Praca na jednym stanowisku może być świadczona przez kilku zatrudnionych. Jeśli grupa podwładnych (najczęściej na pełnym etacie) realizuje wspólnie np. konkretny projekt, możliwe byłoby wprowadzenie pracy zespołowej. Takie rozwiązania ma zaproponować powołana przez rząd komisja kodyfikacyjna, która przygotowuje projekty nowego kodeksu pracy (zbiorowego i indywidualnego). – To odpowiedź na potrzeby rynku – deklarują jej przedstawiciele. I argumentują, że nie każdy jest zainteresowany pracą codziennie po osiem godzin, a niektóre stanowiska coraz częściej wymagają na tyle różnych umiejętności, że powierzone zadanie musi realizować kilka osób.

Nietypowe formy wykonywania obowiązków mogą zyskać na popularności. Pod warunkiem jednak, że spełnione zostaną zapowiedzi ograniczenia zatrudniania na podstawie umów cywilnoprawnych. Te ostatnie umożliwiają obecnie elastyczną organizację pracy – wskazuje Izabela Zawacka, radca prawny i wspólnik kancelarii Wojewódka i Wspólnicy.

Nowe formy

Job sharing polega na podzieleniu jednego etatu na dwóch lub więcej pracowników. Teoretycznie jego wprowadzenie możliwe jest już teraz – wystarczy stworzyć jedno stanowisko, zatrudnić dwie osoby (każdą na pół etatu) i odpowiednio zaplanować im pracę (np. jedna ma wykonywać obowiązki od godz. 8 do 12, a druga od 12 do 16; można też wprowadzić np. zasadę, że każda z nich pracuje po osiem godzin co drugi dzień).

Problematyczna jednak w takim rozwiązaniu jest odpowiedzialność za efekty pracy. Trudno jednoznacznie określić zasady jej ponoszenia, skoro obecnie k.p. nie reguluje job sharingu. Dlatego zdaniem niektórych prawników niedopuszczalne jest zastąpienie indywidualnej odpowiedzialności pracownika tą wspólną, ponoszoną wraz ze współpracownikiem zatrudnionym na tym samym etacie. Po zmianach nie byłoby już tego typu wątpliwości.

– Job sharing jest uregulowany w projekcie w miarę precyzyjnie, ale wątpliwości budzi praca zespołowa, również w zakresie definicji – mówi prof. Monika Gładoch, wiceprzewodnicząca komisji kodyfikacyjnej i ekspert Pracodawców RP. Podkreśla, że ta forma organizacji czasu pracy ma być przeznaczona dla zespołów obsługujących wspólnie wyodrębnione placówki, jednostki organizacyjne oraz pracującym przy wspólnych projektach lub badaniach.

– W zasadzie jedynie ostatni człon tej definicji jest jasny. Trudno wytłumaczyć określenie "obsługujący wspólnie wyodrębnione placówki”. Być może w toku prac komisji uda się wypracować bardziej precyzyjne sformułowania – dodaje prof. Gładoch.

Praca zespołowa – podobnie jak job sharing – nie jest obecnie uregulowana w k.p. Taką formę wykonywania obowiązków cechuje przede wszystkim współdziałanie pracowników ujętych w jednej grupie, pełnienie różnych funkcji przez danego członka zespołu oraz zbiorowa odpowiedzialność za wyniki. To rozwiązanie optymalne, gdy proces realizacji danych obowiązków jest skomplikowany, ilość pracy przekracza możliwości jednej osoby lub istnieje duża współzależność zadań realizowanych przez poszczególnych pracowników.

Łatwiej z domu

Rozumiem potrzebę uelastycznienia form wykonywania obowiązków w firmach, ale większe znaczenie w tym zakresie miałyby ułatwienia w modelu home office. Obowiązujące przepisy dotyczące telepracy nie sprawdziły się, a osób zainteresowanych możliwością wykonywania obowiązków z domu przybywa – twierdzi Izabela Zawacka.

Z wcześniejszych zapowiedzi przedstawicieli komisji wynika, że zaproponuje ona m.in. rozdzielenie telepracy i pracy domowej. Ta druga dotyczyłaby przypadków, gdy pracownik wykonuje obowiązki zdalnie, poza siedzibą firmy, ale wyłącznie we własnym mieszkaniu. W takim przypadku ograniczona byłaby odpowiedzialność pracodawcy, np. w kwestii zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Obecnie właśnie ten wymóg jest największą barierą dla firm – nie chcą ponosić odpowiedzialności za bhp w miejscu, do którego mają ograniczony dostęp.

Pełny projekt nowego k.p. komisja ma zaprezentować w połowie marca. Wówczas swoje stanowisko w sprawie proponowanych zmian przedstawią rząd, pracodawcy i związki zawodowe.