– Problem jest wspólny i musi zostać rozwiązany przez obie strony umowy – bank i klienta, z uwzględnieniem bezpieczeństwa depozytów, z których bank finansuje akcję kredytową – mówi Łukasz Dajnowicz z Komisji Nadzoru Finansowego.

To diametralna zmiana w podejściu KNF. Jeszcze w 2009 roku, gdy kilka banków, w tym Polbank, starało się wymóc na swoich klientach dodatkowe zabezpieczenia, dostało zakaz od nadzoru. Ale wtedy wszyscy sądzili, że kryzys potrwa krótko.

Zmiana stanowiska KNF może dotknąć tych klientów banków, którzy wzięli kredyt na więcej niż 80 proc. wartości mieszkania, ale dzięki regularnym spłatom zeszli poniżej tego poziomu. Takie osoby przestały płacić ubezpieczenie od niskiego wkładu własnego, jednak – ze względu na słabego złotego – wartość zobowiązań znów przekroczyła 80 proc.

Także ci, którzy pożyczyli na mniej niż 80 proc. wartości mieszkania, ale ich dług urósł przez słabego złotego, mogą się obawiać żądania dodatkowego zabezpieczenia. I to nawet jeśli w umowach nie ma odpowiednich zapisów. Wprawdzie takich praktyk zakazał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ale nadzór finansowy mówi wprost – jeśli trzeba będzie, banki mogą nawet wypowiedzieć umowy kredytowe.

Na razie jednak bankowcy twierdzą, że nie zamierzają korzystać z możliwości danych im przez KNF. – Nasz bank nie podejmuje tego typu działań – mówi Agnieszka Kubajek z Millennium. Podobne deklaracje składają m.in. przedstawiciele Kredyt Banku i Polbanku.

Jednak eksperci twierdzą, że to się może zmienić.– Nie wykluczam, że niektóre banki się zdecydują na renegocjacje umów z klientami – mówi Michał Krajkowski, analityk Domu Kredytowego Notus.

Może do tego dojść, jeśli zobowiązania klientów będą rosły z powodu dalszego osłabienia złotego lub w sytuacji, gdy banki odnotują pogorszenie poziomu spłacalności kredytów walutowych.