Europosłanka i b. komisarz Unii Europejskiej gościła w Gdańsku. Na zaproszenie europosła Jarosława Wałęsy wzięła udział w spotkaniu Gdańskiego Klubu Biznesu.

Spotkanie poprzedziła konferencja prasowa, w czasie której Huebner była pytana m.in. o skutki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE dla polskich przedsiębiorców. W odpowiedzi europosłanka zaznaczyła m.in., że „małe przedsiębiorstwa polskie - właściwie większość z nich, nigdy nie funkcjonowała poza tym tak zwanym rynkiem wewnętrznym, gdzie nie ma granic". Po raz pierwszy zetkną się i z koniecznością wszystkich procedur celnych, już nie mówiąc o samych kosztach, opłatach celnych. Po raz pierwszy zetknął się z koniecznością kontroli na granicy produktów w szczególności kontroli produktów żywnościowych - powiedziała.

Przypomniała, że Polska jest jednym z „większych dostawców usług transportowych na Wyspy Brytyjskie". Więc dla tych przedsiębiorców to jest także wielki wzrost kosztów i różnych procedur - zaznaczyła dodając, że „jest bardzo wiele polskich małych firm, które funkcjonują w tych tak zwanych łańcuchach podażowych, czyli są poddostawcami - bardzo często mogą nawet nie do końca być świadome tego, że produkt finalny idzie do Wielkiej Brytanii".

Trzeba mieć świadomość tego, że wiele małych firm (…) funkcjonuje na granicy opłacalności. To znaczy, że dla nich wzrost kosztów rzędu 4-5 procent właściwie kończy ich działalności i brexit - taki bez (umowy) wyjścia oznaczałby automatycznie taki wzrost kosztów i dlatego odpowiedzialnością polityków, w szczególności brytyjskich, bo piłeczka jest po ich stronie, jest zrobić w tych nadchodzących dniach wszystko, żeby to nie był jednak brexit bez umowy, żeby być może wystąpić jednak o przedłużenie, odsunięcie tego momentu wyjścia, ale ta sprawa nie jest wcale taka prosta - zaznaczyła.

Przedłużenie i dalsza niepewność jest, myślę, zabójcza dla tych wszystkich, którzy się nie pasą na niepewności, ale których niepewność niszczy. Tu myślę o inwestorach, bo gdy niepewność osiągnie pewien poziom, to właściwie zabija inwestycje" - powiedziała Huebner.

Brytyjska Izba Gmin przyjęła w czwartek rządowy projekt uchwały wzywający do podjęcia próby opóźnienia brexitu do co najmniej 30 czerwca w razie przyjęcia umowy wyjścia z UE lub nawet dłuższego, jeśli parlament nie poprze żadnego porozumienia ze Wspólnotą.

Przygotowany przez Downing Street tekst przyjętej w czwartek uchwały - który nie jest na tym etapie wiążący prawnie, ale jest wyraźną instrukcją polityczną parlamentu dla rządu - wyznaczył brytyjskim parlamentarzystom na 20 marca nowy termin graniczny dla przyjęcia jakiejś formy projektu porozumienia z UE ws. warunków opuszczenia Wspólnoty.

Jeśli posłowie poparliby do tego czasu jakąś formę umowy z UE ws. warunków wyjścia - albo prezentowaną przez rząd, którą dotychczas dwukrotnie odrzucili, albo jakąkolwiek alternatywę - to rząd zwróciłby się wówczas do pozostałych 27 państw członkowskich z prośbą o trzymiesięczne, techniczne wydłużenie procesu wyjścia z UE w celu przegłosowania niezbędnej legislacji wtórnej.

W czwartek w Izbie Gmin były głosowane także poprawki, które miały wprowadzić alternatywne rozwiązania dla brexitu, w tym nawet rozpisanie drugiego referendum w tej sprawie - te jednak zostały odrzucone.

Wniosek o opóźnienie brexitu będzie wymagał jednomyślnej zgody wszystkich 27 państw członkowskich - poinformował PAP w czwartek wieczorem rzecznik KE, komentując wynik głosowania w brytyjskiej Izbie Gmin.

W razie braku jakichkolwiek ustaleń w sprawie umowy brexitu z UE, niezależnie od przyjętej wcześniej w środę opinii politycznej Izby Gmin przeciwko bezumownemu brexitowi, Wielka Brytania automatycznie opuści Wspólnotę bez umowy o północy z 29 na 30 marca.