W Warszawie odbyła się konferencja inaugurująca ogólnopolski projekt edukacyjny poświęcony problematyce sharentingu – zjawisku nadmiernego i bezrefleksyjnego upubliczniania informacji, zdjęć oraz filmów z udziałem dzieci w przestrzeni cyfrowej.
Wydarzeniu towarzyszyła prezentacja wyników najnowszego raportu badawczego oraz premiery spotu społecznego, który obrazuje mechanizm rówieśniczej przemocy zrodzonej z pozornie niewinnych postów zamieszczanych przez dorosłych. W spocie zastosowano unikalną technikę zamazywania twarzy niepełnoletnich aktorów, aby uniemożliwić ich identyfikację i w ten sposób nadać inicjatywie autentyczny wymiar ochrony wizerunku.
Otwierając spotkanie, Małgorzata Rybak-Dowżyk, dyrektorka Departamentu Komunikacji Korporacyjnej i ESG w T-Mobile Polska, zwróciła uwagę na odpowiedzialność, jaka spoczywa na podmiotach technologicznych i całym społeczeństwie.
– Mówimy dzisiaj nie o biznesie, tylko o aspektach społecznych tego, co biznes przynosi. Cyfrowy świat daje ogromne możliwości, ale wymaga też odpowiedzialności. Wierzymy, że wpuszczając biznes, ludzi i społeczeństwo na cyfrową autostradę, bierzemy na siebie pewną odpowiedzialność za to, jak oni sobie na niej radzą. To metafora, której chętnie używam, autostrada pozwala dojechać dalej i szybciej, ale bez odpowiednich kompetencji może stać się źródłem kolizji i zagrożeń – podkreśliła Małgorzata Rybak-Dowżyk, wskazując na słownikowe ujęcie zjawiska.
– Sharenting to publikowanie za pośrednictwem mediów społecznościowych zbyt wielu prywatnych i intymnych informacji na temat swojego dziecka. Chciałabym położyć nacisk właśnie na słowa „zbyt wielu” i „zbyt intymnych”. Nie możemy jednak rozmawiać o tym tylko z punktu widzenia technologii – podkreśliła.
W odpowiedzi na to wyzwanie T-Mobile Polska, Komenda Główna Policji oraz UNICEF Polska zainicjowały wspólną kampanię informacyjno-edukacyjną „Status: Udostępnione”. Partnerzy podkreślają, że celem akcji nie jest stygmatyzowanie czy wprowadzanie zakazów, lecz skłonienie dorosłych do refleksji i zadania sobie pytania: czy każde wspomnienie musi otrzymać status udostępnionego?
Raport: zderzenie intencji rodziców z odczuciami dzieci
Prezentowane podczas konferencji wyniki raportu T-Mobile Polska „Status: Udostępnione – skala i charakterystyka sharentingu w Polsce” dowodzą, że publikowanie wizerunku najmłodszych jest powszechną normą społeczną. Aż 50 proc. rodziców przyznaje, że w ciągu minionego roku zamieściło w sieci zdjęcia, nagrania wideo lub informacje o swoim dziecku. Co istotne, działania te rzadko motywowane są chęcią zdobycia popularności czy monetyzacją – jedynie 9 proc. ankietowanych wskazało na chęć budowania zasięgów. Dominują inne intencje – 50 proc. badanych traktuje platformy społecznościowe jako cyfrowy album i archiwum wspomnień, a 47 proc. pragnie dzielić się rodzinną radością z krewnymi i znajomymi.
Jednak zderzenie deklaracji opiekunów z perspektywą dorastających odbiorców ujawnia rozbieżność. Podczas gdy aż 92 proc. dzieci uważa, że powinno być pytane o zgodę przed zamieszczeniem ich wizerunku w sieci, a 70 proc. rodziców teoretycznie podziela ten pogląd, w praktyce o zdanie pyta zaledwie 34 proc. dorosłych.
Raport pokazuje także inny dysonans. Co piąte dziecko czuje się zawstydzone materiałami udostępnianymi przez rodziców, podczas gdy zaledwie 10 proc. opiekunów to odnotowało. Ponadto blisko jedna trzecia nastolatków, których wizerunek pojawia się w sieci, prosiła rodziców o skasowanie postów, a wielu z nich doświadczyło z tego powodu drwin lub przykrości ze strony rówieśników. Choć niemal wszyscy rodzice niepublikujący widzą ryzyko związane z upublicznianiem wizerunku, wśród osób publikujących świadomość zagrożeń takich jak hejt, kradzież tożsamości, tworzenie fałszywych materiałów czy seksualizacja jest selektywna.
