Spragnionych mocnych wrażeń gości wita wielki, jarzący się czerwienią neon wielkiego kasyna Sands. To zapowiedź tego, co czeka turystów w hazardowym raju. Macao - złożone z półwyspu i dwóch małych wysepek - mieści bowiem już ponad 20 domów gry. Stłoczone na niewielkiej powierzchni budynki, ozdobione migoczącymi neonami, tu i ówdzie przedzielają wykopy z górującymi nad nimi masztami dźwigów.

W Macao kasyna budują wszyscy. Po pierwszej fali amerykańskich koncernów, które porzuciły Las Vegas na rzecz Orientu, do Macao ze wszystkich stron pędzą hazardowe koncerny. Inwestycyjny szał przebudził nawet chińskiego smoka - tamtejsze firmy również intensywnie zabrały się za budowanie nowych domów gry.

Chińczycy są bowiem wielkimi miłośnikami hazardu. Ponad połowa gości w Macao i jedna trzecia w amerykańskim Las Vegas pochodzi z kontynentalnych Chin. Gdy przeciętny gracz wydaje jednorazowo w kasynie 100 dol., Chińczyk wykłada od razu 300.

Chińską enklawę odwiedza czterokrotnie mniej turystów niż amerykańską stolicę hazardu, ale zostawiają tu więcej pieniędzy. W ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2006 r. przychody kasyn w Las Vegas wyniosły 5,4 mld dol., a w tym czasie była portugalska kolonia zarobiła aż 5,5 mld dol.