W ciągu 12 miesięcy do lipca w Kalifornii powstało 365 tys. etatów w sektorach pozarolniczych, co oznacza 2,6 proc. wzrostu – podał w zeszłym tygodniu Departament Pracy. W tym samym czasie w Teksasie przybyło ich 222,5 tys., o 2,1 proc. więcej niż rok wcześniej.

Zmiana jest znamienna. Od sierpnia 2010 r., kiedy po recesji w obu największych pod względem liczby ludności i potencjału gospodarczego stanach znów zaczęło rosnąć zatrudnienie, na 24 miesiące aż przez 18 miesięcy w Teksasie tempo wzrostu było szybsze. Kalifornia, która gdyby była niezależnym państwem, byłaby dziewiątą największą gospodarką świata, stała się wręcz symbolem kryzysu – tylko w ostatnich dwóch miesiącach trzy tamtejsze miasta ogłosiły bankructwo. Doszło do tego, że w zeszłym roku delegacja władz Kalifornii pojechała do Austin podejrzeć, w jaki sposób Teksas radzi sobie ze zmniejszaniem bezrobocia.

W Teksasie – który jako niezależne państwo na liście największych gospodarek świata zajmuje 13. miejsce – jest realizowany republikański model gospodarczy. Nie ma podatku dochodowego, a większość dochodów stanu pochodzi z 6,25 proc. podatku od sprzedaży, który zresztą jest o punkt procentowy niższy niż w Kalifornii. Do tej pory bez wątpienia lepiej działał model teksański – w Kalifornii bez pracy jest 10,7 proc. osób, co stanowi trzeci najwyższy odsetek w USA (po Newadzie i Rhode Island), w Teksasie – 7,2 proc., czyli mniej, niż wynosi średnia krajowa. Do tego ma on wyższe oceny wiarygodności kredytowej niż Kalifornia. Dlatego też Republikanie mogli wskazywać na Teksas jako dowód na to, że niskie podatki, odpowiedzialna polityka budżetowa i przyjazne biznesowi prawo są kluczem do zmniejszenia bezrobocia i wzrostu gospodarczego.

Kalifornijczycy nie tylko nie zastosowali u siebie zbyt wiele rozwiązań z Teksasu, ale wręcz wprowadzili przeciwne. Przy okazji wyborów prezydenckich odbędzie się referendum stanowe w sprawie podniesienia podatku od sprzedaży – już teraz najwyższego w kraju – z 7,25 do 7,5 proc., zaś stopa stanowego podatku dochodowego od osób zarabiających co najmniej milion dolarów rocznie wzrośnie z 10,3 do 13,3 proc. – również najwyższego poziomu w USA.

Sytuacja Teksasu wciąż jest lepsza, ale jeśli Kalifornia utrzyma pozycję lidera w tempie tworzenia nowych miejsc pracy, da to Demokratom świetny argument, że ich bardziej socjalna polityka gospodarcza też może przynosić efekty.