– Produktów inwestycyjnych mamy na polskim rynku mnóstwo. Każdy może wybrać coś dla siebie – uważa Roman Przasnyski, analityk Open Finance. – Pod względem możliwości inwestycyjnych nie odbiegamy już od Europy Zachodniej – dodaje.

Reklama

Chętni mogą skorzystać z coraz bogatszej oferty giełdy. Są na niej akcje zarówno największych polskich firm, czy spółek zagranicznych, jak i małych, innowacyjnych przedsiębiorstw, notowane na rynku NewConnect. Są obligacje korporacyjne i municypalne, które kupować można na parkiecie Catalyst. Są wreszcie najróżniejsze instrumenty pochodne – kontrakty terminowe, warranty czy opcje bazujące na indeksach giełdowych, akcjach czy papierach dłużnych.

Ryzyko niejedno ma imię

Różnią się one pod niemal wszystkimi względami, a najistotniejszy wyróżnik to ryzyko, jakie ponosi inwestor, wybierając dany produkt finansowy. Przez lata utarła się opinia, że obligacje są znacznie bezpieczniejszym instrumentem inwestycyjnym niż akcje czy derywaty. Zdaniem Krzysztofa Stępnia, głównego analityka Opera TFI, wiele z tych obiegowych sądów nie jest wcale prawdziwych. – Nie jest na przykład tak, że akcje zawsze są bardziej ryzykowne niż obligacje. Jeśli ktoś ma portfel inwestycyjny wart 100 tys. zł i kupi sobie akcje za 2 tys. zł, to ryzykuje mniej niż ktoś, kto cały ten kapitał włoży w papiery dłużne – uważa Stępień.

Pokutuje także przekonanie, że kontrakty terminowe są bardziej ryzykowne niż akcje. – Jestem zdania, że przy racjonalnym wykorzystaniu derywaty mogą być mniej ryzykowne – deklaruje główny ekspert Opera TFI. Tak naprawdę, jak tłumaczy, ryzyko nie wynika z tego, jaki jest sam instrument, z którego się korzysta, ale z tego, jaki jest rynek, na którym inwestuje się za jego pomocą. – Pochodne na obligacje nie są przecież tak samo ryzykowne, jak pochodne na akcje, choć przecież konstrukcja i charakterystyczne cechy obu tych instrumentów są identyczne – wyjaśnia Krzysztof Stępień. – Pochodna na obligacje nie jest też aż tak ryzykowna, jak inwestycje bezpośrednio w akcje – dodaje.

By dokonywać świadomego wyboru między tego rodzaju instrumentami dostępnymi na rynku, trzeba jednak mieć pewne doświadczenie inwestycyjne. A warto dodać, że oprócz bezpośrednich inwestycji giełdowych są też możliwe inwestycje za pośrednictwem najróżniejszych funduszy czy produktów strukturyzowanych. – Rynkowa oferta jest na tyle bogata, że nawet dość wymagający inwestor o sporym doświadczeniu nie powinien narzekać – uważa Roman Przasnyski. Większy problem, jego zdaniem, mogą mieć inwestorzy początkujący. – Ci mogą się wręcz pogubić w możliwościach, jakie daje im rynek – twierdzi ekspert z Open Finance.

Powierzyć pieniądze specjalistom

Teoretycznie do takich właśnie klientów adresują swą ofertę towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Istotą inwestowania za ich pośrednictwem jest bowiem odciążenie klientów od konieczności stałego monitorowania tego, co dzieje się na rynku. Osoba, która wybrała produkty oferowane przez TFI, nie powinna się już martwić o to, w jaki sposób inwestować swój kapitał. Tym zajmują się bowiem zatrudnieni przez towarzystwo fachowcy. –

W rzeczywistości rynek szykuje jednak takiemu inwestorowi bardzo niemiłą niespodziankę – mówi Roman Przasnyski. – Mamy oto bowiem na głównym parkiecie warszawskiej giełdy akcje około 450 spółek, a funduszy inwestycyjnych jest kilka razy więcej – wyjaśnia ekspert z Open Finance. To jego zdaniem ślepy zaułek, w który zabrnęły firmy inwestycyjne. – Oferujący produkty inwestycyjne, sami podcinają w ten sposób gałąź, na której siedzą. Zwykły klient nie jest już w stanie samodzielnie wybrać fachowca, któremu gotów byłby powierzyć swoje pieniądze. Musi w tym celu udać się do pośrednika, czyli doradcy inwestycyjnego. Jednak i on najczęściej nie jest w stanie znać pełnej oferty rynkowej – wyjaśnia Roman Przasnyski.

