„Miłość”, „troska”, „empatia” – słowa te nie kojarzą się raczej z naukami o zarządzaniu. Pan jednak w swoich pracach posługuje się nimi bardzo często. Dlaczego?

Zajmuję się badaniem problematyki przywództwa. Słowa te stanowią podbudowę historii, w których ludzie opowiadają o swoim liderze. A opowiadają mnóstwo: snują narracje, dlaczego przywódca ubiera się tak, a nie inaczej, jak się wyraża, jakie ma upodobania, przyzwyczajenia, jaki po prostu jest. Lider jawi się w tych opowiadaniach jako postać wręcz nie z tego świata – tajemnicza i fascynująca, a każde spotkanie z nim przeradza się w legendę czy też coś na wzór biblijnego apokryfu przekazywanego sobie przez wyznawców, zwolenników. Zbieram i analizuję te opowieści, ponieważ ich badanie pozwala zrozumieć, czym jest dobre przywództwo.

I czym jest?

Jest umiejętnym wykorzystywaniem i rozwijaniem tego, czego ludzie poszukują w liderze.

A poszukują...

Matczynej troski i ojcowskiej ochrony. Wszystkie te opowieści sprowadzają się do poszukiwania w liderach wzorców matki i ojca. Idea przywódcy kształtuje się w naszym umyśle we wczesnej fazie życia, gdy jako dzieci obserwujemy rodziców. Właśnie tak widzimy naszych przywódców – jako fizycznie ogromnych, życiowo doświadczonych, dobrze wiedzących co robić. Takich, którzy czasami, jak matka, są troskliwi, a czasami, jak ojciec, surowi. Te archetypy powracają i ujawniają się w naszym życiu w różnych kontekstach, a zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Dobry przywódca pozwala ludziom odnajdywać je we własnej osobie. Postrzeganie lidera przez tych, którymi chce on kierować, jest obciążone konkretnymi emocjami i symbolami. Są one potężnymi narzędziami budującymi oddanie ze strony ludzi. Przywódca może jawić się dzięki temu np. jako figura chrystusowa, jako dobry pasterz zajmujący się swoim stadem, który będzie gotowy ratować choćby jedną swoją owieczkę.