Tego spadku należało się spodziewać, bo zmniejszyła się liczba firm stworzonych przez bezrobotnych. Po prostu: urzędom pracy obcięto środki na ten cel – ocenia Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

Z danych urzędu statystycznego wynika też, że najwięcej nowych miejsc pracy powstało w handlu, w warsztatach naprawiających samochody, a także w firmach produkujących artykuły spożywcze.

Ale sytuacja jest zróżnicowana regionalnie. Najwięcej etatów stworzono w woj. mazowieckim (150,2 tys). W śląskim i wielkopolskim – odpowiednio– 66,3 tys. oraz 59 tys. Na drugim biegunie są województwa opolskie z 13,9 tys. nowych miejsc pracy oraz podlaskie, gdzie powstało ich zaledwie 11,5 tys.

Jest też dobra wiadomość: w tym samym czasie w skakli Polski zlikwidowano o 27,2 tys. mniej miejsc pracy (429,3 tys.) niż w roku poprzednim. Oznacza to, że przedsiębiorcy ostrożnie redukują zatrudnienie – ocenia Sędzimir. To dlatego, że wyciągnęli wnioski ze spowolnienia w 2008 i 2009 roku, gdy szybko pozbywali się pracowników, aby redukować koszty. Ale gdy koniunktura się poprawiła, znalezienie nowych fachowców okazało się trudne i kosztowne.

Po odjęciu od nowo utworzonych miejsc pracy tych zlikwidowanych, wychodzi, że bilans jest całkiem korzystny – w 2011 r. przybyło 151 tys. etatów netto. Czyli niemal tyle samo, co w roku 2010.

A w tym roku skala zwolnień będzie mniejsza – twierdzi Sędzimir. Jej zdaniem wskazują na to m.in. dane o sytuacji na rynku pracy w lutym. Wynika z nich, że w poprzednim miesiącu 289 firm zadeklarowało zwolnienie 22 tys. pracowników – o 16,4 tys. mniej niż przed rokiem.