Jeszcze kilka lat temu mało kto zwracał uwagę na małe niebieskie tabliczki, które znajdują się w każdym oddziale bankowym: „Depozyty w tym banku gwarantuje BFG”. Nasze oczy przyciągały raczej plakaty w witrynach placówek, na których banki prześcigały się w oferowaniu nam wysokich odsetek od depozytów. Wszystko zmieniło się z chwilą wybuchu kryzysu.

Wyrównywanie szans

Jeszcze przed słynnym bankructwem banku inwestycyjnego Lehman Brothers w połowie września 2008 r. na Zachodzie miało miejsce kilka upadłości mniejszych instytucji, z brytyjskim Northern Rock na czele (w jego przypadku Brytyjczycy zobaczyli pierwsze od wielu lat kolejki osób, które chciały zlikwidować lokatę bankową; za sprawą mediów elektronicznych te obrazki dotarły również do Polski) czy islandzkim Icesave (wymieniamy Islandię, bo swoje oszczędności straciło tam wielu obcokrajowców, głównie Brytyjczyków, ale na upadkach banków z północnoeuropejskiej wyspy straciły również… polskie banki, które udzieliły Islandczykom pożyczek). Nagle się okazało, że pieniądze w bankach nie są tak bezpieczne, jak mogło się zdawać. Europejscy politycy przystąpili więc do podnoszenia poziomu tego bezpieczeństwa.

Zmianą najbardziej widoczną z punktu widzenia klienta, który przynosi pieniądze do banku, jest wyższy poziom gwarancji dla lokat. Przed kryzysem kwoty, do jakiej pieniądze były gwarantowane, czyli była pewność otrzymania ich z powrotem nawet w przypadku bankructwa banku, różniły się w poszczególnych krajach. To powodowało niebezpieczeństwo, że klienci banków w krajach z niskimi gwarancjami w pewnym momencie zdecydują się na przeniesienie swoich pieniędzy tam, gdzie gwarancje byłyby wyższe. Aby temu zapobiec, Unia Europejska zdecydowała, że jej członkowie będą mieli takie same gwarancje, a ich wartość podniesiono do 100 tys. euro. Z naszego punktu widzenia oznacza to, że bezpieczne są wszystkie pieniądze zgromadzone w jednym banku (nawet na różnych rachunkach) do równowartości ponad 400 tys. zł.

Modyfikacji w sposobie gwarantowania depozytów było więcej. Zdecydowano na przykład, że odpowiedzialna za to instytucja w przypadku bankructwa banku powinna wypłacić klientom należne pieniądze w ciągu 20 dni roboczych od zawieszenia działalności banku i wniosku o ogłoszenie upadłości.

Warto wspomnieć, że ryzyko bankructwa w Polsce jest niewielkie, nasze banki mają – często nawet w porównaniu z zachodnioeuropejskimi właścicielami – wysokie współczynniki wypłacalności i wysoką rentowność, a ostatni przypadek upadłości banku komercyjnego w Polsce to Bank Staropolski, który przerwał działalność na początku 2000 r. Ale skąd pewność, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłaci pieniądze w przypadku upadłości banku?

Miliardy na wypadek

Zgodnie z ustawą o BFG pieniądze na wypłatę gromadzą przede wszystkim same banki. Każdy z nich odkłada niewielką część pieniędzy swoich klientów na specjalny fundusz ochrony środków gwarantowanych. Na fundusz trafia 0,55 proc. depozytów w każdym banku (a dokładniej – kwoty, od której każdy bank odprowadza tzw. rezerwę obowiązkową). W skali całego sektora jest to kwota ok. 3,8 mld zł. „Środki stanowiące pokrycie funduszy są lokowane w skarbowe papiery wartościowe, bony pieniężne NBP, obligacje emitowane przez NBP lub jednostki uczestnictwa funduszy rynku pieniężnego, co przynosi bankom dochody” – zaznacza BFG w raporcie rocznym za 2011 r. Dopiero w przypadku ogłoszenia upadłości banku uczestnicy systemu przekazują do BFG odpowiednie kwoty na wypłaty środków gwarantowanych”.

Dodatkowo istnieje możliwość sięgnięcia po środki zgromadzone w samym BFG. Fundusz jest cyklicznie zasilany przez banki opłatą roczną, która wynosi 0,1 proc. podstawy uzależnionej od wymogu kapitałowego, któremu podlegają banki. W 2013 roku kwota opłaty wynosi ok. 900 mln zł. Pieniądze trafiają na fundusz pomocowy, z którego BFG może przede wszystkim udzielać nisko oprocentowanych pożyczek, by wspomóc restrukturyzację banków przeżywających trudności. Ale może także wykorzystać te pieniądze na wypłatę depozytów gwarantowanych. Według stanu na koniec 2011 r. wolna kwota funduszu pomocowego wynosiła blisko 5,6 mld zł.

Jeśli doliczyć do tego inne zasoby BFG, które przekraczają 2 mld zł, uzyskujemy kwotę przekraczającą 10 mld zł. A do tego może jeszcze dojść możliwość uzyskania krótkoterminowego kredytu w Narodowym Banku Polskim czy podwojenia (decyduje o tym minister finansów po zasięgnięciu opinii prezesa NBP i przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego) stawki na fundusz ochrony środków gwarantowanych.

Inne segmenty rynku finansowego również mają swoje systemy gwarancyjne. Zwykle jednak ich cel jest inny niż zapewnienie, by kwota wpłacona do danej instytucji wróciła do właściciela.

