Dziennik Gazeta Prawana logo

Chińczycy podbijają Amerykę Łacińską. Zastępują USA

14 stycznia 2015, 07:32
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Pekin coraz śmielej inwestuje w Ameryce Łacińskiej
Pekin coraz śmielej inwestuje w Ameryce Łacińskiej/PAP/EPA
Pekin coraz śmielej inwestuje w Ameryce Łacińskiej, zastępując w roli największego partnera handlowego Stany Zjednoczone. Współpracę ułatwia rządząca w niemal wszystkich krajach tego regionu lewica.

Choć według zapowiedzi Baracka Obamy to Amerykanie mieli zwiększać swoją obecność w Azji, na razie efekty są zupełnie odwrotne. W Ameryce Łacińskiej, czyli na terenach przez lata uważanych przez Waszyngton za własną strefę wpływów, coraz chętniej i więcej inwestują Chińczycy.

W ciągu najbliższej dekady handel między Chinami a krajami Ameryki Łacińskiej powinien osiągnąć 500 mld dol., co oznaczałoby niemal podwojenie obecnych obrotów, a chińskie inwestycje w regionie wzrosną do 250 mld dol., czyli ponad dwa razy więcej niż w ciągu minionych 10 lat, zapowiedzieli podczas zeszłotygodniowego szczytu w Pekinie Xi Jinping oraz przywódcy Wspólnoty Państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CELAC) – organizacji powołanej w 2010 r. z inicjatywy ówczesnego prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza, która skupia wszystkie kraje obu Ameryk z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu następca Chaveza Nicolas Maduro ogłosił, że Pekin zainwestuje w jego kraju kolejne 20 mld dol. (dotychczasowe inwestycje sięgają 50 mld), czym uratował uzależnioną od dochodów z taniejącej ropy Wenezuelę przed bankructwem. Znajdujący się w podobnie trudnej sytuacji Ekwador otrzymał kredyt w wysokości 7,5 mld dol. Jakby tego było mało, pod koniec grudnia ruszyły wstępne prace przy budowie Kanału Nikaraguańskiego – konkurencyjnego wobec zbudowanego ponad sto lat temu przez Amerykanów Kanału Panamskiego połączenia Atlantyku z Pacyfikiem. Głównym inwestorem wartego 50 mld dol. przedsięwzięcia jest firma należąca do chińskiego magnata telekomunikacyjnego.

przekonywał podczas pekińskiego szczytu chiński prezydent. Współpraca faktycznie jest obustronnie korzystna. Chińczycy kupują w Ameryce Łacińskiej potrzebne im surowce i towary – ropę naftową z Wenezueli i Ekwadoru, miedź z Peru i Chile, soję z Argentyny i Brazylii, zarazem inwestując miliardy dolarów w tamtejsze gospodarki. Ale nie robią tego bezinteresownie – po pierwsze, Pekin liczy, że wszystkie inwestycje za jakiś czas się zwrócą, po drugie – budują w ten sposób rynki zbytu dla swoich towarów, wreszcie – w ten sposób osłabiają wpływy Waszyngtonu w regionie.

zadeklarował minister spraw zagranicznych Kostaryki Manuel Gonzalez. Nie da się jednak ukryć, że sprawa nie do końca tak wygląda. Wystarczy spojrzeć na Brazylię, która jest największą gospodarką Ameryki Łacińskiej – w 2009 r. Chiny zastąpiły Stany Zjednoczone w roli najważniejszego partnera handlowego tego kraju, zaś rok później stały się także największym inwestorem zagranicznym.

Współpraca z Chinami jest o tyle łatwa, że niemal we wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej rządzi lewica, która z natury jest dość niechętna Waszyngtonowi, zaś według badań nawet przedsiębiorcy bardziej pozytywnie postrzegają Chiny niż Stany Zjednoczone. I co też nie jest bez znaczenia, Pekin, udzielając kredytów, nie stawia warunków gospodarczych czy politycznych, jak robiłby to np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To nieco przypomina chińską strategię w Afryce, z której Pekin niemal zupełnie wyeliminował dawne tamtejsze mocarstwa kolonialne – nie tylko dlatego, że ma znacznie większe środki na inwestycje, ale też nie mówi nic o przestrzeganiu praw człowieka. O tym, jak daleko posunięty jest pragmatyzm Pekinu, najlepiej świadczy fakt, że spośród 22 państw, które uznają Tajwan za jedynego legalnego reprezentanta Chin, 12 jest członkami CELAC. Stosunków dyplomatycznych z Pekinem nie utrzymuje m.in. Nikaragua.

Oczywiście nie można zapominać, że Chiny dopiero wchodzą na zachodnią półkulę. – Gospodarczo-społeczne i międzyludzkie powiązania pomiędzy każdym z państw a Stanami Zjednoczonymi są znacznie silniejsze niż wszelkie związki z Chinami – zwraca uwagę Matt Ferchen, analityk z Carnegie-Tsinghua Center for Global Policy. Zresztą w przyszłym roku Waszyngton podczas Szczytu Ameryk – regionalnego forum współpracy – będzie miał okazję odpowiedzieć na ofertę Pekinu. Problem w tym, że nie wygląda na to, by mógł taką kontrpropozycję złożyć.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Autor bez zdjęcia
Bartłomiej Niedziński
Dziennikarstwem zajmuje się od 11 lat, przed „DGP” pracował m.in. w Polskiej Agencji Prasowej, „Życiu”, „Przekroju”, „Fakcie” i „Dzienniku”. Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się Europą Zachodnią, w tym przede wszystkim Wielką Brytanią i Irlandią, Ameryką Łacińską, a także rynkami surowcowymi.
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj