Emerytury 200 tys. górników kosztowały nas w ubiegłym roku 8,1 mld zł. Miesięczna wypłata to 3,3 tys. zł. Dwie trzecie górników odchodzi z pracy przed 50. rokiem życia – wynika z najnowszych danych ZUS.

Reklama

Zakład wydał w 2010 roku na świadczenia dla 5 mln osób 102 mld zł, co oznacza, że 4 proc. górników emerytów dostaje 8 proc. tej kwoty. To niesprawiedliwość, którą rząd woli sankcjonować i szukać oszczędności w emeryturach pozostałych Polaków, niż narażać się związkowcom. – Zmiany w emeryturach górniczych i rolniczych będą możliwe tylko po konsultacjach ze związkami zawodowymi – taką odpowiedź na pytanie o plany w tej sprawie otrzymaliśmy wczoraj z Centrum Informacyjnego Rządu.

Obecne przywileje emerytalne kosztują nas rocznie 20 mld zł. Najwięcej świadczenia górników. Korzystają z wyjątkowo hojnego sposobu wyliczania emerytur. To jedyna grupa zawodowa, w wypadku której dla każdego roku zatrudnienia ZUS stale przyjmuje przelicznik 1,8. W efekcie emerytura wynosi średnio 3,3 tys. zł. Pozostali dostają 1,7 tys., a np. samozatrudnieni – 1,1 tys. Górnicy jako jedyni zachowali też prawo do odchodzenia z rynku pracy bez względu na wiek, bo w 2005 roku protestami pod Sejmem wywalczyli sobie odrębny system. 64,1 proc. górników, którym ZUS przyznał emerytury w 2008 roku, miało mniej niż 49 lat.

Te przywileje kosztują. Gdyby górnicy dostawali świadczenia ustalane tak jak pozostałym ubezpieczonym, którzy też pracują w szkodliwych warunkach, ZUS wydawałby rocznie 4 mld zł mniej. Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR szacuje tę kwotę nawet na 5 mld zł. – To niemal połowa sumy, jaką w tym roku rząd uzyska w wyniku cięcia OFE. Wolał rozmontować reformę, niż ograniczyć przywileje – mówi Wojciechowski. Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH uważa, że górnicy powinni być objęci, jak inne osoby pracujące w szczególnych warunkach, emeryturami pomostowymi. – Nie ma uzasadnienia, aby ta grupa była traktowana inaczej – mówi „DGP”. Na przykład w Czechach ich wiek emerytalny jest taki sam jak w systemie powszechnym. Wynosi 63 lata.

Nawet związkowcy nie mówią zmianom definitywnego nie. Dominik Kolorz, szef górniczej „Solidarności”, nie wyklucza rozmów na ten temat. Tłumaczy, że nie będzie tylko zgody na zmiany w stosunku do już zatrudnionych górników. – Ewentualnie mogłyby one dotyczyć nowych pracowników – mówi „DGP”. Trzeba by jednak najpierw w ogóle podjąć rozmowy. Tymczasem rząd konsekwentnie ich unika, konserwując stary system kosztem podatników.