To efekt pogorszenia sytuacji finansowej firm – twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Potwierdzają to dane GUS za I kw. Według nich przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 49 pracowników zarobiły w tym czasie na czysto 17,6 mld zł, ale było to aż o ponad jedną czwartą mniej niż przed rokiem. – Ponadto przy pogarszającej się koniunkturze gospodarczej narastają zatory płatnicze między firmami – dodaje Sędzimir. W efekcie wiele przedsiębiorstw traci płynność finansową i nie ma pieniędzy na wypłatę wynagrodzeń.

Narastaniu zaległości firm w wypłacie uposażeń sprzyja również wysokie bezrobocie. Niektórzy pracodawcy to wykorzystują – pracownicy często nie buntują się z powodu opóźnień w wypłacie pensji. Wiedzą, że jeśli będą protestować, stracą pracę. Dlatego problem z niewypłacaniem pensji może być większy, niż mówią o tym oficjalne statystyki PIP, która kontroluje tylko część funkcjonujących przedsiębiorstw.

Są też firmy, które z premedytacją opóźniają wypłatę wynagrodzeń, bo w ten sposób uzyskują tani, nieoprocentowany kredyt.

– Jeszcze do końca tego roku opóźnienia w wypłacie wynagrodzeń mogą przybierać na sile – twierdzi Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Bank. Jego zdaniem sytuacja może się zacząć zmieniać na korzyść dopiero w przyszłym roku, po wyraźniejszej poprawie koniunktury, gdy firmy zaczną notować lepsze wyniki finansowe. Są już pierwsze sygnały, że gospodarka odbija się od dna. Produkcja przedsiębiorstw w czerwcu wzrosła o 3 proc. – bardziej niż się spodziewali najwięksi optymiści.