Na ogół długi staramy się spłacać terminowo. Wskazuje na to większość badań firm zajmujących się zbieraniem informacji gospodarczej i dane NBP na temat kredytów. Kredyty gospodarstw domowych z tzw. utratą wartości (czyli niespłacane regularnie) to 39,8 mld zł. Stanowią około 7,5 proc. wszystkich kredytów zaciągniętych przez gospodarstwa domowe. Jeśli jednak popatrzymy na kredyty dla osób fizycznych z punktu widzenia ich przeznaczenia, okaże się, że kredyty na cele mieszkaniowe spłacamy regularnie (udział kredytów z utratą wartości wynosi w tym wypadku 2,8%), natomiast problemy z terminową obsługą pojawiają się w przypadku kredytów konsumpcyjnych (udział kredytów niespłacanych regularnie wynosi 17,4%).

Łatwo wpaść w pętlę zadłużenia

W badaniu IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów trzy czwarte ankietowanych stwierdziło, że jeśli już zaciąga dług, to spłaca go w terminie. Jednak co czwarty miał – lub ma – problem z płaceniem długów na czas (choć równocześnie tylko 5 proc. mówi, że problem ten występuje u niego często).

– Poważną przyczyną opóźniającą spłaty zobowiązań są wydatki, które nie zostały przewidziane w budżecie badanych osób. Ich pojawienie się i konieczność uregulowania tych rachunków dla 39 proc. staje się powodem zalegania z innymi opłatami – piszą autorzy raportu. Powody takie jak np. choroba czy zgubienie rachunku są wymieniane stosunkowo rzadko. Sporadycznie padała także odpowiedź: zapomniałem zapłacić.

Andrzej Kulik z KRD ocenia, że wpadanie w pułapkę zadłużenia to najczęściej skutek rozbieżności między finansowymi możliwościami a aspiracjami konsumenta.

– Często ulegamy potrzebom konsumpcyjnym, które są na wyrost. Nie mamy odpowiedniej edukacji ekonomicznej, która być może pomogłaby nam w odpowiednim momencie powiedzieć: Stop. Ulegamy reklamie, nie bierzemy pod uwagę tego, jak bardzo kolejne 100 zł raty zwiększy nasze zobowiązania i czy przypadkiem nie będzie kroplą, która przepełni czarę – analizuje Kulik.

Edyta Szymczak, prezes Rejestru Dłużników ERIF BIG, potwierdza: 76 proc. badanych konsumentów przyznaje, że najczęstszą przyczyną powstawania długów jest przecenienie własnych możliwości finansowych.

– Aż 64 proc. ankietowanych przez TNS OBOP na nasze zlecenie uznało, że wiele osób nie zwraca uwagi na zarządzanie domowym budżetem i żyje ponad stan, czyli wydaje więcej, niż zarabia. Jak wynika ze wspomnianego badania, zadłużenie wynikające z powodu przykrych zdarzeń losowych stanowi 26 proc. przypadków. Około jedna piąta długów powstaje w wyniku tzw. pułapki usługodawców, którzy ukrywają rzeczywiste koszty zakupu swojej usługi lub produktu – mówi prezes Szymczak.

Szefowa ERIF ostrzega, że w pętlę zadłużenia można wpaść bardzo łatwo. Wystarczy, że nie będziemy kontrolować stanu własnych finansów, korzystając z kart kredytowych, szybkich pożyczek w firmach pozabankowych czy kredytów gotówkowych.

– Wkrótce może się okazać, że nie jesteśmy w stanie spłacić rat zaciągniętych zobowiązań. W takiej sytuacji konsumenci często zaciągają kolejne zobowiązania, by spłacić wcześniejsze pożyczki czy kredyty. Takie postępowanie prowadzi jednak jedynie do powiększenia zadłużenia i do sytuacji, z której coraz trudniej jest się wydostać – mówi Edyta Szymczak.

Według Lidii Roman z BIG InfoMonitora powstawaniu pętli zadłużenia sprzyja jeszcze jeden powszechny nawyk konsumentów: wszystkie dochody wydajemy na bieżąco, nawet jeśli moglibyśmy coś zaoszczędzić. – Nadmierny konsumpcjonizm, który obserwujemy, niewątpliwie ma wpływ na rosnące przeterminowane zadłużenie, dlatego tak ważna jest edukacja, aby konsument wiedział, jak mądrze gospodarować własnymi pieniędzmi – mówi Lidia Roman.

Badacze sprawdzili, co się dzieje, gdy konsumentowi zabraknie pieniędzy. Z badań przeprowadzonych na zlecenie KRD wynika, że pierwszą reakcją jest rezygnacja z wydatków. Wskazało na to 72 proc. ankietowanych. Zaledwie 5 proc. stwierdziło, że nie płaci swoich zobowiązań. W przypadku braku gotówki konsumenci starają się w pierwszej kolejności poszukać dodatkowych dochodów, podejmując kolejną pracę. Takiej odpowiedzi udzieliło 39 proc. ankietowanych. Duża grupa to ci, którzy sięgają w takiej sytuacji po oszczędności (23 proc. pytanych) lub wyprzedają swoje rzeczy (10 proc.). Jeśli już musimy prosić o pomoc z zewnątrz, to w pierwszej kolejności zwracamy się do rodziny i znajomych (41 proc.), po pożyczkę do instytucji finansowej idzie co piąty pytany.

