Związki zawodowe podkreślają, że już od dawna postulowały o wprowadzenie minimum godzinowego dla zatrudnionych na innej podstawie niż umowa o pracę. Jak zaznaczył w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową przewodniczący OPZZ Jan Guz, dobrze, że rząd chce uwzględnić te postulaty, jednak według związkowych wyliczeń, stawka ta powinna wynieść 15 złotych.

Szef OPZZ przypomina, że osoba zatrudniona na tzw. umowie śmieciowej ponosi dodatkowe koszty związane z wykonywaniem takiej pracy. Pracownik na umowie cywilnoprawnej sam musi musi płacić za obowiązkowe badania lekarskie, wszelkiego rodzaju szkolenia, odłożyć na urlop, często przygotować swoje narzędzia pracy, pieniądze na delegacje.

Jeśli odejmie te wszystkie koszty, których nie ponosi pracownik z umową o pracę, to zostanie mu netto za godzinę góra 9, 10 złotych - zwraca uwagę Jan Guz.

Pracodawcy twierdzą natomiast, że propozycja wypłacania minimum 12 złotych za godzinę w każdym regionie kraju i za każdy rodzaj pracy jest oderwana od rzeczywistości. Według profesora Jacka Męciny - doradcy Konfederacji Lewiatan, chociaż zmierzanie w kierunku 12 złotowej stawki godzinowej ma sens, to w regionach o wysokim bezrobociu może to skutkować wzrostem szarej strefy.

Rozmówca IAR podkreślił, że przedsiębiorcy zgadzają się z tym, że trzeba poprawiać jakość pracy. W tę poprawę trzeba jednak inwestować z umiarem. Jeśli przesadzimy z regulacjami, to będzie to miało odwrotny od zamierzonego skutek - dodaje profesor Męcina. Zwraca też uwagę, że wspomnianą przez Jana Guza 15 złotową stawkę można, zgodnie z kodeksem pracy wynegocjować czy to na poziomie zakładowym czy branżowym.

I rzeczywiście minimalną stawkę godzinową wynoszącą 15 złotych 60 groszy udało się ostatnio wynegocjować w budownictwie - przyznaje przewodniczący OPZZ Jan Guz. Pod deklaracją podpisało się oprócz związków zawodowych 7 organizacji pracodawców budownictwa oraz 7 organizacji wspierających budownictwo.