Wartość transferów za granicę, które zrobili w pierwszej połowie roku zatrudnieni u nas cudzoziemcy, rośnie skokowo od kilku kwartałów. Po rekordowych trzech pierwszych miesiącach tego roku, gdy z Polski wypłynęło 4,3 mld zł, kwiecień, maj i czerwiec były jeszcze lepsze. Z danych NBP opublikowanych wczoraj wynika, że w II kwartale zagraniczni pracownicy zarobili i przekazali do domów kolejne 5,3 mld zł. W sumie za całą pierwszą połowę roku to już 9,6 mld zł – o 62 proc. więcej niż w pierwszym półroczu 2016 r.

Transfery rosną, ale też nie mogło być inaczej, bo nasz rynek pracy szeroko otworzył drzwi dla przybyszów, zwłaszcza tych z Ukrainy. Oficjalne dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazują, że w pierwszej połowie roku polscy przedsiębiorcy wydali prawie 950 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców. To o połowę więcej niż rok temu. Prym wiodą pracownicy z Ukrainy (ponad 904 tys. oświadczeń w porównaniu do 614 tys. rok wcześniej).

Podobne zależności widać w liczbie zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. W I połowie tego roku wydano ich ponad 108 tys., z czego 91 tys. dotyczyło Ukraińców. Rok wcześniej zezwoleń było 51,5 tys., w tym 42,6 tys. dla naszych wschodnich sąsiadów.

Lawinowo rosnąca liczba przybyszów to główny powód coraz wyższych transferów. Inny to fakt, że cudzoziemcy więcej zarabiają. Do tej pory to właśnie imigracja zarobkowa hamowała wzrost płac, bo wypełniała częściowo lukę na rynku pracy. Ale te czasy się kończą.

– Sytuacja gospodarcza jest dzisiaj inna niż rok czy dwa lata temu. Rynek jest w takim stadium, że dalsze zwiększanie zatrudnienia z wykorzystaniem krajowej siły roboczej jest trudne, często niemożliwe. A liczba imigrantów – choć rośnie – i tak nie wystarcza, by zaspokoić potrzeby rynku. Ona łagodzi napięcia, ale ich nie likwiduje. W związku z tym wzrost płac zaczyna przyspieszać – wyjaśnia Jakub Borowski, ekonomista Crédit Agricole. Jego zdaniem pracownicy z zagranicy w naturalny sposób też są beneficjentami tego, co od kilku miesięcy możemy obserwować w gospodarce – czyli właśnie wzrostu wynagrodzeń. Według ostatnich danych GUS płace w firmach w sierpniu poszły w górę o 6,6 proc. To więcej, niż prognozowali ekonomiści.

Pracownicy z zagranicy mogą przecież zmieniać pracodawców, firmy, a nawet całe sektory. Widzą, co się dzieje, że płace rosną. Dzięki temu ich pozycja negocjacyjna się wzmacnia – ocenia Borowski. Zwraca uwagę, że cudzoziemcy stali się już stałym elementem polskiego rynku pracy. I nie jest tak, że można im bez końca płacić minimalną stawkę, zaś ich polskim kolegom na podobnych stanowiskach dawać podwyżki.

– Być może występuje zróżnicowanie wysokości płac, ale jest korelacja: jeśli pracodawca daje podwyżki, to również cudzoziemcom – komentuje ekonomista.

W podobnym tonie wypowiada się Andrzej Kubisiak, dyrektor zespołu analiz w Work Service, firmie zajmującej się rynkiem pracy. Według niego ostatnie wzrosty płac ujęte w danych GUS (w sierpniu wynagrodzenia szły do góry najszybciej od pięciu lat) to przede wszystkim efekt podwyżek dla pracowników niskiego szczebla.

– A właśnie te prace, niewymagające wyższych kwalifikacji, wykonują u nas najczęściej Ukraińcy. I oni też są beneficjentami wzrostu wynagrodzeń. Doskonale wiedzą, jaka jest sytuacja na polskim rynku, że brakuje chętnych do pracy, więc domagają się podwyżek i zwiększają oczekiwania finansowe – tłumaczy Kubisiak. Dodaje, że na wzrost poziomu wynagrodzeń Ukraińców wpłynęło też wprowadzenie 1 stycznia minimalnej stawki za godzinę brutto wynoszącej 13 zł. Ich również ona obejmuje.

Eksperci zwracają uwagę, że cudzoziemców dotyczą te same zjawiska, co Polaków. W sytuacji rosnących niedoborów kadrowych firmy próbują przyciągać pracowników albo choć zatrzymać ich odpływ, właśnie podnosząc pensje.

– Korzystają na tym zarówno Polacy, jak i goście z zagranicy, czyli w głównej mierze Ukraińcy. Trzeba przy tym pamiętać, że praca osoby ze Wschodu wcale nie jest tańsza. Wielokrotnie do wynagrodzenia dochodzą koszty pozapłacowe, np. opłata za mieszkanie. Pracodawcy wolą bowiem zapewnić pracownikowi z Ukrainy lokum, niż w ogóle nikogo na to miejsce nie znaleźć – mówi dyrektor Work Service. I dodaje, że całkiem prawdopodobne jest przyspieszenie dynamiki wzrostu płac w kolejnych miesiącach.

To oznacza, że do rosnących transferów z tytułu wynagrodzeń cudzoziemców powinniśmy się przyzwyczaić. Już w tej chwili kwoty, które przekazują do swych krajów, są wyższe niż pieniądze przysyłane przez Polaków pracujących za granicą krócej niż rok. Według danych NBP w II kwartale do kraju napłynęło z tego tytułu 3,1 mld zł.

W ciągu roku liczba zezwoleń na zatrudnienie wzrosła dwa razy