Negocjatorzy Gazpromu i białoruskiego rządu nie myśleli tej nocy o zabawie sylwestrowej. Toczyli twarde rozmowy do samego końca. Wreszcie białoruski premier poinformował, że za tysiąc metrów sześciennych gazu Mińsk zapłaci 100 dolarów. A to oznaczało, że kontrakt został zawarty.

Białoruś urwała 5 dolarów z ceny, jakiej domagał się Gazprom. Mińsk jednak długo groził, że zablokuje tranzyt rosyjskiego gazu na zachód Europy. Do tej pory Białoruś płaciła za tysiąc metrów sześciennych gazu 46 dolarów. Ale nawet po wzroście ceny o 100 proc. płaci o połowę mniej niż inne kraje kupujące ten surowiec od Rosji.