Walczy z bezrobociem, pomaga bankom i współorganizuje bailouty. Przekracza swoje statutowe zadanie, którym jest tylko walka z inflacją. Eurokraci tłumaczą, że uspokojenie rynków jest ważniejsze niż legalizm

Europejski Bank Centralny obniżył wczoraj benchmarkową stopę procentową o 25 pkt bazowych do rekordowo niskiego poziomu 0,75 proc. Stopa depozytowa zmalała zaś do zera. Nikt specjalnie nie ukrywa, że głównym powodem takiego kroku nie jest walka z inflacją, lecz pomoc gospodarkom obciążonym koniecznością spłaty bailoutów. To nie pierwsza akcja EBC na granicy prawa unijnego i wbrew zasadom unijnych traktatów.

W myśl art. 282 traktatu lizbońskiego jedynym zadaniem EBC jest utrzymywanie stabilności cen. To warunek, jaki postawiły Niemcy w zamian za zgodę na wprowadzenie wspólnej waluty. Berlin chciał zbudować EBC na wzór Bundesbanku ze względu na traumę z czasów republiki weimarskiej, gdy hiperinflacja stała się jednym z powodów późniejszej popularności partii skrajnych – narodowych socjalistów i komunistów.

Wczorajsza decyzja ma jednak niewiele wspólnego z troską o zachowanie inflacji w ryzach. Pierwsze szacunki mówią, że w czerwcu inflacja w Eurolandzie wyniosła tyle, ile w maju – 2,4 proc. (choć plan na ten rok zakłada jej zbicie do poziomu 2 proc.). Chodzi więc o co innego. Wzrost gospodarczy w strefie euro pozostaje słaby, a zwiększona niepewność wpływa na zaufanie do rynków - tłumaczył szef EBC Mario Draghi. Ani słowa o konieczności realizacji celu inflacyjnego, wręcz przeciwnie. – Inflacja w strefie euro nie stanowi obecnie problemu - mówił Draghi.

Tym razem nie ma jednak mowy o złamaniu litery traktatów, a co najwyżej o naruszeniu ich ducha. Pod wpływem państw Południa zapis o stabilności cen został rozwodniony już w traktacie z Maastricht o wymóg „wspierania ogólnych polityk gospodarczych w Unii, mając na względzie przyczynianie się do osiągnięcia celów Unii”. Pod taką klauzulę generalną można podczepić praktycznie wszystko. Także chęć pomocy w spłacie zobowiązań takim krajom jak Hiszpania czy Grecja. Niższe stopy oznaczają wszak niższe odsetki od zaciągniętych kredytów. EBC znajdował się w ostatnich miesiącach pod silną presją na rzecz poluzowania polityki pieniężnej ze strony rządów obawiających się kolejnej fali recesji. Decyzje o obniżeniu stóp podjęto ostatnio także w Wielkiej Brytanii i Chinach.

Czwartkowa decyzja EBC to nie pierwszy raz, gdy bankierzy z Frankfurtu wchodzą w buty instytucji mających dbać o rozwój gospodarczy Wspólnoty. Już wcześniej EBC przekazał bankom w ramach tzw. operacji LTRO nisko oprocentowane pożyczki warte 1 bln euro, a kolejne 212 mld euro wydał na wykup obligacji (program SMP), aby pomóc państwom zagrożonym bankructwem w zachowaniu płynności. Głosy ze strony części europejskich prawników, że takie kroki mają się nijak do kompetencji zapisanych w traktatach, przegrały z argumentem, że uspokojenie rynków i uniknięcie paniki to dobro wyższego rzędu niż ścisłe trzymanie się litery prawa UE.

Mimo to po wczorajszej decyzji EBC spadły zarówno notowania większości zachodnich indeksów giełdowych, jak i wartość euro w stosunku do dolara. Inwestorzy mieli nadzieję na dalej idące kroki, np. zapowiedź kontynuacji SMP lub LTRO. Program zakupu obligacji jest głęboko uśpiony i taki pozostanie – powiedział jednak członek rady prezesów EBC Klaas Knot w rozmowie z holenderskim tygodnikiem „Elsevier”.

Unia jest mistrzem łamania własnych reguł
Instytucje unijne nie należą do szczególnie przywiązanych do tworzonych przez siebie zapisów prawa. Sam pakt stabilności i wzrostu (zakładający m.in. limit zadłużenia w wysokości 60 proc. PKB i deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB) podpisany w 1997 r., który miał zapewnić stabilność nowo powołanej unii gospodarczej i walutowej, był łamany przez państwa członkowskie 88 razy. Wcześniej przymknięto też oczy na przyjęcie do strefy euro takich państw, jak Belgia, Grecja czy Włochy, których dług publiczny już wówczas zbliżał się do dwukrotności dopuszczalnych wartości. Już po wejściu w życie paktu pierwszymi państwami, które złamały dopuszczalną wartość deficytu, były w 2003 r. Francja i Niemcy.

Zwłaszcza ten ostatni kraj przoduje dziś w ganieniu partnerów z UE za nieodpowiedzialną politykę budżetową.. Wówczas jednak Rada Europejska odstąpiła od wymierzenia kary, co później zostało podważone wyrokiem ETS, który i tak został zignorowany. Nawet w tym roku mieliśmy co najmniej dwa przypadki złamania przepisów w imię swoiście rozumianego dobra wyższego rzędu. Już po kilku dniach od zawarcia paktu fiskalnego uzgodnioną wartość deficytu złamała Hiszpania, uzyskując na to zezwolenie największych państw UE. Z kolei na ostatnim szczycie Unii uzgodniono powstanie Jednolitego Sądu Patentowego. W konkluzjach szczytu, o czym DGP pisał w numerze z 4 lipca, znalazł się zapis, że jego pierwszym prezesem ma zostać obywatel państwa siedziby sądu, czyli w praktyce Francuz. To jawne złamanie zakazu dyskryminacji ze względu na narodowość.