Ustawa o jawności życia publicznego, której projekt przygotowali koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik, mocno rozszerzy grono osób zobowiązanych do składania oświadczeń majątkowych. W dokumentach trzeba będzie wykazywać majątek i zarobki nie tylko swoje, ale i małżonka. Informacje te będą zamieszczane w Biuletynie Zamówień Publicznych, gdzie widnieć będą przez sześć lat.

Wśród osób, które ustawa zobowiąże do składania oświadczeń, znajdzie się w zasadzie każdy, kto będzie uczestniczył w przygotowaniu lub udzieleniu zamówienia. Dotyczy to zarówno samych urzędników, jak i biegłych, którzy doradzają choćby przy opisie przedmiotu zamówienia.

Kierownik zamawiającego czy członkowie komisji przetargowych nie będą mieli wyjścia, ale jestem przekonany, że pozostałe osoby będą robić wszystko, by nie zaistnieć w przetargu i nie musieć składać oświadczeń majątkowych. To odbije się na ich jakości. Przecież urzędnicy zajmujący się przetargami są specjalistami w tej dziedzinie. Nie są inżynierami, budowlańcami czy specjalistami z zakresu IT – ostrzega Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Rady Zamówień Publicznych.

Kłóci się to z zapowiadanym przez rząd zwiększaniem innowacyjności polskich zamówień publicznych. Jak mają być innowacyjne, skoro jednocześnie ekspertów odstrasza się od pomocy w ich przygotowywaniu – pyta retorycznie.

Bez pomocy eksperta

Problem pojawi się we wszystkich przetargach o wartości przekraczającej 500 tys. zł (taki próg wyznacza projekt ustawy). Szczególnie poważny będzie przy zamówieniach specjalistycznych, np. na skomplikowane systemy IT, gdzie pomoc ekspertów jest w zasadzie niezbędna. W ich przypadku korzysta się czy to ze specjalistów z właściwych izb gospodarczych, czy to z prywatnych firm. To samo dotyczy wielu innych branż. Jeśli fachowiec uczestniczy w przygotowaniu specyfikacji, nie może potem startować w przetargu, a jego nazwisko musi zostać odnotowane w protokole postępowania. Na tym jednak obostrzenia się kończą. Po wejściu w życie ustawy będzie musiał złożyć oświadczenie majątkowe, do którego wgląd będzie miał każdy.

Wielu może odstraszać nie tylko sama konieczność ujawnienia majątku, ale też praca, jaka wiąże się z przygotowaniem oświadczenia. Trzeba chociażby oszacować wartość ruchomości, by sprawdzić, czy podlegają ujawnieniu. A ewentualny błąd grozi postępowaniem karnym – zauważa Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo. Zaznacza, że sam również dostrzega potrzebę zwiększania przejrzystości zamówień publicznych, ale obawia się, że nowe przepisy do tego się nie przyczynią.

Być może jakimś rozwiązaniem byłoby ograniczenie ich do obowiązku przekazywania oświadczeń majątkowych osób zaangażowanych w przygotowanie przetargów, ale bez publikacji w internecie – podpowiada.

Nieoficjalna pomoc

Paradoksalnie ustawa zamiast zwiększyć może zmniejszyć przejrzystość w przetargach. Jeśli bowiem specjalista, np. informatyk zatrudniony w urzędzie, będzie chciał pomóc w przygotowaniu specyfikacji istotnych warunków zamówienia na sprzęt komputerowy, to zrobi to nieoficjalnie, tak aby nie składać oświadczenia majątkowego. Tyle że wówczas jego nazwisko nie zostanie nigdzie odnotowane, więc jeśli nawet dobierze parametry tak, aby preferować konkretnego sprzedawcę, nikt nie dowie się, że to jego wina.

Zastrzeżenia wzbudza nie tylko szeroki krąg osób, które będą składać oświadczenia w przetargach, ale również zakres ujawnianych informacji. Członek komisji przetargowej czy biegły powołany w przetargu będzie musiał także podać, ile i gdzie zarobił jego współmałżonek.

"Udostępnienie w BIP, w tak szerokim zakresie, danych dotyczących osób zobowiązanych do złożenia oświadczenia majątkowego, w tym danych dotyczących osób trzecich, budzi wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjnego prawa do ochrony życia prywatnego" – napisał w stanowisku do projektu ustawy rzecznik praw obywatelskich dr Adam Bodnar.