Choć wydano polecenie rozpoczęcia prac (NTP) przy budowie bloku węglowego 1000 MW Energi i Enei w Ostrołęce, to wciąż nie wiadomo, skąd będą pochodzić pieniądze na budowę.

Chodzi o 6,023 mld zł dla wykonawcy projektu, GE Power. W GE słyszymy, że czas na jego przedstawienie inwestor ma do 28 stycznia, co ogłoszono w giełdowych komunikatach. Tymczasem budżet nadal się nie spina. Na razie wiadomo, że po 1 mld zł mają wyłożyć Energa i Enea. Około 1 mld zł mogłoby pochodzić z banków (np. BGK albo samego, albo we współpracy z PFR). Jak ustalił DGP, do 3 mld zł mogłoby wyłożyć TFI Energia z grupy PGE, ale... nie chce. Skąd więc wziąć pieniądze?

Według naszych informacji są możliwości transferu kolejnych środków do TFI Energia. Chodzi o pieniądze z opłaty przejściowej, która w energetyce zastąpiła rozwiązane kontrakty długoterminowe (KDT). I która od 1 stycznia została obniżona o 95 proc. Pieniądze z tej opłaty trafiają do Zarządcy Rozliczeń. Jak się dowiedzieliśmy, chodzi o sporą sumę, bo ok. 1,3 mld zł.

„Saldo rozliczeń wynikających na 31 grudnia 2018 r. wynosiło 1,291 mld zł i na ten dzień była to kwota pozostająca do dyspozycji w ramach rachunku opłaty przejściowej. Zarządca Rozliczeń lokuje środki wyłącznie zgodnie z zapisami Ustawy KDT, dochowując staranności, aby terminy zapadalności lokat były dostosowane do terminów wypłat kwot na pokrycie kosztów (…) wynikających z ustawy oraz terminów spłat w przypadku zaciąganego zadłużenia. Informacja o szczegółowych formach i kwotach inwestycji pozostaje tajemnicą przedsiębiorstwa” – odpowiedział na pytania DGP sekretariat Zarządcy Rozliczeń.

Jednak jeśli TFI Energia zdecydowałoby się wesprzeć Ostrołękę, nie byłyby to pieniądze PGE, która jest akcjonariuszem funduszu. Sama PGE na razie poinformowała w poniedziałek, że analizuje zaproszenie do rozmów o współpracy w Ostrołęce, które dostała od Enei i Energii. Spółka nie zdradza szczegółów i sprawy nie komentuje. Na nasze pytania o finansowanie ostatniego – według deklaracji ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego – takiego bloku węglowego w Polsce nie odpowiedziały ani Energa, ani Enea, ani samo ministerstwo. A 6 mld zł jak nie było, tak nie ma.

Pojawił się więc plan B. Skoro energetyka ratowała górnictwo (dokapitalizowała Polską Grupę Górniczą od 2016 r. kwotą ponad 3 mld zł), to górnictwo może się odwdzięczyć. Ale nie PGG, lecz JSW. Spółka „na górce” odłożyła 1,5 mld zł w tzw. funduszu stabilizacyjnym na czas bessy (a fundusz jest zarządzany przez TFI Energia) – żeby nie było powtórki sprzed kilku lat, gdy w czasie kryzysu omal nie zbankrutowała. Fundusz jest przeznaczony na określone cele JSW, co jednak, jak mówią nasi rozmówcy, nie przeszkadza ministrowi mieć chrapki na jedną czwartą budżetu dla Ostrołęki.

– Kłopot w tym, że prezes JSW mówi nie. Dlatego potrzebny jest taki, który się podporządkuje – twierdzą nasi rozmówcy znający sprawę.

Na 10 stycznia zaplanowano posiedzenie rady nadzorczej JSW. Jednym z punktów są zmiany w zarządzie spółki. To trzecia od października 2018 r. próba odwołania prezesa JSW Daniela Ozona. Poprzednio powodem miały być nieprawidłowości w spółce, których jednak nie udowodniono. Opisywaliśmy audyt resortu energii prowadzony przez szefa departamentu kontroli, prokuratora w stanie spoczynku Andrzeja Burskiego. Po naszych publikacjach kontrola została przerwana. Innym powodem miał być brak zgody Ozona na zakup przez JSW Polimexu-Mostostalu. Sam zainteresowany rozmawiać z nami nie chciał.

Bardziej rozmowni byli związkowcy. – Pan minister Tchórzewski prowadzi swoją prywatną wojenkę. Sam potwierdza, że czwartkowe zmiany w zarządzie nie dotyczą wiceprezesa Roberta Ostrowskiego, który od marca przechodzi do PGE GiEK. Chodzi o odwołanie Ozona. Znany jest nam również pomysł zabrania pieniędzy JSW na budowę Ostrołęki – mówi DGP Roman Brudziński, wiceprzewodniczący Solidarności w JSW. – To pieniądze na kryzys, który może przyjść w 2020 r. Ceny węgla koksowego, naszego produktu będącego przecież bazą do produkcji stali, a nie energetyki, będą powoli spadać. Poza tym my już ratowaliśmy Kompanię Węglową, kupując za 1,5 mld zł kopalnię Knurów-Szczygłowice – przypomina.

Dziś do południa w Katowicach odbędzie się konferencja „S”, Kadry i Związku Zawodowego Górników w Polsce, związkowcy nie wykluczają też w czwartek blokady siedziby spółki.

Z naszych informacji wynika, że wczoraj do wieczora trwała walka o głowę Ozona, w którą miał być zaangażowany sam premier Mateusz Morawiecki. Związkowcy wysłali do niego kolejny list w obronie prezesa i nadal domagają się objęcia JSW nadzorem szefa rządu, jak w przypadku Orlenu i Lotosu. – Ale do tego potrzebna jest wola polityczna, tylko ja jej na razie nie widzę – kwituje Brudziński.

Część naszych rozmówców uważa, że jeśli w czwartek rada odwoła Ozona, następny w kolejce może być prezes KGHM, kojarzony z Morawieckim Marcin Chludziński.