Dlaczego Lidl panią zwolnił?

Za działalność związkową.

Nie wierzę, przecież to nie XIX wiek. Lidl to wielka międzynarodowa korporacja szczycąca się wysokimi standardami.

A jednak.

I to był oficjalny powód? Wypowiedzenie z powodu działalności związkowej?

Oczywiście, że nie. Oficjalne powody to bezprawne przejście na etat związkowy, fałszowanie podpisów i nielegalne akcje protestacyjne przed sklepami.

Czy zarzuty są prawdziwe?

Nie.

Zaskarżyła pani pracodawcę?

Tak. Sprawa jest w sądzie. Znając polskie realia, podejrzewam, że wyrok będzie za dwa lub trzy lata.

Jak się zaczęła pani związkowa działalność?

Jeszcze przed rokiem 2013 przyszli do mnie do sklepu ludzie z Komisji Krajowej „Solidarności” z pytaniem, czy nie chciałabym założyć związków w Lidlu. Taka myśl już wcześniej chodziła mi po głowie, ucieszyłam się więc z ich propozycji, bo zupełnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Podałam im numer telefonu i spotkaliśmy się u mnie w domu. I zaczęłam organizować związek.

Gdzie pani wtedy pracowała?

W jednym ze sklepów Lidla w Łodzi. Zaczynałam pięć lat temu jako pracownik sklepu, po okresie próbnym zostałam zastępcą drugiego kierownika. A rok czy półtora roku później awansowałam na zastępcę kierownika sklepu. Na moim sklepie pracowały jakieś 20–22 osoby.

Powiedziała pani kierownikowi, że robi związek?

Oczywiście, że nie. Obawiałam się, że zostanę od razu zwolniona.

Skąd ta pewność?

Bo wiedziałam, że w 2006 r. lub w 2007 r. były próby założenia związku w Lidlu. Zakładano go nocą w sklepie, ale wszyscy, którzy do niego dołączyli, zostali zwolnieni. Oczywiście nie za związki, tylko dlatego, że „pracodawca utracił zaufanie do pracownika”. Żadnym przełożonym więc nie mówiłam.

I co było dalej?

Całą rozmowę z Justyną Chrapowicz, szefową Komisji Zakładowej "Solidarności" w Lidl Polska czytaj w elektronicznym wydaniu Magazynu "DGP" >>>