Marta Pawłowska: Ile miał pan lat, gdy został pan prezesem fundacji?

Dariusz Żuk: Prezesem Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości zostałem jako 24-latek. Wcześniej byłem prezesem Studenckiego Forum Business Centre Club.

Ciężko było przestawić się z życia studenckiego na odpowiedzialne stanowisko prezesa dużej firmy?

Trochę tak. Jak się zaczyna pracę, będąc jeszcze młodym, człowiek szybciej się starzeje. Jednak jeśli chce się coś w życiu osiągnąć, trzeba zacząć wcześnie, choć czasem brakuje trochę doświadczenia. Pracę zacząłem od razu po BCC w inkubatorach, więc nie miałem okazji pracować gdzie indziej. Kiedy pojawiają się trudności, zastanawiam się, jak to jest rozwiązywane w innych dużych firmach.

Z drugiej strony AIP mają teraz 30 oddziałów, zatrudniają 60 osób. W zeszłym roku firmy funkcjonujące w ramach inkubatorów wypracowały 10 mln zł dochodu. To daje satysfakcję.

Ma pan zacięcie...

„Keep walking” to domena biznesu. A więc i moja. W biznesie trzeba być upartym, mieć jasno postawiony cel i znaleźć swoją pasję. Ja znalazłem ją w walce o polską przedsiębiorczość. W USA 60 proc. absolwentów studiów tworzy własne firmy, w Polsce to jedynie 2 proc. Chciałbym to zmienić. Młodzi Polacy powinni mieć szansę i możliwości otwierania własnych firm. Nam od 2005 roku udało się współtworzyć już 800 firm. Finansujemy się sami, a oprócz fundacji inkubatory to także agencja marketingowa i gazeta dla przedsiębiorców.

Gdzie się pan uczył przedsiębiorczości?

Zawsze się śmieję, że od najlepszych. Najpierw od mamy. Prowadzi biznes, więc od dziecka chodziłem po firmie, obserwowałem i „doradzałem”. W wieku 18 lat usłyszałem od mamy, że daję wskazówki jak doświadczony przedsiębiorca. Później uczyłem się od prezesa BCC Marka Goliszewskiego oraz posła i przedsiębiorcy Jacka Bachalskiego. Istotny wpływ miał na mnie też twórca Lukas Banku i Eurobanku Mariusz Łukasiewicz, który od zera stworzył dwa duże banki.

A szkoła?

Też się przydaje. Na studiach wyjechałem na stypendium do Finlandii. Ten wyjazd rzeczywiście dał mi bardzo wiele. Musieliśmy otworzyć i poprowadzić wirtualną firmę. Moja zajmowała się sprzedażą importowanego alkoholu. Na własnej skórze przekonałem się, że otwarcie własnego biznesu nie jest takie trudne.

Dlaczego nie otworzył pan typowej firmy, tylko inkubatory przedsiębiorczości?

Zawsze chciałem prowadzić kilka firm, poznać różne branże. Inkubatory przedsiębiorczości łączą to wszystko. W tej chwili w fundacji jest ponad 400 firm i czuję, jakbyśmy byli również ich współtwórcami. Prowadzimy im księgowość, zajmujemy się stroną prawną, przyznajemy pożyczki i dotacje. Pomagamy robić coś dobrego, tworzymy biznes. To dużo ciekawsze niż niejedna własna firma. Mam i biznes, i pomagam w rozwoju polskiej przedsiębiorczości.

Podejmujecie jakieś konkretne działania w tym celu?

W ciągu najbliższych pięciu lat chcemy wdrożyć system, który sprawi, że Polska stanie się krajem przedsiębiorczym. Potrzebny jest cały system wspierania. W jego ramach planujemy rozwój systemu edukacji, powołanie sześciu centrów biznesu wraz z biurami, laboratoriami i wirtualną obsługą młodych firm. Wspólnie ze znanym inwestorem z USA Tadem Witkowiczem tworzymy również fundusze Seed Capital i Venture. Przede wszystkim chcemy dalej rozwijać inkubatory i stworzyć wspólną wizualizację i nowe usługi, tj. mentoring i coaching.

Jakie najciekawsze pomysły realizowaliście?

Wiele było naprawdę oryginalnych. Od cmentarzy dla psów, przez budowanie robotów i ręcznie malowane filiżanki, po tak znane jak serwis GoldenLine, Highclass.pl czy Photoblog.pl. Świetnym pomysłem jest np. stomatologia turystyczna oferująca usługi turystom zagranicznym.

Ale ciągle mówi się o tym, że w Polsce nie opłaca się otwierać firmy.

Jest wiele trudności, ale na pewno warto. My stworzyliśmy warunki, w których jest dużo łatwiej. Wychodzę z założenia, że warto chociaż raz sprawdzić, czy nie jest się przypadkiem biznesmenem na skalę Billa Gatesa czy Leszka Czarneckiego. Ale w Polsce mówi się tylko o trudnościach. Jednak pomimo to wielu osobom się udaje i chyba warto o tym mówić. W Anglii jest np. specjalny program zachęcający ludzi do odchodzenia z dużych korporacji i otwierania własnych firm, bo jest to dobre nie tylko dla nich, ale dla całej gospodarki.

A jaka jest recepta na dobrą firmę?

Trzeba przede wszystkim odkryć swoją pasję. Na każdej pasji można zrobić biznes. Jeśli nas coś wciągnie, znajdziemy środki, żeby to zrealizować. Wbrew pozorom w Polsce jest więcej kapitału niż możliwych inwestycji. Jak jest pomysł, to można zwrócić się po pomoc do takich instytucji jak inkubatory. Ludzie, którym pomagamy, nie mogą uwierzyć, że tak niewiele trzeba, żeby otworzyć firmę. Pytają, gdzie jest haczyk. A tu nie ma haczyka. Naprawdę nie jest tak źle. Jeśli naprawdę coś chce się w życiu osiągnąć, to się uda.