Jeśli chodzi o cel funkcjonowania, to najbardziej zbliżony do systemu bankowego jest system gwarancji spółdzielczych kas oszczędnościowo- kredytowych. Główne podobieństwo polega na tym, że klienci SKOK-ów również mają zagwarantowane depozyty do równowartości 100 tys. euro. Jednak sposób, w jaki się to odbywa, jest inny. Depozyty członków spółdzielczych kas są ubezpieczone w towarzystwie należącym do systemu SKOK. W Sejmie toczą się aktualnie prace nad zmianą sposobu gwarantowania środków zgromadzonych na rachunkach w spółdzielczych kasach. Projekt zakłada, że będzie za to odpowiadał Bankowy Fundusz Gwarancyjny (zmiana wiąże się z tym, że od października 2012 r. obowiązują przepisy, zgodnie z którymi SKOK-i są objęte państwowym nadzorem sprawowanym przez Komisję Nadzoru Finansowego).

Sektor ubezpieczeniowy również ma swoje zabezpieczenie – Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. W przypadku polis na życie zapewnia on wypłatę połowy sumy ubezpieczenia (do równowartości 30 tys. euro). Oznacza to, że wciąż popularne u nas produkty pozwalające na unikanie podatku od zysków kapitałowych – czyli polisolokaty – cieszą się mniejszym poziomem gwarancji niż depozyty. Choć kupujemy je często w placówkach banków, to formalnie są one jedynie pośrednikami w sprzedaży ubezpieczeń.

UFG skupia się na innego rodzaju działalności: „Zajmuje się wypłatą odszkodowań niewinnym ofiarom wypadków spowodowanych przez nieubezpieczonych właścicieli pojazdów oraz nieubezpieczonych rolników. Każda z tych grup ma obowiązek posiadać ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, popularnie zwane OC. UFG wypłaca również odszkodowania osobom poszkodowanym, w przypadku gdy sprawca wypadku drogowego uciekł z miejsca zdarzenia i jest nieznany” – informuje na swoich stronach internetowych fundusz. Dodaje, że nieubezpieczeni kierowcy kosztują innych, wykupujących obowiązkowe OC 27 mln zł, zaś niezidentyfikowani – 25 mln zł rocznie. Z kolei nieubezpieczeni rolnicy kosztują prawie 600 tys. zł rocznie.

Inwestorzy bez gwarancji kapitału

Jeszcze inne mechanizmy zabezpieczeń działają na rynku kapitałowym. Trzeba podkreślić, że tu nie ma mowy o zagwarantowaniu otrzymania przez inwestora zaangażowanych środków. Kupno np. akcji wiąże się bowiem z ryzykiem poniesienia straty. W skrajnych wypadkach możemy stracić nawet całość zainwestowanej kwoty.

Nie oznacza to jednak, że na rynku kapitałowym nie ma mechanizmów podnoszących bezpieczeństwo inwestycji. W przypadku korzystania z domów maklerskich takim mechanizmem jest system rekompensat prowadzony przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. „Zabezpiecza on wypłatę inwestorom środków powierzonych firmie inwestycyjnej w przypadku jej upadłości lub niewypłacalności. Dzięki temu wzmacniane jest zaufanie inwestorów do rynku kapitałowego, także w sytuacjach okresowych perturbacji na rynku, które nierozerwalnie towarzyszą całej gospodarce” – podaje KDPW.

Obowiązkowymi uczestnikami systemu są licencjonowane podmioty zajmujące się działalnością maklerską, które muszą wnosić obowiązkowe wpłaty: domy maklerskie, banki prowadzące działalność maklerską oraz banki powiernicze. Obowiązek dotyczy również towarzystw funduszy inwestycyjnych, które zarządzają cudzym pakietem papierów wartościowych na zlecenie.

System rekompensat w domach maklerskich odnosi się przede wszystkim do środków pieniężnych, które znajdują się na rachunkach inwestycyjnych. Akcje bądź inne instrumenty finansowe na tych rachunkach co do zasady nie są objęte systemem rekompensat (ich posiadaczami są inwestorzy), chyba że zostaną utracone przez dom maklerski. Gwarancja obejmuje kwoty do równowartości 22 tys. euro, z tym że powyżej 3 tys. euro zwracane jest 90 proc. utraconych środków.

„System rekompensat nie chroni inwestora przed ryzykiem błędnych decyzji inwestycyjnych, w których wyniku następuje zmniejszenie jego aktywów, a jedynie, co trzeba podkreślić, przed utratą środków pieniężnych oraz instrumentów finansowych w momencie gdy dom maklerski staje się niewypłacalny” – podkreśla KDPW.

Jeszcze inaczej wyglądają zabezpieczenia w przypadku funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. W ich wypadku pieniądze klientów po prostu są oddzielone od majątku TFI i PTE, czyli firm zarządzających aktywami. Podobnie jak w przypadku bezpośredniego kupowania na giełdzie, czy inwestowania za pośrednictwem funduszy nie mamy gwarancji otrzymania w całości zainwestowanego kapitału.

Specyficzna sytuacja wiąże się z otwartymi funduszami emerytalnymi, do których przynależność jest obowiązkowa dla osób wchodzących na rynek pracy: tu towarzystwo emerytalne może stanąć przed koniecznością uzupełnienia niedoboru na rachunkach. Niedobór pojawia się wówczas, gdy stopa zwrotu danego OFE jest poniżej minimalnego wymaganego wskaźnika podawanego przez KNF (jest to połowa średniej ważonej stopy zwrotu dla całego rynku albo średnia pomniejszona o 4 pkt proc.).

Choć mocno zróżnicowane, systemy gwarancyjne działają właściwie we wszystkich segmentach rynku finansowego. Trzeba jednak pamiętać, że gwarancje dotyczą wyłącznie instytucji licencjonowanych przez KNF. Firmy, które nie mają zgody nadzoru na działalność, żadnemu mechanizmowi gwarancyjnemu nie podlegają. A to właśnie w ich przypadku klienci są narażeni na największe ryzyko.