wicepremier Andrzej Lepper. "Nie ma zgody resortu rolnictwa ani rolniczych związków zawodowych na likwidację Funduszu Składkowego" - grzmiał dziś Lepper.

Lepper twierdzi, że pomysł nie przejdzie, bo nie ma na to zgody w koalicji. "Jest zapewnienie PiS, że fundusz ten likwidowany nie będzie. Nad reformą rozmawiamy, ale podniesienia składki na KRUS też nie będzie, a na pewno nie od 2008 roku" - dodał Lepper.

Ale to wcale nie jest przesądzone. Dzisiaj rząd ma rozmawiać o KRUS na specjalnym posiedzeniu. Będzie ono poświęcone reformie finansów publicznych państwa, której autorką jest właśnie Zyta Gilowska. Jak dotąd rząd zgadzał się ze wszystkimi jej postulatami. A głównym założeniem reformy finansów jest likwidacja ok. 10 tys. tzw. funduszy celowych, do których należy właśnie Fundusz Składkowy KRUS.

Dziś rolnicy płacą składki w wysokości ok. 240 zł kwartalnie. Dla porównania osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą płacą do ZUS co miesiąc ponad 700 zł. Rocznie prawie 10 razy więcej.