Statystyki mówią same za siebie. W 2006 roku kupiliśmy ok. 239 tys. nowych samochodów w salonach i aż ponad 817 tys. używanych, z czego kilka tysięcy kupiliśmy poza Unią, najwięcej w USA. Kiedyś kupno używanego samochodu oznaczało, że jeśli chcieliśmy mieć dobrą cenę, musieliśmy jeździć zagranicę albo biegać po giedach. Dzisiaj idzie się do brokera.

Brokerzy samochodowi to w Polsce nowość. Charakteryzują się tym, że sprowadzają samochody na indywidualne zamówienia. Klient sam wybiera model, kolor, wyposażenie. A broker nam takie auto kupuje. Minus jest taki, że widzimy je tylko na zdjęciu i zwykle musimy czekać na nie najmarniej miesiąc.

Plus jest taki, że zapłacimy mniej niż w salonie czy na giełdzie. Dzięki temu, że broker nie musi wynajmować wielkich placów do magazynowania samochodów i nie ponosi ryzyka, że czegoś nie sprzeda, może zmniejszyć koszty. Nic dziwnego, że za tak kupowane auto zapłacimy mniej niż w salonie czy komisie. Największe różnice są przy autach drogich, nowych. Np. za forda galaxy nowego w salonie zapłacimy ok. 110 tys. zł, a u brokera - 99 tys. zł. Na tzw. klasie średniej np. hondzie civic czy peugeocie 207 możemy zatrzymać w kieszeni co najmniej tysiąc złotych.