Jednak gdy już dojdzie do zaległości w spłacie zobowiązań, to w różny sposób próbujemy poradzić sobie z tą sytuacją. Najczęściej poprzez ograniczenie bieżących wydatków (42 proc.), zwrócenie się o pomoc do rodziny i znajomych (40 proc.) lub podjęcie dodatkowej pracy (28 proc.). Około 18 proc. badanych decyduje się na zaciągnięcie nowej pożyczki lub kredytu w instytucjach finansowych, a zaledwie 3 proc. stwierdziło, że nic nie robi z problemem zadłużenia.

Dłużnicy w większości deklarują, że ich dług nie przekracza rocznych dochodów z pracy, ale jest większy niż miesięczna pensja. Ten dług to najczęściej kredyty na zakupy, remonty, środki komunikacji. Wśród zobowiązań pod względem typu dominują kredyt lub pożyczka bankowa – wskazało na nie aż 81 proc. pytanych. Nieformalne pożyczki rodzinne bierze 23 proc. ankietowanych.

Edyta Szymczak zwraca uwagę, że czynnikiem ryzyka jest luźna polityka firm pożyczkowych, które stały się alternatywą dla konsumentów po tym, jak banki zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów.

– Takie podejście do udzielania finansowania może spowodować wzrost liczby niespłaconych umów pożyczkowych. Łagodne kryteria oceny ryzyka finansowego firm pożyczkowych sprzyjają powiększającej się liczbie długów wśród konsumentów. Dlatego coraz ważniejsze staje się sprawdzanie wiarygodności płatniczej pożyczkobiorców w bazach biur informacji gospodarczej – mówi prezes ERIF.

Jej zdaniem spowolnienie gospodarcze, któremu towarzyszy brak stabilnej sytuacji na rynku pracy, a także zmniejszenie dochodów gospodarstw domowych, może zwiększać zjawisko nieterminowej spłaty zobowiązań.

– Jak pokazuje ostatni raport z weryfikacji stanu bazy danych Rejestru Dłużników ERIF, tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2013 roku o 11 proc. wzrosła liczba spraw konsumentów niewywiązujących się na czas ze swoich zobowiązań – mówi Edyta Szymczak.

KRD, konkurujący z ERIF, nie widzi takiej tendencji w swojej bazie. Andrzej Kulik mówi, że teoretycznie wzrostowi bezrobocia powinien towarzyszyć wzrost liczby dłużników, ale tak się nie dzieje. – Liczba dłużników w bazie jest podobna, choć nie są to ci sami dłużnicy. Jedni spłacają dług i są wykreślani, a na ich miejsce zostają wpisywani nowi. Wydaje się jednak, że to nie bieda ich tam wpycha, tylko przeinwestowanie – mówi.

Jego zdaniem sytuacja nie jest aż tak zła, jak mogłoby się wydawać. – Ciągle mamy wzrost gospodarczy. Ileś osób straci pracę, ale nie mamy krachu ekonomicznego. Ten rok może być trudny, ale to nie znaczy, że tragiczny. Nie prognozujemy dynamicznego wzrostu przeterminowanego zadłużenia w naszym rejestrze – mówi Kulik.

Polacy boją się długów

Sytuacja jest pod kontrolą, bo – na szczęście – większość Polaków wcale się nie pali do zaciągania długów. Widać to choćby w statystyce kredytów konsumpcyjnych. Z ostatnich dostępnych badań NBP o kondycji finansowej gospodarstw domowych – za III kw. 2012 r. – wynika, że konsumenci coraz rzadziej decydują się na finansowanie swoich wydatków pieniędzmi pożyczonymi od banków.

NBP wylicza specjalny wskaźnik, który ma to pokazywać. To relacja wzrostu zadłużenia z tytułu kredytów konsumpcyjnych do wartości konsumpcji prywatnej. Wskaźnik ten wyniósł w II i w III kw. -0,9 proc. Dla porównania w czasach gospodarczej prosperity – czyli w latach 2006 i 2007 – było to średnio 3,6 proc. To, że wskaźnik jest na minusie, oznacza tyle, że Polacy raczej spłacają kredyty zaciągnięte wcześniej, niż zaciągają nowe.

To, że wartość kredytów konsumpcyjnych spada, jest spowodowane kilkoma czynnikami. Swoje trzy grosze dorzuciły banki, które wysoko ustawiły poprzeczkę dla potencjalnych kredytobiorców. Ale wcale nie ma pewności, że po złagodzeniu Rekomendacji T regulującej zasady udzielania kredytów konsumenci zaczną szturmować banki. Bo na oczekiwany ze strony banków wzrost podaży kredytu konsumpcyjnego musiałby odpowiedzieć popyt ze strony gospodarstw domowych, a ten od ponad dwóch lat ma tendencję malejącą.

Z raportu IMAS International wynika, że połowa Polaków w ogóle unika długów i stara się jak najszybciej je spłacać. Około 42 proc. ankietowanych woli nawet odroczyć zakup, byle tylko sfinansować go swoimi środkami. Co prawda 40 proc. uważa pożyczanie pieniędzy za coś naturalnego – ale tylko w granicach rozsądku.

– Jak widać, kredyt to raczej konieczne i naturalne zło towarzyszące konsumpcji niż korzystniejszy sposób finansowania wydatków – konkludują autorzy raportu.

Weź udział w badaniu! Wypełnij ankietę!