W ubiegłym roku firmy zatrudniające jedną i więcej osób (czyli wszystkie poza samozatrudnionymi) utworzyły o 8 proc. więcej nowych miejsc pracy niż w 2012 r. – wynika z danych GUS. – Wzrost wynikał z poprawy koniunktury w drugim półroczu ubiegłego roku – ocenia w rozmowie z DGP Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Przedsiębiorstwa zwiększały zatrudnienie, ponieważ rosły ich zamówienia. A przy rozpowszechnionych umowach długoterminowych zatrudnienie pracownika jest obciążone znacznie mniejszym ryzykiem.

Jak się okazuje, najwięcej nowych miejsc pracy utworzono w placówkach handlowych oraz warsztatach naprawiających pojazdy (25,3 proc.), a także w firmach przemysłowych (20,3 proc.). Znaczna liczba nowych etatów powstała także w budownictwie (12,7 proc.). Sytuacja była jednak mocno zróżnicowana regionalnie. Na pierwszym miejscu znalazło się woj. mazowieckie, gdzie stworzono 96,8 tys. nowych miejsc pracy. Druga na tej liście była Wielkopolska, gdzie powstało 60,9 tys. etatów, a kolejne pozycje zajęte zostały przez Śląsk (57,4 tys.), Dolny Śląsk (42,7 tys.) oraz Pomorze (33,8 tys.). Z kolei najmniej miejsc pracy utworzono w województwach opolskim (9,2 tys.) i podlaskim (8,6 tys.).

Co ważne, w ubiegłym roku liczba zlikwidowanych etatów była o 7,8 proc. niższa niż przed rokiem i wyniosła 347,1 tys. W rezultacie nowych miejsc pracy było o ponad 155 tys. więcej niż tych, które zniknęły z rynku. Tymczasem na rynek pracy wkroczyło ponad pół miliona absolwentów różnego typu szkół. Zatrudniono ich jednak nie tylko na nowych miejscach pracy, ale także na etatach po osobach, które przeszły na emerytury i renty (około 170 tys.) lub które przedwcześnie zmarły.

Mimo to dla absolwentów zabrakło około 150 tys. miejsc pracy. Liczba bezrobotnych była jednak w grudniu tylko o 21 tys. większa niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Wyjaśnienie tej różnicy jest proste. Nie wszyscy rejestrują się w urzędach pracy. Jedni znajdują zatrudnienie w szarej strefie, innym nie pozwala na to ambicja. Wzrost liczby bezrobotnych zahamowały także liczne wyjazdy Polaków za granicę w poszukiwaniu pracy, wyższej pensji lub lepszych perspektyw na przyszłość.

Można się spodziewać, że w tym roku wraz ze wzrostem gospodarczym nowych miejsc pracy będzie przybywać. Jednak – jak wskazuje Grzegorz Maliszewski – boomu na rynku pracy nie należy się spodziewać. Wzrost gospodarczy wciąż będzie zbyt wolny; rząd przewiduje go na poziomie 2,5 proc., zaś minister finansów Mateusz Szczurek optymistycznie twierdzi, że jest szansa na przekroczenie 3 proc. Ale to nie załatwi pracy wszystkim.