Początek stycznia 2007 roku
Fiaskiem kończą się negocjacje cenowe "ostatniej szansy" Gazpromu z władzami Białorusi. W gazociągu jamalskim, w którym przez terytorium Białorusi i Polski pompowany jest rosyjski gaz na Zachód, dramatycznie spada ciśnienie. Białoruś kradnie gaz, Moskwa odcina w końcu dostawy.

Polskie władze uspokajają, że to tylko przejściowe kłopoty. Twierdzą, że ani w domach, ani w przemyśle surowca nie zabraknie. W końcu ściągamy go jeszcze z gazociągu ukraińskiego. Mało, ale zawsze. Ponadto mamy zapasy, które wystarczą nam na co najmniej trzy tygodnie.

Prezydent zwołuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Głowa państwa, premier, ministrowie: gospodarki, obrony narodowej i spraw zagranicznych oraz marszałkowie: Sejmu i Senatu wspólnie zastanawiają się nad dalszymi krokami. Sejm w błyskawicznym tempie przyjmuje nową ustawę o zarządzaniu kryzysowym.

Zima jest łagodna. Gaz jest w domach w całej Polsce. Przedsiębiorstwa pracują normalnie. Żadnych skutków odcięcia dostaw na razie nie widać.

Druga połowa stycznia 2007 roku
Zaczynają się kłopoty. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wysyła komunikaty do największych polskich firm o ograniczaniu dostaw gazu. Na pierwszy ogień idą najwięksi odbiorcy surowca, np. Zakłady Azotowe "Puławy". Tego typu firmy mogą sobie dać przez jakiś czas radę. Gazu bowiem potrzebują do produkcji amoniaku, więc - w razie przeciągającego się kryzysu - sprowadzą do fabryk gotowy amoniak.

Są pierwsze skargi ludności ogrzewającej mieszkania gazem. Ludzie twierdzą, że firmy, które dostarczają do domów gaz w butlach, w nieuzasadniony sposób podnoszą ceny. Nawet o 50 procent.

Rząd zapewnia, że cały czas pracuje nad zapewnieniem ciągłości dostaw.

Pierwsza połowa lutego 2007 roku
Gaz nie dociera już w takich ilościach jak trzeba do przemysłu hutniczego i motoryzacyjnego. Nie ma jeszcze tragedii, ale firmy mają już chwilowe przestoje w produkcji. W połowie miesiąca ograniczeniom gazowym podlegają już petrochemie, które produkują paliwa.

Robi się niewesoło. Właściciele stacji benzynowych zaczynają podnosić ceny paliw. Detaliści skarżąc się na wyższe koszty transportu, podnoszą ceny w sklepach. Napędza się fala podwyżek. Najbardziej drożeje oczywiście gaz.

Prezydent w specjalnym orędziu do narodu tłumaczy, dlaczego nie można sprowadzać gazu z innych krajów niż Rosja. Podkreśla, że Polska spóźniła się z budową gazoportu w Świnoujściu, który mógłby odbierać gaz z Północy, a obecna infrastruktura gazowa Europy Zachodniej nie pozwala na przesył surowca w naszą stronę. Gazociąg ukraiński ma natomiast zbyt małą przepustowość, by mógł pomóc wszystkim.

Druga połowa lutego 2007 roku
Wielkie koncerny pracują już na "pół gwizdka". Na nielicznych już stacjach, które oferują jeszcze tańsze paliwo, ustawiają się kolejki. Zaczynają drożeć żywność, odzież i leki. Wszystko przez niedobory w produkcji chemikaliów i konserwantów.

W połowie miesiąca wybuchają pierwsze manifestacje, organizowane głównie przez opozycję i związkowców. Wykorzystują sytuację i żądają ustąpienia rządu. Najbardziej niezadowoleni są pracownicy dużych firm, którzy obawiają się masowych zwolnień. Żądają państwowych gwarancji pracy.

Pierwsza połowa marca 2007 roku
Przez Polskę przetacza się fala protestów. Rząd nie jest w stanie udzielić wszystkim gwarancji pracy i zahamować rosnącej inflacji. Kilka dużych firm wstrzymuje produkcję. Tysiące pracowników wysyłane są na bezpłatne urlopy.

W połowie miesiąca rząd ogłasza, że musi wprowadzić kolejne, drastyczne limity gazowe dla firm oraz czasowe ograniczenia w dostawach prądu. Głównie nocą. Ponieważ przestają świecić latarnie uliczne i działać alarmy w sklepach, po zmroku na ulicach pojawiają się młodociani bandyci. Dochodzi do kradzieży i napadów.

Władze kilku miast korzystając z nowych uprawnień, które daje im ustawa o zarządzaniu kryzysowym, wyprowadzają na ulice dodatkowe patrole policji i wojska. Sytuacja zostaje szybko opanowana.

Koniec marca 2007 roku
Sytuacja się poprawia, bo spada zapotrzebowanie na gaz. Ustępuje zima, interwencyjne zakupy paliw zatrzymują wzrost cen. Dzięki negocjatorom z Zachodu Białoruś i Rosja podpisują nowy kontrakt gazowy.

Kurek zostaje odkręcony.