Nowa ustawa ma być przestrogą dla dłużników. Dzisiaj, jeśli zalegasz z kredytem albo nie oddałeś partnerowi w biznesach pieniędzy, Twoje nazwisko może trafić do Krajowego Rejestru Długów. Ale jeśli spłacisz dług, znikasz z rejestru już po 14 dniach. Resort gospodarki chce wydłużyć ten okres do 10 lat.

Mało tego, karani mają być nie tylko wielcy dłużnicy (np. międzynarodowe firmy), ale także zwykli zjadacze chleba. Jeśli więc statystyczny Kowalski nie zapłaci na czas czynszu, trafi na listę na całą dekadę. A to oznacza, że w tym czasie nikt nie będzie chciał robić z Kowalskim interesów ani pożyczać mu pieniędzy.

Jeśli ustawa przejdzie, karane w ten sposób będą prywatne osoby, które zalegają z oddaniem minimum 200 złotych. Jeśli chodzi o firmy - próg ten ma wynosić 500 zł.

Eksperci krytykują pomysł. Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów (KRD) twierdzi, że 10 lat obecności na liście dłużników zmniejszy tylko skuteczność ściągania długów. "Z naszych doświadczeń wiem, że fakt, iż po 14 dniach od zapłacenia należności dłużnik znika z rejestru, działa na ludzi motywująco" - tłumaczy Kulik. Innymi słowy - jeśli wydłuży się okres obecności na liście dłużników do 10 lat, każdy kto na nią trafi, nie będzie się spieszył ze spłatą zaległości. No bo po co, skoro i tak przez następne lata nie będzie miał szans na zaciągnięcie kredytu.