Kiedyś, jak czegoś w kraju było dużo, mówiło się, że to dobrze. Ale po 1 maja 2004 r., gdy weszliśmy do Unii, jak czegoś jest w bród, to źle. Bo jeśli zauważą to urzędnicy z Brukseli, wlepią gigantyczną karę.

I właśnie każą nam zapłacić prawie 254 mln zł za to, że mamy za dużo mleka. I nieważne, że słyniemy z jego produkcji. Że Unia zajada się naszymi serami, jogurtami czy kefirami, z których produkcji z tego właśnie mleka jesteśmy znani na zachodzie kontynentu. Najważniejsze, że mamy go za dużo.

A skąd wiadomo, że mleka jest nadmiar? Stąd, że urzędnicy wymyślili sobie limity - czyli określili, ile mleka wolno nam magazynować - do pół miliona ton. Liczba ta jest nie do wyobrażenia, ale najważniejsze, że rolnicy wyprodukowali go prawie dwa razy więcej. 

Zamiast nas chwalić, ukarano. Dlaczego? Bo Unia boi się, że opanujemy europejski rynek mleczarski i będziemy dyktować ceny jogurtów, serków, maślanek. Dlatego nie pozwala, żeby jakiś kraj miał za dużo danego produktu. Limity w Europie obowiązują niemal na wszystkie owoce, warzywa, mięsa i nabiał.