"Nie jest możliwe stworzenie monopolu poprzez przyznanie prawa do oferowania emerytur tylko jednemu podmiotowi. I to niezależnie od tego, czy byłby to podmiot prywatny czy publiczny" - napisała w swoim stanowisku Komisja, która kontroluje polski rynek firm ubezpieczeniowych, emerytalnych i giełdowych.

Co to oznacza? Na razie tylko tyle, że supernadzór finansowy (jak nazywana jest potocznie KNF) sugeruje politykom opamiętanie. A ostatnie słowo i tak będzie należało do premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Na pomysł przekazania ZUS-owi pieniędzy gromadzonych w OFE wpadli politycy Samoobrony, kierujący Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej. Kilka tygodni temu minister Anna Kalata mówiła, że w ZUS-ie powinien powstać nowy fundusz, który zająłby się zarządzaniem pieniędzmi zgromadzonymi w OFE. Miałby on nosić nazwę Funduszu Emerytur Kapitałowych.

Pracujący Polacy mieliby co miesiąc wpłacać składki na emerytury zarówno do pierwszego filaru (do ZUS-u), jak i do drugiego (do OFE). Kiedy w końcu przeszliby na emerytury, ich składki zgromadzone w OFE zostałyby przekazane ZUS-owi. Innymi słowy, prywatna firma ubezpieczeniowa, która przez wiele lat starała się pomnożyć na starość nasz majątek, musiałaby wcześniej czy później oddać wszystko państwu.

Zdaniem minister pracy właśnie państwo lepiej będzie zarządzało tym majątkiem. Kalata odrzuca przy tym argumenty specjalistów, którzy tłumaczą, że ZUS nie zna się na inwestowaniu i nie potrafi zarządzać tak wielkim majątkiem. Już teraz aktywa OFE wynoszą około 116 mld zł.