Nasz zegar biologiczny domaga się co najmniej dwukrotnego w ciągu doby zapadania w sen – raz nad ranem, drugi raz najlepiej w godzinach pomiędzy 13 a 15. 15-minutowa regeneracyjna popołudniowa drzemka zwiększa naszą produktywność o 35 proc., kreatywność o 40 proc. i aż o 50 proc. umiejętność podejmowania decyzji – pisze w raporcie Mark Rosekind, szef amerykańskiej firmy zajmującej się „zarządzaniem zmęczeniem”.

Czemu tak się dzieje? Jak mówi mgr Katarzyna Romanowska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, w czasie drzemki odpoczywają okolice mózgu odpowiedzialne za uczenie się i pamięć. Drzemka różni się od snu – szybciej przechodzimy przez wszystkie fazy. Jest więc swoistą formą skondensowanego wypoczynku. Pozwala się zrelaksować i zregenerować psychicznie. Ile czasu drzemać? Nie dłużej niż 15 – 20 minut. – To wystarczy. Jeśli przekroczymy ten czas, możemy zaburzyć rytm snu i czuwania, trudno nam będzie się wybudzić – mówi Romanowska.

Sjesta to ugruntowany zwyczaj w wielu krajach południa. O dobroczynnych właściwościach drzemki pamięta też reszta świata. Specjalne pokoje do drzemania (zwane „napping rooms”), powstały już w wielu krajach Azji, Europy i w Stanach Zjednoczonych. USA ogarnięte są modą „power napping”, w Chinach prawo do drzemki (xiu-xi) jest zagwarantowane konstytucyjnie. Kampanie promujące drzemki prowadzone są we Francji i USA...

W Japonii przysypianie w każdym możliwym miejscu (inemuri) jest normą, podobnie jak korzystanie z usług tzw. nat shopów. Mają one postać boksu z łóżkiem. Sen ułatwi zasłonka na oczy i płynąca ze słuchawek relaksacyjna muzyka, a do rzeczywistości przywoła budzik.

Według Katarzyny Romanowskiej w Polsce propozycje takie spotkają się z oporem zarówno pracodawców, jak i pracowników. – Współcześnie trzeba przeć do przodu. Jeśli pracownik te 15 minut może wykorzystać na pracę, dzięki której ma szansę prześcignąć konkurenta, a potem wrócić do domu i paść na twarz, najprawdopodobniej tak zrobi – mówi.

My przepisową przerwę w pracy wykorzystamy jednak raczej na wypicie kolejnej kawy czy zapalenie papierosa. Ale też mało który przełożony z radością spojrzy na smacznie pochrapującego podwładnego... Choć specjaliści twierdzą, że powinniśmy słuchać sygnałów wysyłanych przez organizm. Jeśli więc oczy nam się zamykają czy głowa opada – pozwolić im na to...

Jak sobie radzić i niezauważalnie dla nieprzychylnych oczu uciąć komara? Do klasycznych technik należy technika „na skarbonkę” (nazywana również „na popielnicę”: odchylona do tyłu głowa, otwarte usta, aż się prosi, by coś do nich wrzucić), „na dzięcioła” (głowa opada raz po raz, ale dzielnie i z refleksem podrywamy ją do góry) oraz „na przyjaciela” (za poduszkę służy osoba siedząca obok, zazwyczaj współpasażer, bo sprawdza się zazwyczaj w komunikacji miejskiej lub pociągach). Są to jednak metody dość widoczne. Lepiej zakamuflujemy się dzięki technice „na boksera” (splecione w pięści dłonie są podporą dla głowy, gest przypomina przygotowania do wyprowadzenia ciosu. Postawa ta może sugerować nasz głęboki namysł lub wysoką religijność, w razie wpadki reagujemy atakiem: „Dlaczego przerywasz mi medytację?”) lub „na ołówek” (głowa oparta na leżącym na biurku przedramieniu, druga ręka dynda nad podłogą, na której leży ołówek. W razie wątpliwości mówisz, że szukasz ołówka, który właśnie ci upadł).

Można też szukać zacisznego zakątka w miejscu pracy. – Mamy pokój do zebrań i konferencji, jest na końcu korytarza i najczęściej stoi pusty – opowiada Piotr, 30-letni pracownik dużej firmy elektronicznej. – Gdy poczuję się senny, przemykam się tam i sięgam po wepchniętą za szafę karimatę. Kilkanaście minut drzemki i od razu czuję się lepiej. Jeśli akurat zjawi się szef, ktoś mówi, że załatwiam coś w innej części budynku... Podobnie robi moja najbliższa współpracowniczka – dodaje.

Jeżeli się zdecydujemy na taka formę odpoczynku, uważajmy na wpadkę: – Kiedyś niewiele brakowało, by szef mnie przyłapał – wspomina Piotr. – Usłyszałem jego kroki i zobaczyłem zarys postaci tuż za drzwiami. Nie zdążyłbym się nawet poderwać z ziemi. Na szczęście zamknąłem drzwi na klucz, szef nacisnął klamkę i odszedł – oddycha z ulgą. Nie zawsze jednak na drzemkę znajdziemy czas: – W szwedzkiej firmie, gdzie pracowałam, dano mi możliwość popołudniowej drzemki w firmowym pokoju gościnnym. W praktyce szybko jednak okazało się, że mam tyle pracy, że nie ma szans, by odejść od biurka... – wspomina Katarzyna Romanowska.

Czas na drzemkę?

Warto, byś uciął sobie drzemkę:

- gdy trudna do opanowania senność znacząco przeszkadza ci w pracy, a szybkość wykonywanych przez ciebie zadań znacznie przez to spadła

Zapomnij o drzemce:

- jeżeli masz znaczne trudności z wieczornym zasypianiem lub cierpisz na bezsenność – drzemka może pogłębić te dolegliwości