Pakiet poświęcony mobilności ma na początek podsumować skalę zjawiska i jego skutki. Znajdzie się w nim zestawienie dotyczące tego, jakie kraje eksportują najwięcej pracowników zagranicę (i jednocześnie ilu obcokrajowców zasila ich rynek pracy). I jaki wpływ to ma na rynek pracy w obu typach krajów. Według danych Eurostatu, w 2004 roku w skali europejskiej 2,1 proc. pracowników pracowało poza swoim krajem pochodzenia. W 2013 roku było to już 3,3 proc. Nie jest tajemnicą, że Polacy stali się najbardziej mobilnym narodem. Polscy pracownicy stanowią aż 14 proc. wszystkich Europejczyków pracujących zagranicą, głównie w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Irlandii. W samym 2013 roku 263 tys. Polaków wyjechało z Polski, szukać pracy. W tym czasie pracę do pracy w Polsce przyjechało 14 tys. cudzoziemców.

- Choćby na przykładzie Polski można powiedzieć o wielorakich skutkach takiej sytuacji. Z jednej strony ktoś może powiedzieć, że taki ruch jest niekorzystny dla Wielkiej Brytanii, bo obciąża tamtejszy system socjalny. Ale z drugiej strony do tejże Wielkiej Brytanii przyjeżdżają ludzie już wykształceni na koszt swojego kraju i dokonuje się drenaż mózgów, czyli Polska traci wykwalifikowanych pracowników - mówi Marianne Thyssen, która w Krakowie podczas spotkań chce poruszyć ten wątek. Nie wiadomo jeszcze jaką formę prawną przyjmie pakiet.

Ale to nie wszystko. Bo w ramach pakietu belgijska komisarz chce się przyjrzeć dyrektywie o pracownikach delegowanych. Dyrektywa ta pierwotnie przyjęta w 1996 roku, została w ubiegłym roku znowelizowana. Czemu towarzyszyły spore kontrowersje. I choć nie została jeszcze w pełni wdrożona, kraje członkowskie mają na to czas do 2016 roku, Marianne Thyssen uważa, że warto byłoby do niej wrócić. W kontekście koordynacji regulacji systemu ubezpieczeń społecznych.

Według szacunków KE w 2011 r. w UE pracowało 1,2 mln pracowników delegowanych. Najwięcej pracowników delegowanych pochodzi właśnie z Polski (228 tys.), Niemiec (227 tys.), Francji (144 tys.). Następne są Rumunia, Węgry, Belgia i Portugalia. - Na razie chcę się tylko przyjrzeć dyrektywie. To nie będzie rewizja, tylko przegląd - podkreśla komisarz, nie wykluczając jednak, że w przyszłości dyrektywa może zostać  poddana korekcie. Ale na pewno nie będzie to szybka i prosta decyzja. - Polska jako kluczowy kraj w tym kontekście może być częścią rozwiązania. Chciałabym wysłuchać opinii polskich przedsiębiorców, władz samorządowych.

Marianne Thyssen jest też jednym z trzech komisarzy, zajmujących się protestami w związku z wprowadzeniem płacy minimalnej w Niemczech. - Kontaktowali się ze mną polscy związkowcy, przedstawiciele branży transportowej. Teoretycznie płaca minimalna powinna być czymś korzystnym dla pracowników, ale ten przypadek jest szczególny, bo zahacza o tak ważną kwestię jak swoboda przepływu pracowników i wspólny rynek. Biorąc pod uwagę, że i inne kraje rozważają wprowadzenie takiego modelu, odpowiedź jaką Komisja Europejska udzieli władzom niemieckim będzie stanowić precedens - dodaje Marianne Thyssen.