Autorzy Diagnozy Społecznej 2013 przyjrzeli się bliżej Polakom pracującym w 54 zawodach. Nie tylko temu, ile czasu spędzają oni w pracy, jak często zmieniają miejsce zatrudnienia i czy wielu jest wśród nich bezrobotnych. Także temu, jak wygląda ich życie rodzinne, czy mają dzieci, czy są w stałych związkach, czy prowadzą zdrowy tryb życia i czy mają tendencję do tycia, czy są zadowoleni ze swoich osiągnięć zawodowych i jak wygląda ich dobrostan psychiczny. Różnice są ogromne i nie zawsze pokrywają się z linią wysokich i niskich zarobków. Jak się okazuje, różne grupy zawodowe mają zupełnie odmienne style życia.

To, że najbardziej zadowoleni ze swojego statusu i pracy są dyrektorzy i przedstawiciele władz (aż 73 proc. tak uważa), nie zaskakuje. Ale już to, że wśród nich jest najmniej singli (6 proc.), może dziwić. Tym bardziej że na pracę poświęcają całkiem sporo czasu – bo aż 42 godziny tygodniowo. Nie planują emigracji i mają, zaraz po grupie kelnerów, największą liczbę przyjaciół (średnio 8). No, tak dużo zarabiają, to i są zadowoleni – można pomyśleć. Jednak przegląd innych, także nieźle sytuowanych grup zawodowych burzy ten obraz. Wśród informatyków, którzy nie tylko problemów z zatrudnieniem nie mają, zarabiają coraz więcej, a do tego są jedną z najmłodszych grup wiekowych (średnio 36 lat), zadowolonych z pracy jest ledwie 38 proc. spośród przebadanych. Podobnie jest z prawnikami, których zawód przecież zawsze społecznie uchodził za świetny. Nie dość, że co czwarty z pytanych w ostatnim czasie zmienił miejsce pracy, to jeszcze zadowolonych z niej jest niecałe dwie trzecie respondentów. Szczęśliwsi są już fryzjerzy, którzy nie tylko są zadowoleni z życia (67 proc.), ale także ze swojej pracy.

Jednak to właśnie fryzjerzy najczęściej myślą o samobójstwie. Skąd ten paradoks? – Tu nie ma prostych wyjaśnień, jedno nie musi wynikać z drugiego. Tak jak w Szwecji, gdzie społeczeństwo żyje w relatywnym dobrobycie, liczba samobójstw wcale nie jest tak mała – mówi prof. Janusz Czapiński, współautor diagnozy.

Jest coś, co łączy bardzo różne pod wieloma względami grupy zawodowe – to brak zaufania do ludzi, a także do demokracji. – W Polsce poziom zaufania do ludzi należy do najniższych w Europie – mówi prof. Czapiński. Na tle całości pozytywnie wyróżniają się jedynie twórcy, artyści, literaci i dziennikarze (46 proc. ufających). Nie idzie to z kolei w parze z religijnością – właśnie oni mają najmniejsze zaufanie do religii i najrzadziej uczestniczą w obrzędach kościelnych. Do kościoła najczęściej chodzą rolnicy, taksówkarze, nauczyciele oraz, co już nie jest tak przewidywalne, wspomniani wcześniej dyrektorzy i przedstawiciele władz.

Udział osób w stanie wolnym jest silnie skorelowany z wiekiem (to może tłumaczyć, że wśród dyrektorów jest tylu żyjących w związku małżeńskim). Nic dziwnego zatem, że największy odsetek singli jest w zawodach najmłodszych: dziennikarzy i twórców, kelnerów, informatyków, ale jest ich także dużo wśród prawników, robotników pomocniczych w górnictwie i budownictwie. Najmniej singli jest wśród kolejarzy i sprzątaczy. Oni też mają pod opieką najwięcej dzieci. Jednak to nie zawód wpływa na liczbę posiadanego potomstwa. Z diagnozy wynika, że ci, którzy rezygnują z posiadania dzieci, robią to najczęściej z powodów materialnych. Jednak nie ma to realnego związku z wysokością zarobków (a więc i z zawodem). Bo rezygnują właśnie wykształceni i bogatsi, obawiając się, że nie zapewnią dzieciom odpowiedniego poziomu życia, a standard ich życia się obniży.