Z najnowszych danych o zarobkach na różnych szczeblach zawodowych zebranych dla DGP przez międzynarodową firmę konsultingową Kienbaum wynika, że im wyższe stanowisko, tym większe nierówności w wynagrodzeniu między kobietami a mężczyznami.

Mało bezczelne

Wśród personelu kierowniczego mężczyźni rocznie zarabiają średnio 217 tys. zł. Kobiety na tych samych stanowiskach mogą dociągnąć do 160 tys. zł, czyli przeszło jedną czwartą mniej. Na stanowiskach średniego stopnia ta różnica wynosi już tylko 5 tys. zł rocznie, a wśród szeregowych pracowników podziały płacowe są już znikome – mężczyźni zarabiają niecałe 700 zł więcej.

Te różnice w znacznej części wynikają jednak nie tyle z zamierzonego zaniżania zarobków kobiet, ile z braku pewności siebie, braku pewnej bezczelności. Już na samym wstępie, na rozmowach kwalifikacyjnych kobiety są bardziej ostrożne przy formułowaniu potrzeb finansowych – tłumaczy Monika Zakrzewska, ekspert ds. rynku pracy z PKPP Lewiatan. Z badań wynika, że kobiety zapytane o pensję chcą średnio o jedną trzecią mniej pieniędzy niż mężczyźni rekrutowani na identyczne stanowisko. Same zaniżają wymogi płacowe – dodaje.

Z danych biura pełnomocnika rządu ds. równego traktowania wynika, że średnia różnica pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn wynosi 17 proc. To w realnych kwotach blisko 700 zł miesięcznie. W dużej części takie różnice wynikają z tego, że kobiety, szczególnie na kierowniczych stanowiskach, pracują w branżach, które są mniej dochodowe, a więc i zarobki zatrudnianych przez nie menedżerów są niższe – tłumaczy Bernhard Matussek, partner z Kienbaum Consultants International.

Dyrekor finansowa

Mężczyźni nie tylko o wiele lepiej zarabiają, lecz także wciąż przeważają na stanowiskach kierowniczych. Z danych zebranych przez Kienbaum i Polsko-Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową wyłania się obraz prestiżowych stołków okupowanych przez panów.

Stanowią oni 83 proc. dyrektorów generalnych, 96 proc. kierowników działów inżynieryjnych, 92 proc. kierowników produkcji i praktycznie 100 proc. programistów. Kobiety przeważają jedynie w pionach finansowych, głównie jako szeregowe księgowe lub jako sekretarki. Coraz więcej jest także szefowych działów HR oraz badań i rozwoju.

Sytuacja w Polsce wcale jednak mocno nie odbiega od średniej unijnej. Podobnie mężczyźni są nadreprezentowani w zarządach firm w całej UE. Średnio stanowią oni 95 proc. członków zarządów i rad nadzorczych.

Właśnie takie wyniki skłoniły Komisję Europejską do podjęcia decyzji: trzeba wprowadzić parytety płci do organów spółek, w pierwszej kolejności tych z kapitałem państwowym, ale docelowo do wszystkich.

Rok temu unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding wezwała europejskie firmy do tego, aby dobrowolnie zapewniły, że do 2015 r. 30 proc. miejsc w zarządach i radach nadzorczych spółek będzie w nich zarezerwowanych dla kobiet. Mało kto wskazówki komisarz potraktował poważnie – do tej pory zobowiązały się do tego ledwie 24 firmy. W tym roku komisarz Reding rozpoczęła więc konsultacje nad wprowadzaniem nowej równościowej dyrektywy, która ma nakazywać wdrożenie tego parytetu. Nie będzie to jednak proste zadanie. Trzeba pamiętać, że na swoje kariery, na stanowiska w zarządach ludzie pracują latami. I wątpliwe jest, by ze względu na unijną dyrektywę zechcieli swój zawodowy sukces w porzucić w imię równości płci – ocenia Matussek. Tu niestety potrzebne są trwające znacznie dłużej – być może całe pokolenie – zmiany społeczne.