Hejt, AI i inne rodzaje ryzyka
Kluczowym komponentem inicjatywy jest zaangażowanie funkcjonariuszy Biura Prewencji Komendy Głównej Policji. Jego przedstawiciel zwrócił uwagę na drugą, mroczną stronę cyfryzacji.
– Radość i szczęście towarzyszą nam przez całe życie i naturalnie chcemy się nimi dzielić. Kiedyś zdjęcia trafiały do domowych albumów, dziś lądują w sieci. Nie byłoby jednak naszej obecności, gdyby z technologii korzystali wyłącznie ludzie o czystych intencjach – mówił podczas wystąpienia insp. Piotr Kulesza, zastępca dyrektora Biura Prewencji KGP, dodając, że świat cyfrowy bywa wykorzystywany do hejtu, przemocy, ośmieszania, preparowania fałszywek przy użyciu sztucznej inteligencji, aż po przestępstwa o charakterze seksualnym wobec małoletnich. Rodzice często nie zdają sobie sprawy, że upubliczniony dziś wizerunek może przynieść dramatyczne skutki za rok, dwa czy pięć lat.
– Naszym ustawowym obowiązkiem jest profilaktyka i zapobieganie zjawiskom kryminogennym, stąd pełne zaangażowanie sił policyjnych w ten projekt – wytłumaczył.
Prawo dzieci do ochrony i zasada STOP
Podczas wydarzenia odbył się panel dyskusyjny, w którym eksperci skupili się na prawnych, instytucjonalnych oraz technologicznych aspektach ochrony wizerunku.
Dorota Kuprianowicz-Legutko, członkini zarządu T-Mobile Polska, dyrektorka ds. HR, prawnych i bezpieczeństwa podkreśliła, że korporacje technologiczne mają obowiązek brać aktywny udział w budowaniu higieny cyfrowej użytkowników.
– Technologia nie jest z natury ani zła, ani dobra, wszystko zależy od tego, jak jej używamy. Rolą dojrzałego biznesu jest wspieranie klientów w bezpiecznym korzystaniu z cyfrowych narzędzi, co realizujemy m.in. od czterech lat w inicjatywach z cyklu „Pewni w sieci” – powiedziała i dodała, że w sharentingu problemem jest cyfrowy ślad: z internetu nic nie ginie. Dlatego w momencie publikacji tracimy jakąkolwiek kontrolę nad losem fotografii.
– Nie chodzi o to, by czegokolwiek rodzicom zakazywać, bo to wchodzenie z butami w ich role, lecz o uświadomienie ryzyk. Sama stosuję zasadę pięciu sekund: zanim cokolwiek opublikuję, pytam siebie, dla kogo to robię. I zazwyczaj okazuje się, że robiłabym to dla własnej satysfakcji, a nie dla dobra córki – mówiła Dorota Kuprianowicz-Legutko.
Dr Natalia Szulc z UNICEF Polska odwołała się bezpośrednio do norm prawa międzynarodowego i zaznaczyła, że na sharenting trzeba patrzeć przez pryzmat Konwencji o prawach dziecka. Poza prawem do prywatności w grę wchodzą gwarancje ochrony przed cyberprzemocą, której według danych doświadcza w Polsce aż 75 proc. dzieci, a także przed wykorzystywaniem seksualnym czy tworzeniem nielegalnych materiałów CSAM (Child Sexual Abuse Material) generowanych przez sztuczną inteligencję.
Zaproponowała praktyczny algorytm weryfikacji publikacji pod akronimem STOP. S to sens, czyli jaki jest rzeczywisty cel publikacji? T to tożsamość, czyli ile danych wrażliwych ujawniamy i czy minimalizujemy informacje? O to odbiorcy, czyli świadomość, że zamknięty profil nie daje gwarancji, bo materiały mogą wyciec poprzez zrzuty ekranu. I wreszcie P jak perspektywa dziecka, czyli wysłuchanie jego zdania i włączenie w proces decyzyjny.
Z kolei insp. Piotr Kulesza, odniósł się do realiów legislacyjnych, przywołując m.in. uchwaloną w lipcu nowelizację ustawy o opiece nad dziećmi do lat 3 (tzw. ustawę żłobkową), zakazującą żłobkom upubliczniania wizerunku podopiecznych nawet za zgodą rodziców.
