Sprawa dotyczyła Bogdana Bărbulescu, zatrudnionego na stanowisku inżyniera ds. spraw sprzedaży. Na prośbę przełożonych mężczyzna zainstalował sobie komunikator internetowy Yahoo Messenger, aby za jego pośrednictwem szybko odpowiadać na pytania klientów. Po jakimś czasie szefostwo poinformowało pracownika, że przez tydzień monitorowano jego aktywność w sieci i są dowody na to, że korzystał z niej do celów prywatnych, czego zakazuje regulamin. Wprawdzie Bărbulescu przekonywał, że to nieprawda, ale pracodawca przedstawił mu 45-stronicową transkrypcję wiadomości, które wymienił ze swoją narzeczoną i bratem. Wszystkie dotyczyły spraw osobistych. W konsekwencji rozwiązano z inżynierem umowę o pracę za naruszenie wewnętrznych regulacji przedsiębiorstwa.

Bărbulescu poskarżył się do sądu, gdzie dowodził, że wypowiedzenie jest nieważne, gdyż firma ograniczyła jego konstytucyjne prawo do tajemnicy korespondencji. Pozew został oddalony. Sąd stwierdził, że zwolnienie dyscyplinarne było zgodne z przepisami, bo pracownicy firmy byli informowani o zakazie korzystania w niej z internetu do celów prywatnych. Kontrolowanie korespondencji personelu to zaś jedyny sposób, aby sprawdzić, jak wykonują swoje obowiązki. Rozstrzygnięcie to podtrzymał sąd odwoławczy. W konsekwencji Bărbulescu złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, powołując się na naruszenie jego prawa do życia prywatnego i ochrony korespondencji (art. 8 konwencji).

ETPC w wyroku z 2016 r. przypomniał, że telefony i e-maile wysyłane z siedziby firmy zasadniczo mieszczą się w pojęciu "życia prywatnego", a pracownicy mogą oczekiwać, że nie są szpiegowani w miejscu zatrudnienia, chyba że wcześniej zostali uprzedzeni o takiej możliwości. Sędziowie strasburscy podkreślili też, że przewinienie dyscyplinarne inżyniera było niezaprzeczalne, a pracodawca zdecydował się przejrzeć jego korespondencję w przekonaniu, że dotyczy ona wyłącznie spraw zawodowych. Nie było nic niewłaściwego w tym, że chciał zweryfikować, czy osoby, które zatrudnia, wywiązują się ze swoich zadań w godzinach pracy. Tym samym trybunał w Strasburgu orzekł, że nie doszło do naruszenia konwencji. Na wniosek skarżącego zdecydował się jednak przekazać sprawę do ponownego rozpoznania Wielkiej Izbie ETPC.

W ogłoszonym wczoraj wyroku zwrócono uwagę, że nie jest jasne, czy zwolniony pracownik został wcześniej zawiadomiony o możliwości prowadzenia monitoringu korespondencji ani jego zakresie i środkach. Zgodnie z dyrektywą o ochronie danych osobowych (95/46/EC) pracodawca powinien był to zrobić przed rozpoczęciem kontroli, zwłaszcza jeśli obejmowała ona także treść przesyłanych wiadomości. Wielka Izba wytknęła też sądom krajowym, że nie zainteresowały się skalą ingerencji w prywatność zatrudnionych, a przecież firma hurtowo rejestrowała ich komunikację w internecie. Podobnie pominęły one ocenę, czy firma miała mocne uzasadnienie, aby tak restrykcyjnie kontrolować korespondencję personelu.

Co prawda, pracodawca Bărbulescu tłumaczył, że robi to w trosce o stabilność systemu informatycznego i bezpieczeństwo tajemnic handlowych, ale – jak podkreśliła Wielka Izba – nie było dowodów na to, że skarżący faktycznie naraził go na ryzyko. A sądy krajowe zignorowały kwestię, czy celów, które stały za monitoringiem, przedsiębiorstwo nie mogło było osiągnąć mniej inwazyjnymi metodami niż inwigilacją, a także, czy zwolnienie dyscyplinarne (najostrzejsza sankcja) było adekwatną reakcją na popełnione naruszenie. Z tych powodów Wielka Izba ETPC doszła do wniosku, że konwencja została w tej sprawie naruszona. Nie przyznała jednak skarżącemu zadośćuczynienia, uznając, że stanowi je już samo stwierdzenie złamania art. 8.