Jak wynika z opublikowanych wczoraj danych GUS dotyczących sektora przedsiębiorstw (firm niefinansowych zatrudniających co najmniej 10 osób), branżą, która w ostatnich 12 miesiącach najszybciej zwiększała zatrudnienie, była "informacja i komunikacja". Urosło ono o 10,8 proc., sięgając 214 tys. osób. Od początku 2010 r. liczba pracujących w tym sektorze, obejmującym działalność wydawniczą, telewizje czy telekomunikację, ale także branżę informatyczną, zwiększyła się o niemal 50 tys. Tam również są jedne z najwyższych pensji. W pierwszych siedmiu miesiącach tego roku średnie wynagrodzenie brutto przekraczało tam 7,6 tys. zł.

Branża motoryzacyjna, chociaż w skali ostatnich 12 miesięcy lokuje się pod koniec pierwszej dziesiątki, to przez ostatnie sześć i pół roku należała do liderów wzrostu zatrudnienia. Liczba pracujących zwiększyła się tam w tym czasie o niemal 40 proc., sięgając 184 tys. Motoryzacja – jeden z motorów wzrostu naszego eksportu (choć głównie za sprawą producentów części) – może się pochwalić również jednym z największych wzrostów wynagrodzeń. Przekroczył on od 2010 r. 30 proc. Przeciętna płaca to ponad 4,6 tys. zł.

Pod względem wzrostu wynagrodzeń jeszcze lepiej jest w pokrewnej branży "produkcja pozostałego sprzętu transportowego" (to m.in. fabryki taboru kolejowego, ale też statków). Tam średnia płaca w ciągu sześciu lat podskoczyła o 40 proc., do 4,7 tys. zł. Zatrudnienie jest jednak takie samo, jak na początku 2010 r. Wynosi 42 tys. osób.

Przegrani to górnicy i budowlańcy. W górnictwie liczba pracujących spadła od początku 2010 r. o jedną trzecią, do 87 tys. W budownictwie spadek wyniósł niespełna 9 proc., ale w firmach, które zajmują się wznoszeniem budynków, było to niemal 25 proc. Częściowo można to tłumaczyć rosnącym udziałem szarej strefy i przechodzeniem z umów o pracę, np. na zlecenia. Chociaż górnictwo wciąż należy do najlepiej wynagradzanych branż, to wzrost wynagrodzeń w ostatnich sześciu latach niewiele przekroczył tam 20 proc., a więc był stosunkowo niski. Budowlanka wypada jednak zdecydowanie gorzej: między 2010 a 2016 r. przeciętna płaca zwiększyła się tam o 14 proc. ⒸⓅ