Znasz język, masz znajomych za granicą, którzy pomogą zaleźć pracę i dach nad głową – kup bilet i jedź. Ale jeżeli w innym kraju nie masz żadnych kontaktów i na dodatek ledwo dukasz w obcym języku, lepiej nie ryzykuj i skorzystaj ze sprawdzonej agencji pośrednictwa pracy. Trochę mniej zarobisz, ale będziesz miał legalną pracę, a często również dojazd i zakwaterowanie.

Trudna sytuacja na rynku pracy, która powoduje, że bezrobotni konkurują z licealistami i uczniami o zajęcia sezonowe, sprawia, że w tym roku na wyjazd za granicę w celach zarobkowych może się zdecydować 550 – 600 tys. Polaków, czyli o 4 – 5 proc. więcej niż rok temu. Wielu z nich wyjedzie na własną rękę, bo w krajach takich, jak Wielka Brytania, Irlandia czy Holandia mają kontakty. Wiedzą już, gdzie będą mieszkać i ile zarobią.

Mariusz Matysik od trzech lat jeździ pracować jako pomocnik kucharza do niewielkiego miasteczka pod Londynem. Doskonale zna właściciela lokalu, który zapewnia mu wygodny pokój nad knajpą i wyżywienie. W tym roku zabiera jeszcze trzech znajomych, bo w sąsiedniej miejscowości są wakaty w małym hotelu i na stacji benzynowej. Wyliczyli, że po trzech miesiącach przywiozą do kraju równowartość co najmniej 3 – 4 tys. euro (ok. 12,6 – 16,8 tys. zł).

Polacy z reguły nie korzystają też z pośredników, wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii czy Irlandii do prac polowych. Tu również działa poczta pantoflowa i kontakty. Zarobki są wprawdzie mniejsze niż np. w usługach, ale w ciągu trzech miesięcy można zarobić 1,5 – 2 tys. euro (ok. 6,3 – 8,4 tys. zł).

Z obserwacji Agaty Górny z Ośrodka Badań nad Migracjami wynika, że dziś większość Polaków wyjeżdżających samodzielnie do prac sezonowych w krajach UE decyduje się na legalizację zatrudnienia. Nawet ci, którzy pracują miesiąc czy dwa, wolą się zarejestrować i płacić podatki – mówi.

Większa samodzielność wyjeżdżających za granicę Polaków sprawia, że działające w Polsce agencje zatrudnienia, żeby pozyskać klientów, muszą proponować coraz ciekawsze oferty pracy i coraz lepszą jakość usług. Dlatego chętnym do pracy załatwiają zakwaterowanie, czasem kursy językowe i opiekunów na miejscu.

W tym roku agencje chcą wysyłać przede wszystkim do Belgii, Francji, a także do Niemiec i krajów skandynawskich. W Belgii np. w tym roku jest duży popyt na pracowników przy pracach wyburzeniowych, gdzie można zarobić ok. 1400 euro (ok. 5,9 tys. zł) miesięcznie. To jest już dochód netto, bo załatwiamy również zakwaterowanie – mówi Artur Ragan z agencji Work Express. Agencja bierze na siebie załatwienie formalności związanych z rejestracją i ubezpieczeniem.

Przypomnijmy, że za pośrednictwo agencje nie mają prawa pobierać od zatrudnianych żadnych opłat (płaci je pracodawca). Wynagrodzenia oferowane przez agencje są jednak od 5 do 20 proc. niższe od tych, które dostają pracownicy załatwiający sobie pracę samodzielnie. – Ponosimy koszty pozyskania zagranicznego pracodawcy, procesu rekrutacyjnego, a niekiedy również kursów dokształcających, więc wynagrodzenia osób korzystających z naszego pośrednictwa zawsze będą nieco niższe niż tych, którzy wyjeżdżają na własną rękę – przyznaje Artur Ragan.