Świat idzie naprzód, firmy też. I coraz częściej decydują się na zatrudnianie tzw. telepracowników, czyli wykonujących swe zadania w domu, przez internet czy telefon. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w taki sposób funkcjonuje już 16 proc. przedsiębiorstw. Tyle tylko, że dotąd nie było przepisów, które wyraźnie określałyby ich prawa i obowiązki, więc szefowie robili, co chcieli. W zmienianym właśnie Kodeksie pracy mają wreszcie znaleźć się odpowiednie paragrafy, o co walczył DZIENNIK. Dzisiaj poparły je w Sejmie wszystkie kluby parlamentarne.

Telepracownik musi zostać zatrudniony na takich samych warunkach jak każdy inny etatowiec w firmie. Musi mieć prawo do urlopu, określone godziny pracy czy zadania, które ma wykonać, jeśli czas pracy jest nienormowany. Mało tego, pracodawca musi mu dostarczyć niezbędny sprzęt, np. komputer z podłączeniem do internetu czy służbowy telefon.

Co ciekawe, pracę zwykłą na tę wykonywaną na odległość, np. w domu, będzie można zmienić także w trakcie zatrudnienia. Wystarczy poprosić szefa, by wyraził na to zgodę, i poprosić o aneks do umowy, w którym będzie to zapisane. Nowy pracownik będzie mógł wybrać, jaki rodzaj pracy chce wykonywać.

Pracownik decydując się na telepracę, niczego nie ryzykuje, bo ma takie same prawa i obowiązki jak inni. Takie same okresy wypowiedzeń, wynagrodzenie, prawo do premii, szkoleń i awansów. "Dla wykonujących telepracę będą miały zastosowanie wszystkie przepisy Kodeksu pracy" - mówi minister pracy Anna Kalata.