Spadające inwestycje i zaciskanie pasa przez Polaków w największym stopniu odczuły osoby samozatrudnione. To im najłatwiej jest zawiesić działalność. Można to bowiem zrobić na okres od 30 dni do 24 miesięcy, jeśli nie zatrudnia się u nikogo na podstawie umowy o pracę.

Zdaniem analityków gwałtowny wzrost liczby takich firm związany jest z tym, że od wielu lat duże przedsiębiorstwa najchętniej zatrudniają pracowników na zasadzie samozatrudnienia. Część z nich straciła zajęcie w ubiegłym roku. Wtedy bowiem ruszyło cięcie kosztów w związku z pogorszeniem się koniunktury gospodarczej. Ci, którzy nie znaleźli nowego zlecenia, zawieszali działalność, by nie ponosić kosztów związanych z utrzymaniem firmy – dzięki temu nie musieli na przykład odprowadzać składek na ZUS.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że część przedsiębiorców po prostu przeniosła się do szarej strefy, bo uzyskiwali zbyt niskie dochody, aby się utrzymać. Nie zdecydowali się na wyrejestrowanie z systemu REGON, ponieważ w ten sposób zachowują możliwość szybkiego powrotu do legalnego biznesu. Widzą więc jeszcze szansę na prowadzenie działalności gospodarczej w przyszłości, licząc na kontrakty, gdy poprawi się koniunktura w ich branży.

Wśród firm, które czasowo przestały działać, najwięcej było przedstawicieli branży budowlanej i handlowej. – W budownictwie jest dużo małych firm. Część z nich zawiesza okresowo działalność, bo jest to praca sezonowa. Inne zostały do tego zmuszone, bo skurczył się między innymi rynek mieszkaniowy i zabrakło dla nich zajęcia – wyjaśnia Jarosław Strzeszyński z Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości. Z kolei małe placówki handlowe nie wytrzymują konkurencji z supermarketami i dyskontami.