Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa bankowego przyjmowanie wkładów pieniężnych płatnych na żądanie lub z nadejściem oznaczonego terminu oraz prowadzenie rachunków tych wkładów należy do czynności bankowych. Oznacza to, że jedynie banki mogą oferować nam lokaty terminowe. Tak też robią – dla wielu z nas lokata jest podstawowym sposobem na oszczędzanie nadwyżek finansowych. Mało tego, zgodnie z wynikami badania „Jak Polacy planują zabezpieczyć finansowo swoją przyszłość – czy zamierzają w tym celu skorzystać z IKZE?” przygotowanego przez CBOS dla Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, 31% Polaków chcących samodzielnie oszczędzać na emeryturę najlepszym sposobem oszczędzania jest… lokata bankowa.

>>>W tych bankach nie musisz mieć konta osobistego żeby założyć lokatę

Umowę lokaty możemy zawrzeć zazwyczaj na miesiąc, 3 miesiące, pół roku czy rok. Jak wynika z rankingów lokat terminowych przygotowywanych co miesiąc przez TotalMoney, najkorzystniej oprocentowane lokaty oferują banki niewielkie i/lub działające krótko na rynku. Dobrym przykładem może tu być Meritum Bank (ten, który swojego czasu reklamowany był przez Macieja Maleńczuka) oferujący nowym klientom 3-miesięczną Pierwszą Lokatę oprocentowaną w wysokości 8,5% w skali roku. Banki duże, takie jak np. PKO BP czy Bank Pekao oferują lokaty oprocentowane mniej korzystnie. Wszystkie lokaty – niezależnie od tego, czy zakładane są w dużym czy w małym banku łączy jedno – są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG). Co oznacza to dla nas, „ciułaczy”? Gwarancje BFG sięgają równowartości w złotych 100 000 euro.

Oznacza to, że w przypadku upadku banku, któremu powierzyliśmy nasze pieniądze BFG zwróci nam środki, które wpłaciliśmy do banku. Gwarancje BFG są swoistym „dmuchaniem na zimne” – z danych BFG wynika, że ostatni upadek banku komercyjnego w Polsce odnotowany został w 2000 r. Ktoś może zapytać, po co zatem te gwarancje? Odpowiemy pytaniem: a po co ubezpieczamy mieszkanie czy kupujemy polisę Auto Casco? Po prostu, dla własnego bezpieczeństwa.
O nasze pieniądze walczą nie tylko banki. W Internecie, w prasie czy na ulicznych billboardach możemy znaleźć reklamy instytucji parabankowych. Najczęściej możemy zetknąć się z dwiema nazwami: Finroyal i Amber Gold.

Pierwsza z tych firm oferuje kontrakty lokacyjne – produkty oszczędnościowe o stałym lub zmiennym, z góry ustalonym oprocentowaniu. Kapitalizacja kontraktów lokacyjnych następuje po zakończeniu okresu umownego. Oprocentowanie kontraktów lokacyjnych może sięgnąć nawet 15% (dla okresu 5 lat). Druga z firm – Amber Gold – oferuje lokaty w metale szlachetne (złoto i platynę), których oprocentowanie sięga 16,5%. Amber Gold na swojej stronie internetowej pisze, że lokaty objęte są poręczeniem Funduszu Poręczeniowego. Obie firmy prowadzą działalność w formie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Finroyal zarejestrowany jest w Wielkiej Brytanii i, jak sam twierdzi, jest „marką handlową FRL Capital Limited, międzynarodowego koncernu inwestycyjnego z siedzibą w Londynie (…)”. Amber Gold z kolei zarejestrowany jest w Polsce.

Forma prawna prowadzenia działalności jest drugą – po braku gwarancji BFG – różnicą między bankami a instytucjami parabankowymi. Banki komercyjne w Polsce prowadzą działalność jako spółki akcyjne. Część z nich notowana jest na Giełdzie Papierów Wartościowych (co nakłada na nie określone wymagania, m.in. informacyjne) – są więc transparentne – każdy może sprawdzić ich wyniki finansowe (publikowane co kwartał). W przypadku instytucji parabankowych nie jest to takie oczywiste.

Prawo bankowe wymaga, aby dwóch członków zarządu banku (w tym prezes) powoływanych było za zgodą Komisji Nadzoru Finansowego. Odmawia ona zgody na powołanie jeżeli m.in. osoba karana była za przestępstwo umyślne lub przestępstwo skarbowe, z wyłączeniem przestępstw ściganych z oskarżenia prywatnego. Prezes spółki z ograniczoną odpowiedzialnością takich wymagań nie musi spełnić, co oznacza, że nasze pieniądze możemy powierzyć komuś, kto był na bakier z prawem…

Na koniec trzeba jeszcze dodać, że zarówno Finroyal jak również Amber Gold znajdują się na „czarnej liście” Komisji Nadzoru Finansowego. Ich nazwy można znaleźć na stronie interntowej KNF (www.knf.gov.pl) w dziale Ostrzeżenia publiczne. Trafiają tam podmioty nie posiadające wymaganych przez prawo zezwoleń. Finroyal i Amber Gold nie posiadają zezwolenia KNF na wykonywanie czynności bankowych, w szczególności na przyjmowanie wkładów pieniężnych w celu obciążenia ich ryzykiem.

>>>Otwórz lokatę terminową nie ruszając się z fotela!

Podsumowując, najważniejsze różnice między bankiem a parabankiem są następujące:
• środki wpłacane do parabanku nie podlegają gwarancjom (pieniądze znajdujące się na rachunkach bankowych gwarantowane są przez BFG)
• parabanki nie mają zgody KNF na wykonywanie działalności związanej z przyjmowaniem wkładów pieniężnych przez (zgodnie z prawem bankowym przyjmowanie wkładów pieniężnych jest czynnością bankową)
• dwie z co najmniej trzech osób wchodzących w skład zarządu banku powoływane są na swoje stanowiska za zgodą KNF – funkcji takich nie mogą pełnić osoby karane
• działalność banku podlega nadzorowi KNF, wydającej m.in. rekomendacje dla banków
• banki – a zwłaszcza banki notowane na GPW – zobowiązane są do przekazywania informacji bieżących i okresowych dotyczących np. ich wyników finansowych.

Chcemy żeby choć część zarobionych przez nas pieniędzy przyniosła nam zysk. Im będzie on większy, tym oczywiście lepiej. Czy zatem powinniśmy powierzać ciężko zarobione pieniądze instytucji oferującej wyższy zysk, ale nie będącej bankiem? Faktem jest, że oprocentowanie lokat terminowych oferowanych przez banki jest niższe od tego, co oferują parabanki. Powierzając jednak pieniądze bankowi mamy jednak gwarancję tego, że instytucja ta nie upadnie z dnia na dzień, że – mówiąc kolokwialnie – nie zamknie interesu, pozostawiając nas na lodzie. Zanim więc zdecydujemy się na wpłacenie oszczędności do instytucji nie prowadzącej działalności bankowej, powinniśmy się dobrze zastanowić i rozważyć wszystkie „za” i „przeciw”. Wysoki procent nie jest war tego żeby ponosić ryzyko związane z zaufaniem instytucji, o której nie wiemy albo niewiele albo wręcz nic.