Marek Jaślan: Urząd Komunikacji Elektronicznej, którym pani kieruje, chce ukarać członków zarządu Telekomunikacji Polskiej za to, że firma utrudnia klientom przechodzenie do konkurencyjnych dostawców internetu. Czy pani zdaniem TP SA robi to celowo?
Anna Streżyńska: O tym będzie orzekał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, któremu tę sprawę przekazałam. Istnieją poważne przesłanki, że tak właśnie było. TP SA często np. informowała klientów, że nie ma technicznej możliwości, aby mogli korzystać z usług internetowych konkurentów. O dziwo jednak z Neostrady mogli. Są też udokumentowane przykłady, kiedy klient składał u nich wniosek o rezygnacji z usług Neostrady i informował, że chce być przełączony do Netii czy GTS Energis, a pracownik TP SA dzwonił do niego z nową ofertą.

Jak dużo skarg od klientów TP SA mających problemy ze zmianą usługodawcy internetowego wpłynęło do UKE?
Na razie nie próbowałam ich policzyć. Dziennie jest ich około 200. Wiele z nich to opisy gehenny, jaką klienci musieli przejść, chcąc przenieść się z TP SA do Netii czy GTS Energis. O skali problemu mogą mówić liczby przedstawiane przez operatorów. Wynika z nich, że 8 tys. klientów, którzy zrezygnowali z TP SA, wciąż nie może skorzystać z usług konkurentów. A ta liczba zamiast maleć, wzrasta.

TP SA przyznaje, że opóźnienia się zdarzają, ale nie ma w tym jej złej woli.
Skala problemu jest tak ogromna, że trudno przyjąć ten argument. Jeśli byłaby to zwykła nieporadność, to kompromituje ona operatora. TP SA kilkakrotnie zobowiązywała się, że rozwiąże problem, ale niestety nigdy nie dotrzymywała słowa. Uzasadnione jest więc podejrzenie, że TP SA chciała skompromitować całą ideę możliwości zmiany usługodawcy internetowego.

Jednak środki, po jakie pani sięga, są drastyczne. To pierwszy przypadek w historii polskiej telekomunikacji, gdy kara może być nałożona nie na firmę, a na prezesa i zarząd spółki?
To, że kara będzie nałożona, nie ulega żadnej wątpliwości. Kwestią otwartą pozostaje natomiast jej wysokość. TP SA zobowiązała się do 28 marca rozwiązać wszystkie problemy klientów chcących zmienić internetowego operatora. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, można się spodziewać, że kara nie będzie zbyt sroga. Najwyżej kilka tysięcy złotych.

A co się stanie, jeśli Telekomunikacji nie uda się do tego czasu zmienić dotychczasowej praktyki?
Wówczas kara będzie wyższa. Maksymalnie może ona sięgnąć trzykrotności miesięcznego wynagrodzenia.

W takim przypadku Maciej Witucki musiałaby zapłacić 660 tys. zł. Czy to nie za surowa sankcja dla kogoś, kto szefem firmy jest niespełna pięć miesięcy?
Nie. Pięć miesięcy to całkiem sporo. Poza tym problem z przełączeniem internetowych klientów pojawił się już w czasie, gdy na fotelu prezesa TP SA zasiadał Maciej Witucki.

Czy kara dla prezesa firmy to rzeczywiście jedyny sposób na to, by zmienić zachowania firmy, którą on kieruje? Czy nie ma już innych dróg rozwiązania tego problemu?
Niestety nie. Prawo nie przewiduje żadnych innych rozwiązań. Próbowałam niejednokrotnie rozmawiać z prezesem TP SA i sprawę rozwiązać polubownie. Nie odnosiło to jednak żadnego skutku.

Kara, którą UKE chce nałożyć na Macieja Wituckiego, to niejedyna grzywna, którą ostatnio nałożyła pani na TP SA. Operator zdaje się jednak nic sobie z tego nie robić. W przypadku niedawnej gigantycznej kary blisko 339 mln zł firma gra na zwłokę i odwołała się do sądu.
Problem polega na tym, że UKE może nakładać kary, ale nie ma instrumentów prawnych do ich egzekucji. Mam nadzieję, że sąd, który teraz zajmie się tą sprawą, uzna naszą argumentację i wyegzekwuje nałożone kary.