I przypomina, że jedna z podstawowych zasad lokowania kapitału brzmi: nie inwestuj w coś, czego nie rozumiesz. – To samo powinno dotyczyć sprzedaży instrumentów finansowych. Tymczasem zdarzało się, że oferujący wcale nie dbali o to, by w wystarczający sposób poinformować swoich klientów o cechach charakterystycznych czy właśnie bezpieczeństwie produktów, jakie im oferują – mówi nam specjalista z Open Finance.

Także stratedzy instytucji finansowych, wprowadzając na rynek coraz bardziej wyrafinowane produkty, działają przeciw samym sobie. Najlepszym przykładem mogą tu być instrumenty strukturyzowane, czyli produkty składające się ze złożenia instrumentów prostszych. Zdaniem Przasnyskiego tego rodzaju narzędzia, jakie są dostępne na naszym rynku, są aż nazbyt skomplikowane. – Myślę, że można nawet mówić o kryzysie produktów strukturyzowanych w Polsce. Wynika on z polityki oferujących – twierdzi analityk Open Finance. – Nasze produkty tego typu są znacznie bardziej skomplikowane niż te, które oferuje się na Zachodzie. Masowe instrumenty inwestycyjne nie powinny tak wyglądać – twierdzi ekspert. A przypomnijmy, że tylko w fundusze inwestycyjne, jak wynika z danych firmy Analizy Online i Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, Polacy ulokowali w ubiegłym roku ponad 13 mld zł.

W opinii Przasnyskiego również sprzedawcy, nie dobierając instrumentu do profilu danego inwestora, popełniali często poważny błąd i działali na własną niekorzyść. – Będąc doradcą klienta, chciałbym sobie z nim budować relacje długoterminowe. A jeśli wcisnę mu produkt, który nie będzie dla niego odpowiedni, więcej takiego klienta już nie zobaczę – mówi Przasnyski. – Jeśli chce pracę w zawodzie doradcy do najbliższych wakacji, to mogę tak działać, ale jeśli chce mieć do emerytury, to muszę się stosować do pewnych zasad – dodaje.

MiFID na pomoc

W obronie inwestorów stanęła Unia Europejska. Wspólnotowa dyrektywa w sprawie rynków instrumentów finansowych, nazywana MiFID (od Markets in Financial Instruments Directive) ma na celu m.in. poprawić przejrzystość działania firm inwestycyjnych czy procesów obsługi klientów. Nakłada na takie instytucje obowiązek rzetelnego informowania klientów o proponowanych strategiach inwestycyjnych i instrumentach finansowych. Ankiety dotyczące znajomości rynku i akceptowanego poziomu ryzyka muszą wypełniać klienci wszystkich domów maklerskich czy podmiotów sprzedających fundusze inwestycyjne. – Te wymogi to bardzo dobry pomysł, który powinien funkcjonować jako norma już od dawna – mówi nam Przasnyski. Aby firma inwestycyjna wiedziała, kim jest jej potencjalny klient i jaki produkt może być dla niego najwłaściwszy, wprowadzono specjalne ankiety. – Formularze, które MiFID każe wypełnić i przechowywać, tak naprawdę nie są wcale dla doradcy, ale dla klienta. Bo to on odpowiadając na kolejne pytania zastanawia się nad tym, co chce osiągnąć przez swoje inwestycje – twierdzi analityk Open Finance.

– Bo tak naprawdę, zanim ktokolwiek wybierze instrumenty, za pomocą których chce się inwestować, musi sobie sam zdać pytanie, jaką strategię będzie realizować – dodaje Krzysztof Stępień z Opera TFI. W jego opinii nie może być bowiem mowy o pełnym sukcesie inwestycyjnym, bez odpowiedzenia sobie na pytanie o faktyczny cel, jakie chce się osiągnąć.

Reklama