Zapewni ją przedstawiona wczoraj dyrektywa o ochronie sygnalistów. Na ten specjalny status będą mogli liczyć nie tylko pracownicy, lecz także osoby samozatrudnione, zleceniobiorcy, a nawet nieopłacani stażyści, wolontariusze i kandydaci ubiegający się o posadę. Innymi słowy: każdy, kto ma mocne podstawy, aby sądzić, że w firmie czy urzędzie dochodzi do nadużyć.

Zgodnie z propozycjami Brukseli specjalna osłona ma przysługiwać informatorom zatrudnionym w dużych i średnich firmach oraz urzędach państwowych, wojewódzkich i samorządowych w gminach liczących ponad 10 tys. mieszkańców. – Każdy z tych podmiotów będzie musiał stworzyć wewnętrzne procedury informowania o nieprawidłowościach w środowisku pracy. Pracodawca będzie miał m.in. obowiązek zapewnić poufność osobie powiadamiającej o naruszeniach oraz zbadać zgłoszoną przez nią sprawę – tłumaczy Anna Wojciechowska-Nowak z Linii Etyki, ekspertka od whistleblowingu. Jeśli firma nie zareaguje na doniesienia, wówczas sygnalista powinien zwrócić się za pomocą specjalnego kanału do właściwego merytorycznie urzędu krajowego. kiedy i ta ścieżka nie zadziała, wówczas ma zielone światło, żeby przekazać swoje informacje mediom.

Na każdym z tych etapów przysługuje mu ochrona nie tylko przed zwolnieniem czy degradacją, lecz także przed wszelkimi innymi formami odwetu ze strony pracodawcy.

To, czy potencjalny informator uzyska parasol ochronny, zależy od tego, czego dotyczą jego zarzuty. – Ochrona będzie przysługiwać sygnalistom, którzy doprowadzą do ujawnienia przypadków naruszeń prawa unijnego w takich dziedzinach jak ochrona środowiska, rynek finansowy, zdrowie publiczne, bezpieczeństwo produktów, prawa konsumentów, ochrona danych osobowych, a także unikanie opodatkowania, zamówienia publiczne oraz przepisy antymonopolowe – wyliczał na konferencji prasowej wiceszef KE Frans Timmermans. A to oznacza, że złożenie raportu o przypadkach łamania np. kodeksu pracy nie zabezpieczy nikogo przed zwolnieniem.

WIĘCEJ WE WTORKOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"