– Sam sharenting nie jest przestępstwem, nie ma na to paragrafu w kodeksie karnym. Pozyskany wizerunek bywa jednak narzędziem do popełniania przestępstw i czynów karalnych. Prawo z reguły nie nadąża za galopującą technologią, czego dowodem jest brak bezpośredniej karalności za samo tworzenie deepfake’ów. Policja wykrywa sprawców i zatrzymuje ich, ale pokrzywdzone dziecko pozostaje ze wstydem i traumą na całe życie. Dlatego kładziemy nacisk na profilaktykę i szkolenia w szkołach – mówił.
W internecie nic nie ginie
Podczas wydarzenia Iwona Zabielska-Stadnik, redaktorka naczelna „Newsweek Psychologia”, przeprowadziła rozmowę z Agnieszką Hyży, dziennikarką i socjolożką oraz dr Dominiką Bartoszak, psycholożką, seksuolożką kliniczną i pedagożką specjalną z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Agnieszka Hyży odniosła się do komercjalizacji prywatności rodzinnej w przestrzeni publicznej.
– To, że ja podpisałam nieformalny kontrakt z mediami i show-biznesem, nie oznacza, że taki cyrograf podpisały moje dzieci. W internecie nic nie ginie, a na Zachodzie obserwujemy już falę procesów wytaczanych rodzicom przez dorosłe dzieci za publikacje z przeszłości. Co więcej, w rodzinach patchworkowych brak regulacji sprawia, że sprzeciw jednego rodzica bywa ignorowany przez drugiego, co rodzi potężne konflikty. Ostatnio moja 14-letnia córka, widząc hejt spływający na mnie w sieci, zapytała, czy jak pokaże twarz, to niej też będą pisać takie obrzydliwości. Wtedy sama zrozumiała, przed czym ją chronimy – podzieliła się doświadczeniem Agnieszka Hyży.
Dr Dominika Bartoszak wskazała z kolei, że rozwój psychiczny polega na przechodzeniu przez kryzysy, z których człowiek czerpie zasoby. Współczesne nastolatki wychowują się w permanentnym lęku, że każde ich potknięcie, gorszy dzień czy wstydliwy incydent zostanie sfotografowany i wrzucony do sieci. Rodzice, motywowani miłością i dumą, paradoksalnie naruszają najbardziej intymne granice. Dziecko traci poczucie bezpieczeństwa w relacji bazowej, a rodzic traci zaufanie.
– W USA ponad 80 proc. dzieci posiada cyfrowy ślad przed ukończeniem drugiego roku życia, a 20 proc. zaistniało w mediach jeszcze w fazie prenatalnej. Kampania „Status: Udostępnione” wciska hamulec bezpieczeństwa. Dziecko musi mieć prawo do budowania własnej narracji o sobie w świecie, zamiast wchodzić w życie z tożsamością zdefiniowaną przez posty rodziców – tłumaczyła dr Dominika Bartoszak.
Edukacja o szerokim wymiarze
W kuluarowych rozmowach uczestniczki konferencji doprecyzowały systemowe postulaty i wnioski wypływające z kampanii.
Dr Natalia Szulc zwróciła uwagę na konieczność zmian instytucjonalnych i zrewidowania kultury prawnej. Jak podkreśliła, edukacja o sharentingu to w istocie edukacja o prawach człowieka i prawach dziecka.
– Zwracamy uwagę na istotę ratyfikowania trzeciego protokołu fakultatywnego do Konwencji o prawach dziecka. Dokument ten daje dzieciom możliwość bezpośredniego i anonimowego wnoszenia skarg do Komitetu Praw Dziecka ONZ w sytuacji, gdy to opiekun narusza ich prawa lub dobrostan. Ważne jest też wyrobienie w społeczeństwie nawyku pytania o świadomą zgodę. Jeśli nauczymy się tego na przykładzie zdjęć w mediach społecznościowych, stworzymy kapitał szacunku dla autonomii cielesnej i psychicznej na przyszłość – powiedziała.
Z kolei według Małgorzaty Rybak-Dowżyk należy pamiętać, że dzieci żyją w cyfrowym świecie znacznie głębiej niż my i o wiele lepiej wyczuwają jego dynamikę. Zdjęcie, które dla rodzica jest rozczulające, w grupie rówieśniczej bywa narzędziem bezwzględnego hejtu i wykluczenia.
– Naszą misją jest wyposażenie społeczeństwa w kompetencje cyfrowe, by potrafiło bezpiecznie podróżować po sieci. Zanim klikniemy „udostępnij”, pomyślmy, czy za kilka lub kilkanaście lat nasze dorosłe dziecko podziękuje nam za ten wpis, czy poczuje z jego powodu żal i krzywdę – podsumowała.
PAO
